niedziela, 28 maja 2017

A thing on motherhood







Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci. Kocham je od momentu gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. I nadal kocham z każdym dniem coraz mocniej. Zaskakują  mnie i rozczulają każdego dnia. Nie wyobrażam sobie bez nich mojego życia. Jednak czasami przychodzą takie dni, że jedyne na co mam ochotę to usiąść w kącie i płakać...
Bycie mamą to odpowiedzialna i bardzo trudna rola. Nie ma co zaklinać rzeczywistości, bycie mamą to najwspanialsza, ale i zarazem chyba najtrudniejsza rola jaką przyszło mi odgrywać. Ogrom obowiązków i odpowiedzialności potrafi przytłoczyć (dzięki Bogu wynagradzany jest bezwarunkową miłością, którą bez trudności można wyczytać z dziecinnych oczu, uśmiechu i uścisku małych rąk). Ostatnio jestem jedną z tych mamusiek, które bujają się z jednym dzieckiem na rękach (w celu ograniczenia szkód!!), a z drugim za rączkę; mamą upoconą i zmęczoną, która jeszcze próbuje zachować jakieś pozory, że to wszystko co się dzieje wokół, ma jakoś pod kontrolą (bądźmy szczerzy, nic nie mam pod kontrolą!!!).

Ostatnio wybrałam się z dziećmi na mały wypad do centrum handlowego. Chciałam tylko przymierzyć coś, co wypatrzyłam w sieci, potem pójść z dziećmi na lody i fajnie spędzić czas. Plan był mało ambitny, a i tak okazał się karkołomny. Wyginająca się Majka na rękach (na wolności potrafi zrobić niezły syf wokół), Wojtek pytający nieustannie "Mama kiedy te lody? No kiedy pójdziemy na te lody? A widziałaś tam jest taka kolejka, pojeździmy...?"itd, itp. A ja spocona próbuję opanować sytuację i coś przymierzyć (co o dziwo mi się udaje - pomimo zdziwionych min ekspedientek!). Chcesz dobrze, wychodzi jak zawsze. Wracając do domu, zadawałam sobie pytanie: "Po co ci to było? Kiedy się nauczysz, że takie rzeczy rzadko się udają!?"

W domu to samo, ciągle mama, mama!!! Nie ma kiedy się napić (tak, wypij 2 litry wody dziennie, ciekawe jak!?), nie ma kiedy siku (no chyba, że z towarzystwem, które grzebie w kosmetykach!!), nie ma jak porozmawiać, obiad też gotowany przy dźwiękach wyrzucanych z szafy garów! Ukojeniem jest gdy dzieci wieczorem idą spać, a Ty zalegasz na kanapie i czujesz błogostan, który potrwa jakieś trzy godziny, do pierwszego obudzenia (szkoda, że w tym czasie patrzy na Ciebie dom pogrążony w totalnym bałaganie!).
Chcesz tym małym istotom poświęcić czas, być cierpliwym, skupić się na każdym z osobna, tak by czuło się ważne i kochane. Masz do siebie żal, gdy poniosą Cię nerwy, gdy podniesiesz głos lub nerwowo odpowiesz coś na odczepne. Ale człowiek jest tylko człowiekiem. Nigdzie nie uczą jak sobie radzić w sytuacjach, gdy wszystko wokół wiruje. Marzysz o chwili dla siebie, a jednocześnie jesteś najszczęśliwsza, że masz rodzinę i dzieci. To rozdwojenie towarzyszy chyba matkom cały czas. Chcą uszczknąć coś dla siebie, a jednocześnie być dla dzieci. I nie są pewne, czy myślenie o sobie to przejaw egoizmu, czy zdrowy objaw, że oprócz tego, że zostały matkami, pozostały też po prostu sobą.

