niedziela, 26 marca 2017

Simplicity, again ;)


Nadszedł nowy sezon, a wraz z nim znów zaczęłam się zastanawiać, jaki jest mój styl. Czy ja go w ogóle mam? Czy może nadal błądzę? Co jest moim znakiem rozpoznawczym? Już kiedyś pisałam, że moja garderoba jest bardzo różnorodna. I choć wcześniej miałam postanowienie, że postaram się stworzyć pewną prosta bazę, nadal najtrudniej kupuje mi się ubrania proste, w stonowanej kolorystyce. Wiem, dziwne. Ale jeszcze dziwniejsze jest to, że najchętniej ubieram właśnie te rzeczy. Ostatnio zauważyłam, że stojąc w garderobie i ubierając się wybieram te proste swetry, T-shirty i spodnie, a pomimo, że uwielbiam ubrania kolorowe i nietypowe, omijam je wzrokiem i ubieram z goła inne.
Dlatego od pewnego czasu inwestuję w proste rzeczy, w proste marynarki, kupiłam też kilka prostych topów i spodni. Jestem też o krok od pozbycia się tych wszystkich ubrań WOW (wiecie o moim impulsywnym kupowaniu wzrokiem, hehe), których nie założyłam od dłuższego czasu (właśnie dlatego, że trudno było mi je z czymkolwiek zestawić).
Ta dwubiegunowość jest uciążliwa. Kupujesz ciuchy, które Ci się podobają, ale ich nie nosisz, za to nosisz ciuchy, które trudno Ci kupić... Coś chyba tu nie gra ;)
To znaczy, powoli mnie ta choroba opuszcza, hehe... Mam nadzieję... ;)

A new season has come and together with it I started thinking over my style, again. Do I have one? Or am I still looking for it? What's my signature look? I already wrote how colorful my wardrobe was. And even though I wanted to make a simple base I still find it hard to buy simple clothes in a soft color scheme. I know it sounds weird. But it's even weirder that I prefer wearing the latter. I realized that every time I'm in my wardrobe trying to put something on, I most often go for the simple sweaters, tees and pants and despite the fact I love buying unusual and colorful clothes, I keep avoiding wearing them.
That's why for some time now I've been investing in simpler items, simpler jackets, I've bought some simple tops and pants, too. And I'm within an ace of getting rid of all those WOW items (you know I'm an impulsive buyer, haha), which I haven't worn for a long time.
Being such 'bipolar' when it comes to dressing is a real nuissance. You buy clothes which you love but you don't wear them, and at the same time you wear clothes which you don't feel like buying...There's something wrong with me ;)
I mean, hopefully I'm recovering from this weird state, haha... Hopefully...;)

niedziela, 19 marca 2017

Doing the splits

Ostatnio wszystko robię w pośpiechu, na nic nie mam czasu. Manicure... no dobra zrobię jutro, pościeram kurze... jutro, napiszę posta.... jutro? Matko, jestem jak na rollercoasterze. Dzisiejsza kąpiel tez miała być ekspresowa, nie ma co tracić czasu na zbędne przyjemności. Jednak gdy tylko usiadłam w wannie, spojrzałam tęsknym wzrokiem na magazyny leżące tuż przy niej i było po mnie... Zatopiłam się w lekturze (i wodzie), a moje plany na zrobienie 1238 rzeczy tego wieczoru... no cóż, legły w gruzach. Jednak nie żałuję. Przeczytałam kilka mądrych słów, świętych słów.

Everything I've been doing lately I've been doing in a rush, there's always lack of time. Manicure... OK I'll do it tomorrow, dusting... maybe tomorrow, writing a post...tomorrow? Gosh, I feel like on a rollercoaster. This evening bath was also supposed to be quick, there's no time for trivial pleasures. But as soon as I got into the bath and looked at the pile of magazines laying next to it, busted...

niedziela, 12 marca 2017

A day out

Po dwóch tygodniach choroby w końcu wyszliśmy poza dom. To było nam bardzo potrzebne i myślę, że dobrze nam zrobiło :) W sobotę, bardzo spontaniczną decyzją, pojechaliśmy do Poznania. Miał być spacer po Starym Rynku i wizyta w kawiarni. Ale udało nam się zrobić znacznie więcej. Zobaczcie sami :)

After two weeks of being ill we finally went out. It was something we really needed and I know it did us good :) On Saturday, on a whim, we went to Poznań. We wanted to have a walk around the old market and then pop in to a coffee house. But we managed to do a lot more. Take a look :)

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy na Starym Rynku (jednak nie trwało to długo, nawet nie dotarliśmy do Ratusza... hehe). Zdążyliśmy zobaczyć makietę miasta, przejść jeszcze troszeczkę i .... Majka "zmusiła" nas do zmiany planów ;) Wyjeżdżając z dziećmi trzeba być bardzo elastycznym :)

Our trip we started on the old market (but we didn't stay long there, we didn't even get to the city hall...haha). We managed to take a look at the miniature model, have a little stroll and... Maja "made" us change the plan ;) When going out with the kids you need to be very flexible ;)


niedziela, 5 marca 2017

Lamp makeover

Już od pewnego czasu polowałam na dużą lampę stołową, którą mogłabym odnowić i ustawić w pokoju Wojtka. Chciałam, żeby to była lampa ceramiczna, z dużą podstawą i dużym abażurem. No i znalazłam w końcu taką. Była taka jaka miała być, oprócz tego była brzydka jak nie powiem co, brązowa (nakrapiana ;) i do tego miała abażur mocno nadgryziony zębem czasu. Była idealna!

