niedziela, 12 marca 2017

A day out

Po dwóch tygodniach choroby w końcu wyszliśmy poza dom. To było nam bardzo potrzebne i myślę, że dobrze nam zrobiło :) W sobotę, bardzo spontaniczną decyzją, pojechaliśmy do Poznania. Miał być spacer po Starym Rynku i wizyta w kawiarni. Ale udało nam się zrobić znacznie więcej. Zobaczcie sami :)

After two weeks of being ill we finally went out. It was something we really needed and I know it did us good :) On Saturday, on a whim, we went to Poznań. We wanted to have a walk around the old market and then pop in to a coffee house. But we managed to do a lot more. Take a look :)

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy na Starym Rynku (jednak nie trwało to długo, nawet nie dotarliśmy do Ratusza... hehe). Zdążyliśmy zobaczyć makietę miasta, przejść jeszcze troszeczkę i .... Majka "zmusiła" nas do zmiany planów ;) Wyjeżdżając z dziećmi trzeba być bardzo elastycznym :)

Our trip we started on the old market (but we didn't stay long there, we didn't even get to the city hall...haha). We managed to take a look at the miniature model, have a little stroll and... Maja "made" us change the plan ;) When going out with the kids you need to be very flexible ;)





W pewnym momencie podeszły do nas turystki z Turcji i zaczęły się zachwycać naszymi dziećmi :) Bardzo miłe spotkanie :)

Suddenly we bumped into a group of Turkish tourists who were admiring our kiddos :) such a nice experience :)


Dotarliśmy do jednej z naszych ulubionych miejsc w Poznaniu, do Zielonej Werandy (poniżej). Bardzo klimatyczne miejsce, gdzie można dobrze zjeść i posiedzieć w nietuzinkowym otoczeniu.

Finally, we got to one our fave places in town, Zielona Weranda (below). A very climatic spot where you can eat well and spend time in an extraordinary scenery.






W oczekiwaniu na jedzenie, nie ma to jak bulgotanie przez słomkę ;)

While waiting for the meal, there's nothing better than straw-blowing the chocolate :)


Wyjście do kawiarni z jednolatką to nie lada wyzwanie ;) Co chwilę zmiana koncepcji. I chodzenie (a także jedzenie!) na zmiany :) Ale coś za coś, hehe. Trzeba mieć pokłady cierpliwości i spokoju. Nie wyobrażam sobie jednak całkowicie zrezygnować z wychodzenia w takie miejsca tylko dlatego, że ma się dzieci ;)

Going to a coffee place with a one-year-old is quite a challenge ;) Every 5 seconds change of plans. And walking around (eating too!) while taking turns :) But quid pro quo, as they say haha. You need to have loads of patience. But I can't imagine  I could quit going to such places because I have kids :)


Jedzenie... No tak, wygląda to mniej więcej tak. Próbujesz coś uszczknąć z talerza, a jednocześnie trzymasz dziecko, próbujesz je czymś zająć i jeszcze karmić (bo może akurat to będzie idealnym uspokajaczo-odciągaczem-uwagi ;))) U nas kończy się zawsze jedzeniem na zmiany, hehe.

Eating, right.... Well it looks more or less like this... You're trying to nibble something and at the same time you're trying to occupy your kid with something and maybe feed them (maybe it's the food that will work as a pacifier-and-attention-drawer ;)))) Eventually, we always end up eating in turns, haha.


I na tym mieliśmy skończyć, tzn. spacerem po Placu Wolności... Jednak byliśmy w pobliżu Muzeum Narodowego i uznaliśmy, że należy je pokazać Wojtkowi (Majce było wszystko jedno, myślę ;).

We were going to end up our trip there, I mean in Plac Wolności... But being so close to the National Museum we decided to show it to Wojtek (Maja didn't really care, I guess ;)


Poznański Bazar

Bazar in Poznań (a famous building with a rich history)


Muzeum Narodowe w Poznaniu to bardzo ciekawe miejsce, w które niestety zbyt rzadko się zagląda! Już sama zapomniałam jakie to przyjemne obcowanie ze sztuką. Chcieliśmy, żeby Wojtek zobaczył jak wygląda muzeum, obrazy i rzeźby. Fajnie było mu pokazać coś nowego. Oczywiście na pierwszy raz nie mogliśmy przesadzić, zwiedziliśmy więc tylko część stałej wystawy (w sobotę wejście jest darmowe :), ale i tak było warto.

The National Museum in Poznań is an interesting place, which unfortunately we seldom visit! I forgot how it feels to spend time surrounded by art. We wanted Wojtek to learn about the museum, the paintings and scuptures. It was fun to show him something new. Of course we didn't want to overdo it so we only visited a part of the permanent exhibition (on Saturday the entrance is free), but I'm sure it was worth it.



Całkiem niedawno czytałam o tych fikusach, a tu niespodzianka, zobaczyłam je na żywo :)

Some time ago I came across an article about these paintings below and here, a surprise, I got to see them in reality :)



Strzemiński (ten z Powidoków A. Wajdy)

Strzemiński (a Polish painter from 'Afterimage' (Pol. 'Powidoki") the last film of Andrzej Wajda)


Nasze dwa skarby obcują ze sztuką... :)

Our two gems' encounter with art... :)


Wróciliśmy wymęczeni, ale i zadowoleni, że wyszliśmy z domu i pokazaliśmy naszym dzieciom coś innego niż 4 ściany naszego domu...

We got home exhausted, but glad we'd gone out and showed our kids something more than the inside of our house....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz