wtorek, 31 stycznia 2017

California dreamin'

Co roku to samo! Pod koniec stycznia wydaje mi się, że zima zbliża się ku końcowi. Święta minęły, narty w tym roku nie wchodzą w grę, to po co komu zima! I tak bujam się z tą myślą, że już wkrótce wiosna.... aż do kwietnia.... I mam jedno miejsce, w którym mogłabym się wtedy znaleźć... Kalifornia... Oto kilka zdjęć, które pozwalają mi przeżyć polską szarugę (choć obecnie raczej zimno, bo słońce świeci wyjątkowo intensywnie :)) Więc trzymajcie się ciepło, byle do wiosny!

Every year the same! At the end of January I always have this feeling that winter is getting to an end. Holidays are over, skiing is out of the question so who the hell needs winter! And that's more or less I try to get by, thinking the spring's coming... until April... But I do have one place where I could be at the time of the year... California... Here's a bunch of photos which help me survive this Polish winter gray vibe (although currently rather the cold as the sun's shining surprisingly strongly :)) So let's keep warm till spring!























 



All the photos are from pinterest.com and all belong to their respective owners.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

czwartek, 26 stycznia 2017

Oh God, how I love silence!

Jestem matką dwójki dzieci. I tu powinnam postawić kropkę. To zdanie plus tytuł "Boże, jak ja kocham ciszę!" byłoby jasne dla większości z Was. No, ale dobra rozwinę temat dla niewtajemniczonych.
Mieszkam z dwójką małych szkrabów, mężem i kotem. U nas nigdy nie jest cicho. No dobra, prawie nigdy. Prawie nigdy też nie jestem sama. Nie zrozumcie mnie źle, kocham moją rodzinę nad życie, nigdy nie zamieniłabym się z nikim miejscami! Jednak czasami po prostu chcę w ciszy i spokoju wypić kawę i popatrzeć tępo przez okno. Mając w domu czterolatka i małą, i jednocześnie bardzo rozgadaną jednolatkę!, ciężko jest znaleźć taki moment tylko dla siebie. U nas zawsze ktoś gada, śpiewa, tańczy, czegoś potrzebuje, krzyczy mama trzy tysiące razy, szarpie za spodnie, wchodzi wszędzie gdzie tylko zdoła, itd. Mogłabym wymieniać jeszcze długo. A gdzie tu wcisnąć rozmowę z mężem? Jeszcze do tego kot, który miauczy, bo znów nie ma co jeść. Zrozumie mnie ten, kto to przeżył.
Serio, uwielbiam moment, gdy mam choć pół godziny w samotności. Kawa, gazeta i cisza, która aż brzęczy w uszach.... Mmmmm....

I'm a mother of two. And this should be the end of the post. This statement together with the title would probably be clear to most of you. But OK, I'll write more for the uninitiated.
I live with two littles, husband and a cat. Our home is never silent. OK, hardly ever. And hardly ever am I alone. But don't get me wrong, I love my family more than life and would never change it with anything else! I'd just sometimes love to look behind the window vapidly and drink coffee. When you have a four-year-old and a small, but very talkative one-year-old, it's hard to find such a moment in a day. In our home, there's always someone talking, singing, dancing, needing something, shouting momma three thousand times, tugging on my pants, going wherever she can, etc. I could go on like this forever. And where to squeeze in a chat with your hubby? Oh, and there's the cat who's hungry again. Only those of you who experienced that understand me.
Seriously, I looooveeee when I have at least half hour alone. Coffee, magazine and silence ringing in my ears.... Mmmmmm....

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Lower not astonished!