Macierzyństwo to rola, w której łatwo się zatracić. Postawić wszystko na jedną kartę, wóz albo przewóz, być tylko mamą, zapomnieć o sobie, o swoich potrzebach, zainteresowaniach; rozmawiać tylko o dzieciach, zupkach, kupkach i zajęciach dodatkowych. Najtrudniej zaś jest zachować balans. Próbujesz być wspaniałą mamą, ale i kobietą, która spełnia się zawodowo i umysłowo. Ma czas dla siebie i dla rodziny. Zachowanie takiej równowagi to nie lada wyzwanie. Wygląda to trochę tak, jakby żonglować naraz 10 piłeczkami mając tylko dwie ręce i ograniczony czas.
Nie ma niestety uniwersalnej recepty na to, jak sobie z tym wszystkim radzić. Każda z nas musi sobie sama wypracować swój sposób na życie. Ważne jest jednak to by nie bać się prosić o pomoc (z czym szczerze mówiąc mam trochę problem!).
Bycie mamą to sztuka kompromisu. Z niektórych rzeczy musimy rezygnować, innym dawać pierwszeństwo. Wybory, których musimy dokonać, nie zawsze są łatwe, nie zawsze dają oczekiwane efekty. Pamiętajcie jednak dziewczyny, dzieci rosną. Czas pędzi nieubłaganie, i nim się obejrzymy ten cały cyrk będzie już tylko wspomnieniem. Generalnie, ta myśl mnie przeraża i tylko czasami  pocieszam się tym faktem, gdy przerasta mnie codzienność w naszym domu ;)

P.S. Nasz niedzielny wypad na rodzinny spacer w Rogalinie, cudny poranek i moje kochane dzieci, które czuły się tam jak ryba w wodzie :)

I'm a mom of two wondeful kids. I've loved them since the day I got to know I was pregnant. And I still love them, more and more every day. They surprise me and sweeten me each day. I can't even imagine life without them. But there are days when the only thing I feel like doing is sit in the corner and cry...
Being a mom is a responsible and tough role. The reality is that being a mom is the greatest, and at the same time, the hardest role I have ever had. The magnitude of chores and responsibility can be overwhelming (thank God it is made up by the unconditional love that you can read from your children's eyes, smile and hugs). Lately I've been one of those moms holding one kid up in my arms (to avoid any damage!), and the other one holding by hand; a sweaty and tired mom who's pretending she can handle it all (let's be honest, I have nothing under control!!!).

 A couple of days ago I went with the kiddos to a mall. I just wanted to try something I saw online on, then go and get some ice cream and just have fun. Not a very ambitious plan, rather breakneck. Maja wiggling in my arms (at large, she can make a quite a mess), and Wojtek asking "Mom, what about the ice cream? When are we going for ice cream? Did you see that kiddy train, can we go...? etc. And me sweaty trying to handle the situation and trying something on (which btw I manage to do - to the salesgirls' surprise!). You want good, it turns out as usual. On our way home I kept on asking myself "Did you really need that? When wll you know it doesn't work the way you want!?".
At home you always hear mommy, mommy!!! You don't have the time to drink (try to drink 2 litres is water a day, I wonder how!?), you don't have the time to pee (unless you go there with company who mess around in your drawers!!), no time to talk, and you cook with the sound of pots falling down on the floor! A moment of relief is when you fall on the couch and you feel blissful, which lasts for about the next three hours till the next wake up (but why your messy house is looking at you so intensely!?)

You want to give your time to your precious babies, be patient, focus on each of them at a time that they feel important and loved. You're mad at yourself when you raise your voice or just  say something to make them stop asking questions. But we're only humans right? They don't teach you at school how to deal with extreme situations. You dream of having just a moment alone, but at the same time you feel the most blessed person in the world just because you have your family and kids. This dichotomy will stay with you for a long time. You want to have something just for yourself and at the same time be there for your kids. And you're not quite sure whether it's because you're egoistic or maybe because you're still the same person you have always been. 
Motherhood is a role which you can really lose yourself in. You can go for broke, be a mom exclusively, forget about yourself and your needs; talk only about kids, soups and poops and extra classes. Or you can try to keep balance between being a great mom and and a woman who's trying to work and develop ; a mom who has time for herself and her family. But this is much harder than it sounds. It's like juggling 10 balls with only two hands of yours and limited time.
Unfortunately, there's no ultimate way of  how you should do it. Each of us has to find her own way. But it's important not to be afraid of asking for help (which I must admit I find difficult to do!).
Being a mom is a matter of compromise. Some things we need to say no to, and some have to come first.  The choices we need to make are sometimes difficult, sometimes not what we expected. But dear ladies, remember, kids grow up, time flies, and us, in the blink of an eye, we will be thinking of the time now as a faded memory. To be honest this freaks me out but sometimes it makes me feel better too, when everyday life gets too much to handle ;)

Dziękuję zaful.com za piękną sukienkę! 

