czwartek, 31 sierpnia 2017

Summer sadness



Ostatni dzień sierpnia zawsze napawa mnie smutkiem. Powodów jest kilka.
Po pierwsze minęły dwa miesiące lenistwa, które jak to oczywiście u mnie bywa, miałam plan wykorzystać troszeczkę inaczej hehe. Miałam oczywiście zrobić dużo więcej dla siebie i mojej rodziny, dużo lepiej wykorzystać czas i spożytkować go na coś dużo bardziej produktywnego.
Po drugie koniec sierpnia zawsze oznacza, że lato zaczyna powoli nas opuszczać. Ciepłe wieczory (których w tym roku było jak na lekarstwo!) zaczynają się ochładzać, a dni stają się coraz krótsze.
Lato zawsze kojarzyło mi się z beztroską. Mój zawód mi trochę na to pozwala, muszę przyznać. Od skończenia studiów nigdy nie musiałam się martwić, że mam tylko dwa tygodnie wolnego, bo zawsze było to długie dwa miesiące (prawie!). Zawsze gdy lato się kończy, muszę zrobić w swojej głowie porządek i przywrócić całe swoje życie do ładu, bo po lecie nic nie jest na swoim miejscu.
Po trzecie, koniec sierpnia zawsze oznacza, że przybył mi kolejny rok w metryce. Jestem znów starsza o rok, czas płynie nieubłaganie, a ja...muszę się z tym pogodzić i zacząć funkcjonować na starych zasadach... ;)
Ale już wkrótce melancholia mnie opuści, a ja zacznę się cieszyć z pięknej złotej jesieni i całkiem nowego sezonu...;)

The last day of August always makes me sad. There are a few reasons.
First, two months of doing nothing have passed, and me, as usual, I was planning to make use of them in a totally different way, in a more productive way, to be honest haha. 
Second, the end of August always means that summer is coming to an end. The warm evenings (which this year were a rarity!) are becoming cooler, and the days are becoming shorter. Summer has always been the time of total easefulness for me, it's beacuse of my job I must admit. Since I graduated from university I haven't had to worry about short vacay because it's always been two long months a year (almost!). Every year when the summer ends, I need to make some order in my head and tidy up my whole life as after summmer nothing's in the right place.
Third, the end of August always means that I am one year older than I was. I'm older, time is unrelenting and me... I need to figure it all out and start living my normal life... ;)
But pretty soon the melancholy will pass and I will start to enjoy the beautiful Polish autumn and the brand new season... ;)

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Birthday Girl

Sierpień nie był dla mnie zbyt łaskawy. Wydarzyło się kilka przykrych rzeczy, które mocno się na mnie odbiły. W międzyczasie jeszcze przytrafił nam się remont...(o którym później).
27 sierpnia skończyłam 34 lata. Należało to uczcić. Wszystko zostało zaplanowane wcześniej, zanim to wszystko się zdarzyło, nie było więc odwrotu. I chyba dobrze się stało :)

August hasn't been too kind for me. Some sad things have happened which took a toll on me. In the meantime we had this living room makeover.. (I'll tell you about soon).
On 27 August I had my 34th birthday. It required some serious celebration. I had planned all that before all of that happened, so I didn't have much choice. And I guess it's great ;)



poniedziałek, 21 sierpnia 2017

New is not always better

Ostatnio czytając Bądź Paryżanką gdziekolwiek jesteś (tak na marginesie, bardzo fajna książka :) natknęłam się na ciekawy fragment, w którym znalazłam kilka złotych zasad Paryżanek. Istnieje u nich, nadal, coś takiego, jak przekazywanie z pokolenia na pokolenie pewnych złotych zasad lub jak kto woli, porad dotyczących różnych aspektów ich życia (kuchni, urody, itd.).
Między innymi:

"Na połysk włosów: przy ostatnim spłukiwaniu dodaj do naczynia z wodą pół szklanki octu.

Raz w tygodniu szoruj zęby sodą oczyszczoną. Efekt bieli murowany.

Gazety to świetna szmatka do mycia szyb. Bardziej ekologiczna niż papierowe ręczniki.

Po wyciśnięciu soku z cytryny przetrzyj nią, przed wyrzuceniem do śmieci, paznokcie: wzmacnia je i wybiela."