Już Wam kiedyś wspominałam, że niedawno musiałam się zmierzyć z pierwszymi (no, powiedzmy!) oznakami starzenia. Dwa siwe kłaki zaliczyły spektakularny wylot, jak to wielu z Was doradzało. Teraz jednak dopadło mnie coś znacznie gorszego....
Naprawdę nigdy nie miałam problemu z tym, że z biegiem lat zmienia się nasze ciało, że zwyczajnie się starzeje (by być dosłownym!). Polubiłam moje kurze łapki (no co, lubię się śmiać oczami ;), nie mam nic przeciwko zmęczonej skórze pod oczami (serio?), ale to co pojawiło się pomiędzy moimi oczami na czole... przechodzi ludzkie pojęcie!
Nigdy nie należałam do osób nadmiernie zdziwionych, hehe. Wiedziałam, że na świecie jest wielu dziwaków i wiele trudnych do zrozumienia rzeczy dzieje się dookoła, więc nie dziwiłam się za bardzo (czyt. nie unosiłam wysoko brwi w wyniku czego na czole pojawiają się poziome linie, czytaj ZMARSZCZKI!). Tak więc dopadło mnie to drugie, zmarszczka a la Ivan Groźny (czyt. pionowa zmarszczka między oczami, która powstaje, gdy coś Cię bardzo "zdenerwuje"!). Ha! Tak, ja i Ivan Groźny mamy niewiele wspólnego! Poza jednym! Groźnym wyrazem twarzy....
No więc teraz próbuję dojść do przyczyny: może to nie efekt wiecznie naburmuszonej miny, ale może słońce tego lata mocno raziło, a ja często zapominałam okularów? Albo może czytałam Wojtkowi za dużo Czerwonego Kapturka i zbyt dosłownie wcielałam się w rolę złego wilka?
Hmm, tak czy tak, zmarszczka jest i jedyne co mi pozostaje to ją polubić, nosić okulary i więcej się uśmiechać!
xo   

P.S. Tekst powstał pod wpływem chwili, totalnego przemęczenia i chyba bezsilności. Zaleca się nie brać zbyt poważnie!

As I mentioned some time ago I had to face the first (erm, OK!) signs of aging. Two gray hair got a spectacular extraction, as many of you advised. But what has come to me now is a lot worse...
I really never had problems dealing with the process of aging. I got to like my crow's-feet  around my eyes (what? I like to smile with my eyes ;), I don't mind the tired skin under my eyes (really?), but what appeared between my eyes on my forehead... is beyond!
I've never been an overly astonished girl, hahah. I've been aware there are tons of weirdos out there and there are so many things hard to understand happening around me that I just haven't been wondering too much (i.e. not raising my eyebrows which results in horizontal lines on the forehead - the WRINKLES!). Oh yes, the other one has gotten to me, a wrinkle a la Ivan the Terrible (i.e. a vertical wrinkle between the eyes which appears when something "displeases" you!) Ha! Yes, me and Ivan the Terrible have little in common! Except for one! A lower... 
And so now I'm doing my best to find out the cause: Maybe it's not a result of a-constantly-grim-face but the aftermath of the summer sunshine and my always-forgetting-about-the-sunglasses? Or maybe I abused reading The Red Riding Hood and maybe taking the part of the evil wolf too seriously?
Erm, all in all, the wrinkle stays and the only thing I can to to get to like it, is wear sunglasses and smile more!
Xo

P.S. The post was written on the spur of the moment, as a result of total exhaustion and I guess helplessness. Not taking it too seriously highly advisable!

niedziela, 15 stycznia 2017

Positive mama



Moje życie jest pełne niespodziewanych zbiegów okoliczności i jednym z nich jest mój powrót do pracy. Majka ma już prawie rok, co oznacza, że kończy się mój urlop macierzyński (najpiękniejszy rok w moim życiu!). W listopadzie poczułam pierwsze oznaki stresu i zaczęłam myśleć.... co dalej ze mną? z moim spokojnym życiem w domowych pieleszach? jak tu bezboleśnie pożegnać moją strefę komfortu i wrócić do pracy zawodowej, a jednocześnie zostawić sobie miejsce na dotychczasowy spokój i możliwość przebywania z dziećmi? Hmm, jakoś trudno było mi uwierzyć, że to wszystko jest możliwe do pogodzenia. Zazwyczaj praca i życie rodzinne, ich pogodzenie bez większych kompromisów jest niemożliwe. A jednak jakoś się tak ułożyło, że ktoś tam na górze wysłuchał moich obaw i ... wróciłam do pracy (fakt, że nie na cały etat!) i na razie jakoś udaje mi się to godzić. Dzięki pomocy naszych rodziców (dziękuję!!!) mogę wyjść z domu i nie martwić się, że Majka zostaje w domu z kimś obcym i zazwyczaj(!) mogę skupić się spokojnie na swoich zadaniach. Gdy zostajesz mamą masz więcej spraw do ogarnięcia. Jesteś jak żongler, który musi tak żonglować wszystkimi piłeczkami, by żadnej nie stracić z oczu. I rzeczywiście tak jest, dzieci i życie rodzinne (przede wszystkim!), dom (pogrążony w chaosie i różnych stertach tu i tam!), a gdzie tu miejsce dla samej siebie, dla własnego rozwoju lub zwyczajnie dla własnej przyjemności. Takie życie, a może po prostu taki etap w życiu, gdy dzieci są jeszcze małe, może później będzie łatwiej? Żeby to jakoś przetrwać mam jedną strategię, przyzwyczaiłam się do myśli, że już nie jestem w stanie zrobić wszystkiego co zaplanuję. Dlatego wybieram rzecz, na której najbardziej mi zależy, a z innych rezygnuję i staram się nie rozpatrywać, nie mieć żalu, a zwyczajnie godzić się z tym, co niesie z sobą życie z dwójką małych dzieci. Opanowałam sztukę kompromisu, z którą jeszcze niedawno miałam się na bakier, hehe. Łatwiej się żyje gdy ma się wobec życia mniejsze wymagania, haha. U mnie chyba zadziałał instynkt samozachowawczy. Przez pewien czas starałam się robić wszystko (serio wszystko!) i zaczynałam tracić kontrolę nad tym wszystkim (chyba kiepski ze mnie żongler, lol). Musiałam więc spasować. Życie jednak czasami lubi zaskakiwać i pisać własne scenariusze. Uczymy się przez całe życie, jak widać :)