For some time I've been looking for a table lamp which I could redo and put in Wojtek's bedroom. I wanted it to have a ceramic base and a large lampshade. And I finally got one. It was exactly what I wanted it to be even though it was ugly as ...., brownish with a shade that had seen a lot. It was perfect!


Projektując pokój Wojtka zawsze zakładałam, że będzie pełen odważnych barw. Brakowało mi w nim więcej czerwonych akcentów. Kupiłam więc czerwona farbę w sprayu oraz grubą białą tkaninę przypominającą len. Podstawę lampy "malowałam" kilka razy, trzeba nabrać wprawy, bo przy sprayu robią się zacieki. Dlatego trwało to kilka dni zanim wyszło to co chciałam.

When I was thinking of Wojtek's bedroom I knew I wanted it to have vibrant colors. And red was the color it craved for. So I bought a red spray paint and a white thick linen-like fabric. I put several layers of paint, you need to know how to spray, otherwise you get dam patches. That's why it took me several days to get the right effect. 




Z abażurem było więcej zachodu. Na youtube znalazłam sposób na jego odnowienie (myślę, że nie będziecie mieli problemu, żeby znaleźć tam to, co Was interesuje). Wystarczy taśma klejąca dwustronna, klej na ciepło, materiał i nożyczki. Wyszło to, co widzicie :) 

The lapmshade was more problematic. On youtube I found out how to redo it (I'm sure you'll find everything you are interested in there). All you need is a double-sided sticky tape, hot glue, fabric and scissors. The result you can see in the photos :) 
 


xo

środa, 1 marca 2017

How I decided not to be a buzzard anymore :)



Zgred, jak podaje słownik PWN, to lekceważące określenie starszych ludzi, rodziców...
No dobra, zacznę od początku...
Od pewnego czasu czułam się jakby ktoś rzucił na mnie urok, bo w moim życiu zapanował totalny chaos, a ja nie mogłam znaleźć w sobie tyle siły, żeby sobie z nim poradzić. Piętrzyły się różne poważne i drobne sprawy, w domu zapanował totalny bałagan. Moje dzieci przenoszą swoje pokoje do salonu, bo tak jest fajniej, a ja super-matka (?) nie nadążam z odnoszeniem ich klamotów z powrotem. Gdzie się podziała moja supermoc?! Poza tym Majka była na etapie nauki chodzenia, więc trochę na rękach, trochę trzeba było ją prowadzić, no i te zęby... Oprócz tego nieustannie zamartwiam się o ich zdrowie (czy kiedykolwiek przestanę?). STRES, nadmiar obowiązków, bałagan w domu, szarość za oknem (oooo, to jeden z kluczowych problemów!), frustracja związana z upływem czasu... wszystko to doprowadziło mnie do bycia zgredem. Potwierdzą to Ci, którzy znają mnie trochę bliżej ;) Totalny zgred. Nie cierpię siebie takiej (może dlatego, że to pierwszy raz na tak dużą skalę!). Zgredowatości nie da się pozbyć niczym zwyczajnym, ani zakupami, ani trunkami wyskokowymi, ani wyjściem na imprezę, ani wizytą u kosmetyczki. Pozostajesz zgredem do momentu aż nie zniknie (choć troszeczkę) przyczyna tej sytuacji. Mnie udało się ją namierzyć (i trochę uspokoić), u mnie to zawsze stres o dzieci. Pozostałe sprawy tylko to wszystko potęgują, a ja staję się N-I-E D-O Z-N-I-E-S-I-E-N-I-A, czyli inaczej staję się zgredem.
Ale, oto świecie, wychodzę z tego niepożądanego stanu, świat nie lubi zrzęd. Idzie wiosna, nastał marzec, a dzień jest coraz dłuższy. No i przede wszystkim, moje dzieci chcą mieć szczęśliwą i uśmiechniętą mamę! Wyciągnęłam już wiosenne buty (przed chwilą kupiłam na ostatniej wyprzedaży sandałki :)))))) i zamierzam wrócić do tych co to potrafią doceniać życie. Wam też polecam. Zaczęłam też kilka nowych projektów zrób-to-sama (już wkrótce na blogu).
Przesyłam pozytywne wibracje wszystkim moim czytelnikom! Marzec, marzec, marzec, wiosna!

Buzzard, according to a dictionary, is a scornful term for old people and parents...
OK, let's go back to how it all started...
For some time I've been feeling as if someone bewitched me as my life became a total chaos, and I just couldn't find the way to recover from it. There have been all those big and small things piling up, and our home's become a total mess. My kids have decided to move their rooms into our living room, it's cooler that way, and me a super-mom haven't been quick enough to take all their stuff back. Where the heck has all my super-power gone?! Apart from thatm Maja's been learning to walk, so she's been spending her time in our arms or trying to walk with support, and those teeth... And on top of that, I've been constantly worrying about my kids' health (will I ever stop?) STRESS, too much of work, mess in the house, the weather outside (oh yes, the't one of the key problems!), and this ticking time... all that has brought me to the being a buzzard. My family and friends will tell ya! I can't stand being one (maybe it's because it's the first time on such a large scale!). You can't get rid of buzzard inside of you with shopping, booze, partying or in a beauty salon. You are a buzzard until you find the cause. I found mine, for me it's always worrying about my kids. The rest of the things just escalate all this and I've become U-N-B-E-A-R-A-B-L-E.
But, hey world, here I come, I'm getting back to life, nobody likes whiners. The spring is coming, it's March, and days are getting longer. Besides, my kidds want their mom to be smiling and happy! I've already taken out my spring shoes (I've just bought sandals on one of last sales :)))) and I'm going to enjoy my life again. And you should too. I've also started some diy projects (soon on the blog).
So, I'm sending you, my dear readers, all my positive vibes! March, March, March, Spring!