I wiecie co, zasady te wydały mi się jakoś dziwnie znajome... Przecież pamiętam jak kiedyś mama zawsze mi potarzała, że ostatnie płukanie włosów powinno się robić roztworem octu, by dodać im blasku. Pamiętam też, jak myła okna używając szarych gazet...
I naszła mnie refleksja. W Polsce lata 90-te zrobiły swoje. Przedtem nie było nic i nagle, po 1989 roku przyszło do nas NOWE. Każdy z nas zachłysnął się tym, co do tej pory było nieosiągalne. Zalała nas fala kolorowych reklam, złotych środków na każdą okazję i trudno się nam dziwić. Cieszyliśmy się, że my też mamy pastę Colgate i szampon z odżywką, której używa sama Claudia Schiffer (a od jej włosów aż bije po oczach).
Zasady naszych babć i mam poszły troszkę w odstawkę. Każdy chciał być nowoczesny, więc powoli zasady stosowane od wielu pokoleń, odeszły w zapomnienie.
Jak widać jednak, nie były one takie złe, skoro nadal są przekazywane z matki na córkę przez Paryżanki. Czasami warto się zatrzymać i zastanowić, czy to co nowe jest zawsze lepsze. Warto też mieć odwagę trzymać się tego co sprawdzone i niewymagające od nas nadmiernego wysiłku...

A wy macie jakieś zasady, które przekazała Wam mama, a jej, jej własna mama?

fificheek.blogspot.com via pinterest.com


Some time ago while I was reading How to be Parisian whenever you are (btw, a really good book), I came across an interesting passage with some golden rules on different aspects of their lives (cooking, beauty, etc.) which Parisians pass on from generation to generation.
Some are:

środa, 2 sierpnia 2017

#Entryway


Pierwsze wrażenie jest podobno najważniejsze, dlatego też tak bardzo chciałam zmienić wygląd naszego wejściowego korytarza. Ten poprzedni był niepraktyczny i nieustannie panował w nim bałagan, ponieważ brakowało w nim szafy (wszystkie kurtki, płaszcze itd. wisiały na wieszaku)! I w końcu udało się, jest szafa i wszystko, co potrzeba... Zresztą spójrzcie sami.

First impression is said to be the most important one that's why I decided to redo our entry hall. The previous one was impractical and constantly in a total mess as it lacked a closet (all the coats and jackets were hung outside)! So finally I got it all, a closet and everything needed... Take a look yourself.


Znalazło się tu miejsce na niewielki stolik (staroć znaleziona w garażu rodziców!). Lustro jest również stare i stanowi jeden z najważniejszych elementów wystroju, poza tym pełni ważną rolę (przed wyjściem należy się upewnić, że możemy się pokazać ludziom ;)

There's room for a small console table (an oldie found in my parents' garage!). The mirror is also old and is one of the most important elements of the interior, besides it plays a great role (it tells you whether you are ready to meet people when you leave the house ;)


Piękny zapach (polecam ZARA Home dark amber), miseczka na klucze no i oczywiście zieleń.

Beautiful scent (great one from ZARA Home dark amber), a bowl for keys and of course soemthing green.


Wieszaki są z Bloomingville. Celowo są tylko dwa i w dodatku tylko na torebkę (na czymś takim nie powiesisz kurtki ani płaszcza). Myślę, że stanowią piękną ozdobę, no i są dość praktyczne.

The hangers are from Bloomingville. Intentionally I put only two of these (you can't hang a coat on something like this - in this way you can be sure no mess is done there ;). I think they are nice decoration and are pretty practical too.


Moja upragniona szafa (IKEA), w której jest miejsce na ubrania oraz buty (u dołu znajdują się dwa wysuwane kosze).

My longed-for closet (IKEA), where I can keep all the clothes and shoes (there are two wire baskets for shoes in the lower part of the closet).







Jestem bardzo zadowolona z efektu jaki udało nam się osiągnąć. Chciałam, by korytarz zyskał odrobinę charakteru, dlatego jedną ze ścian pomalowaliśmy ciemną farbą (Tikkurila; kolor ten sam, co w kuchni), która jest odporna na ścieranie - w korytarzu to dość ważne.
Często boimy się ciemnych, odważnych kolorów. Ja jednak jestem zdania, że czasami warto zaryzykować, by uniknąć monotonii i nudy we wnętrzu.
Powoli zaczynam dojrzewać do myśli, że mogłabym pomagać innym w dekorowaniu ich wnętrz... Na razie to tylko pomysł w mojej głowie, ale kto wie...

I am really pleased with the effect we achieved. I wanted the place to gain some character, that's why one of the walls has been painted dark color (Tikkurila; the same color is in our kitchen), which is wipping resistant - in the entry hall it is quite useful.
We tend to avoid dark bold colors. But in my opinion it is sometimes good to take risk in order to avoid dull and monotonous space.
I'm starting to think I might help others in homestyling...
It's just an idea in my head, but well who knows...