My life is full of unexpected coincidence and one of them is my coming back to work. Maja is almost one which means my maternity leave is about to finish (the most wonderful year in my life!). In November I started to feel the firtss signs of stress and started thinking .... what was going to happen with me? with my peaceful life in my sweet home? how to leave my comfort zone without pain and tears for work, and at the same time be able to find the time for the kids and family life? Awww, it was hard to believe that I would tackle all this. Family life and work are most often hard to accomodate without bigger compromise. And somehow I managed to figure it all out as someone up there listened to my fears and.... I got back to work (part time, but still!) and I'm doing OK. Thanks to our parents (thank you!!!) I can leave the house and not to worry about leaving Maja with some stranger and ususally(!) I focus on my work. When you become a mom you have so many things to do. You're like a juggler, who has to juggle all their balls not to lose any of them from their sight. And it's exactly like that, kids and family life (most importantly!), the house (in chaos and piles scattered here and there), and how to find some space for yourself, for self-development , for your own pleasure? Tough life, or maybe it's just that stage of my life when the kids are still small, maybe it's going to be better? So to stay sane I have one strategy, I just got used to the thought that I'm not able to do everything I plan anymore. That's why I try to find one thing I'd really love to do and forget the other ones without regret and take life with two kids as it is. I just acquiesce with the art of compromise, which I could hardly understand not so long ago. It's easier to survive when your expectations are not too high, haha. Seriously it must have been some kind of self-preservation. For some time I was trying to tackle everything (everything!) and I felt I was losing control (I guess I'm a lame juggler, lol). I had to back out. Life can make biggerst surprises and write it's own scripts. Apparently, it seems we learn throughout our whole life :)

niedziela, 8 stycznia 2017

Eye-catching wall

Nieustannie śledzę dla Was trendy w wykończeniu wnętrz (OK, dla siebie też ;). Dziś chciałam Wam pokazać w jaki sposób można stworzyć niepowtarzalną atmosferę i dodać przytulności lub dramatyzmu waszemu gniazdku. Ściany nie muszą być nudne - można je udekorować na wiele sposobów. Mogą to być surowe cegły (fajnie, jeśli stare!), może to być ściana betonowa (z płyt lub pokryta tynkiem cementowym), może to być tapeta (wybór tapet jest ogromny) lub naklejki (ostatnio jest ich na rynku bardzo dużo). Można też ścianę oddać w ręce tapicera :) Zresztą zobaczcie sami:

I've been following homestyling trends for you (OK, for myself too ;) and today I wanted to show you how you can create an incredible atmosphere and add the cosy feeling or drama to your home. Walls don't have to be dull and boring, you can decorate them in many ways. This can be a brick wall (great if it's old!), a concrete wall (made of panels or concrete parget), a wallpaper covered wall (huge choice of them) or wall stickers (a lot of them lately). You can also ask the upholsterer to take care of your walls:) Take a look yourself:

#1
Ściana ceglana / A brick wall








#2
Ściana z tapetą / A wallpaper-covered wall







#3
Ściana drewniana / A wooden wall







#4
Ściana betonowa / A concrete wall









#5
Ściana z naklejkami / A stickers-covered wall







#6
Ściana tapicerowana / An upholstered wall







Source: Photos come from pinterest.com and belong to their respective owners

środa, 4 stycznia 2017

#Inspiration


Gorąco polecam! Naturalny cukrowy peeling do ciała (jest cudowny!)
Dziękuję Ola :)

A must have! Natural sugar body scrub (it's amazing!)
Thanks Ola :)

niedziela, 1 stycznia 2017

New energy!