Thank you zaful.com for this beautiful dress!

czwartek, 18 maja 2017

we ARE from different planets ;)

washingtonpost.com
No więc ostatnio miałam przyjemność robić zakupy z moim mężem online. Dla niego (pewien sklep internetowy przypomniał sobie, że Marek kiedyś coś u nich kupił i przysłali mu kupon rabatowy - dość kuszący muszę przyznać - a że Marek rzeczywiście potrzebował butów, no to postanowił go wykorzystać). Zasiedliśmy sobie z kompem na kanapie i mówię - "No dobra, wybieraj! (zarezerwowałam sobie trochę czasu - butów nie kupuje się ot tak!). Oj jak bardzo się myliłam. Jesteśmy na trzeciej stronie i mówię - "A może te?"Buty okazały się fajne, no więc wrzuciłam je do koszyka i ruszam dalej oglądać buty, a Marek do mnie - "No, to teraz wybierz mi jakiś T-shirt." Zdębiałam.-"Jak to, już? Nie chcesz pooglądać innych, może dalej będą jakieś fajniejsze." - "Nie, te są OK."
Hahaha, słuchajcie to prawda, że jesteśmy z innych planet (Mars i Wenus i te sprawy). Moje zakupy online to nieustanne poszukiwanie i ciągła niepewność, czy oby na pewno dokonałam słusznego wyboru (bo przecież na dalszej stronie może być jakiś biały kruk, a ja mogę go przegapić!). Facet wchodzi na stronę, klika i kupuje... "I tak to się powinno robić" - pomyślałam.
No ale, że jestem z Wenus, to przejrzałam jeszcze kilka stronek tak dla pewności, żeby jednak wybrać najlepsze buty i żeby biedak nie chodził w nie takich, jakie sobie wymarzył ;) hehe

So the other day I had the pleasure of doing online shopping with my husband. For him (some online store remembered that Marek had bought something on their page so they sent him a discount - quite tempting I must admit). We sat down on the couch and I said - "OK, now choose! (I wanted to take our time so I hadn't planned anything later on - you don't buy shoes just like that!) Oh, how wrong was I!
We were on the third page and I said -"What about these?" The shoes turned out to be OK, so I put them in our cart and went on to browsing the rest of the pages while Marek said - "OK, now let's choose a T-shirt". I was like - "What, is that it? Don't you want to take a look at the rest of the shoes, we may find some better ones? - "No, I'm good."
Hahahah, we sure are from different planets (Mars and Venus and stuff). My online shopping is a constant pursuit and constant anxiety whether I have made the right choice (what if I miss a real gem from the next pages?) A guy gets into a store, clicks and buys.. "And that's how it's done" - I thought.
But since I'm from Venus I went through several more pages just to make sure he'd made the right decision and so that he didn't have to wear shoes he didn't like ;) haha

środa, 10 maja 2017

#Inspiration


Oto lista drobiazgów, które pozwolą Wam przetrwać oczekiwanie na wiosnę... ;)

Here's a bunch of things that will help you survive waiting for spring... ;)

czwartek, 4 maja 2017

What's going on?


pinterest.com

Ostatnio dotarło do mnie, że jestem już w takim wieku, że pewnych rzeczy nie wypada mi robić. Nie wiem czy mam się z tych moich oznak dojrzałości cieszyć czy raczej płakać. Bo nie wiem, czy powinnam cieszyć się, że moje wewnętrzne "dziecko" mówi papa i odchodzi w niepamięć...
Pierwsze przejawy owego procesu były niewinne i zaczęły się od pisania wiadomości. Któregoś pięknego dnia odpisywałam jakiejś znajomej i... stwierdziłam, że może jednak nie wypada śmiać się "hehe" w takiej wiadomości. Innym razem stwierdziłam, że nie będę robić z siebie śmiesznej trzpiotki, więc skasowałam emotikonkę.
Wiem, w sumie nic takiego. Teraz jednak zaczęłam się zastanawiać czy wypada mi wchodzić do niektórych sklepów. Czy kobiecie po 30-stce wypada kupować ciuchy w sklepach, w których ubrania kupują 13-latki? Nie chodzi o to, że do tej pory starałam się wyglądać jak 13-latka, po prostu w sklepach tych udawało mi się znaleźć ciuchy, które nie krzyczały "jestem dzieckiem" i jednocześnie były w dobrej cenie. Teraz jednak stwierdziłam, że może powinnam odwiedzać sklepy, które są dla mnie bardziej odpowiednie...? Hmm, co się ze mną dzieje? Czy świat oszalał, a ja zmieniam się w starą babę, która przejmuje się konwenansami?
No cóż, sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć... Ale skoro czuję, że to już nie moja bajka (szczególnie gdy rozglądam się i jedyne co widzę to krótkie topy!!!), może jednak niektóre sklepy powinnam sobie darować, jednocześnie pamiętając by pielęgnować swoją dziecięcą naturę ubraną w ciuchy dla kobiet z mojej dekady? ;)