Jacket - zaful.com
Jeans - Next
Booties - Aldo
Top - H&M
Bag - Zara

Nie mogę w to uwierzyć, że to już Nowy Rok 2017... Czas pędzi nieubłaganie... Nawet nie wiem jak zacząć, tyle mam myśli w głowie... Jak Wam już wcześniej wspominałam, Sylwester to ostatnio dzień, w którym robię się sentymentalna, łzawa (żeby nie powiedzieć płaczliwa). Generalnie smucę się zawsze, gdy nadchodzi czas podsumowań, koniec pewnego okresu i mam tak co roku od kilku lat. Wzruszają mnie fajerwerki (serio, zawsze łzy w oczach na widok fajerwerków!), życzenia na nadchodzący rok oraz fakt, że idą zmiany, że robię się starsza, że coś się kończy. Wczorajszy dzień nie był wyjątkiem. Sylwester był spokojny, w domowym zaciszu z dziećmi. Były oczywiście tańce z nimi, wygłupianie i zabawa, ale gdy zasnęły, my spędziliśmy wieczór oglądając filmy i objadając się pysznościami przygotowanymi przez Marka. Cieszyłam się, że nie muszę nigdzie wychodzić. To miłe uczucie :) Pomimo, że w Sylwestra miałam właśnie taki dziwny humor, postanowiłam, że 1 stycznia obudzę się w zupełnie innym nastroju. Nigdy nie byłam fanką postanowień noworocznych, nigdy ich nie robiłam, jednak w tym roku powzięłam kilka i dzięki temu poczułam w sobie nową energię. Czuję, że to będzie dobry rok. Czuję, że wykorzystam ten czas na coś pożytecznego, na realizację marzeń... Nie zdradzę wam co sobie postanowiłam, ale trzymajcie kciuki :)
W związku z moimi ambitnymi postanowieniami noworocznymi, by nie tracić czasu, by brać byka za rogi i takie tam, zrobiliśmy dziś kilka zdjęć. Myślę, że pokazują nową energię jaką niesie ze sobą 1 stycznia nowego roku (wiem wiem, brak śniegu i fakt, że stoję na ulicy bez płaszcza, szala i czapki w styczniu! haha). Bomberka ze zdjęć pochodzi z zaful.com (dziękuję!). Nigdy nie widziałam siebie w tego typu kurtce, jednak ta jest świetna! Ma super kolory (już na nowy sezon) i pasuje do wielu stylizacji. Nowy duch, nowy wygląd :)
Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i proszę o zaglądanie na lifestylebyola także w tym roku!


I can't believe it's New Year 2017 already.. Time flies... I don't even know how to start the post... As I told you before New Year's Eve is a day when I become sentimental and tearful (not to call it weepy). I just get sad every time something comes to an end and I've felt that way every New Year's Eve for a couple of years now. I get moved when I see fireworks (seriously, every time!), when I hear wishes for the upcoming year and the fact that some things will change and that I get older and something ends (omh, this sounds chaotic!). And yesterday wasn't an exeption. We spent it with the kids in our home. Of course there was some dancing and goofing around with them, but when they fell asleep we spent the evening watching movies and eating delicious stuff prepared by Marek. I was so glad I didn't have to go out, such a nice feeling :) Although I wasn't in a perfect New Year's Eve mood, I decided I would wake up the next day in a totally different mood. I've never been a fan of New Year's resolutions, I've never made them, but this year I did and felt some new energy flowing to me. I feel this is going to be a good year. I feel I will use the time to do something good, to make my dreams come true.. I won't tell you my resolutions, but keep your fingers crossed :)
And since I have made them and didn't want to lose time and to take the bull by the horns and stuff, today we took some pictures. I guess they show the new energy of the 1st of January (I know there's no snow and suprisingly I'm standing in the street in January without a coat, a scarf and a hat!). The bomber jacket in the photos is from zaful.com (thank you!). I've never seen myself in such jackets but this one is just perfect! It's got great colors (for the upcoming season) and goes well with many clothes. New spirit, new looks :)
Best wishes to all my readers and please keep checking out lifestylebyola in 2017 too!