I've realized lately that in my age it's just not appropriate to do certain things. I'm not sure whether I should feel happy or freak out about these signs of maturity. Should I be happy that my inner child is saying bye bye and going into the shadow...? The first signs of this process were pretty innocent and started when I was texting back one of my friends and it got me thinking I should stop writing "haha" in funny moments. Another time was when I decided to delete an emoji so that nobody thought I was flibbertigibet.
I know it doesn't sound so serious. But now I started thinking that I shouldn't go into certain stores anymore. Is is appropriate for a 30-something-year-old woman to enter stores for 13-year-olds? It's not that I wanted to look 13, I was just able find good deals there for reasonable prices. But recently I thought I might start visiting stores more appropriate for a girl like me...? Erm, what is wrong with me? Is the world getting crazy or me becoming an old woman who cares about the social restraints?
Well, I don't know what to think about it ... But since I feel it's not my cup of tea anymore (especially when wherever I look I see crop tops!!!) I should quit visiting certain stores and remember to cherish my childlike nature wearing more womanlike clothes for women in their 30s? ;)

wtorek, 2 maja 2017

Floral dress

Mówi się, że nadeszła wiosna (hmm, u nas jeszcze chyba czai się za rogiem, bo raczy nas raczej wiatrem i zimnem), ale OK, jest wiosna. Nastał więc czas na sukienkę! Moje drogie Panie, czas na sukienkę, ale nie byle jaką, bo w kwiaty! Zobaczcie co dla Was znalazłam :)

They say spring has come (well, it's still waiting to come out from behind the corner as it's still cold and windy here in Poland), but OK let's assume spring's already here. That's why, it's time for a dress. Dear ladies, it's time for a dress, for a floral dress! Take a look what I found ;)

mango.com

mango.com


mango.com

mango.com
mango.com
mango.com
zara.com
zara.com
zara.com
zara.com

zara.com


niedziela, 23 kwietnia 2017

A mid-century chair








Takie fotele pamiętam z czasów dzieciństwa. Były wszędzie i nie były niczym zwyczajnym. A jednak mnie zawsze bardzo intrygował ich kształt (a do tego były i są! baaardzo wygodne).
Fotel Zajączek ("Bunny") typ 300-177, bo o nim mowa, to bohater mojego dzisiejszego posta (oprócz mojego szanownego kota, który nie pozwolił mi zrobić zdjęć - generalnie fotel został przez niego zaanektowany i już ;). Fotel ten był produkowany przez Lubuskie Fabryki Mebli w latach 60-70 ubiegłego wieku.
Jakiś czas temu wybrałam się z przyjaciółką na wyprzedaż starych mebli organizowaną przez chłopaków z Politury (czytaj). Wybrałyśmy się w konkretnym celu, ja po Zajączka, moja przyjaciółka po krzesło R. Hałasa. Skończyłyśmy oprócz tego z jeszcze dwoma fotelami (wracałyśmy jak wielbłądy, ale byłyśmy prze-szczęśliwe ;).
Od pewnego czasu marzyłam o takim fotelu, o tym by kupić stary, biedny i opuszczony, a następnie dać mu nowe życie. Początkowy stan mojego fotela to dużo lakieru i tapicerka przypominająca, że lata jej świetności przypadały bardzo dawno temu. Rama fotela została przez nas oszlifowana do surowego drewna, a następnie potraktowana woskiem. Zależało nam na surowym wyglądzie fotela, stad widoczne słoje drewna i matowe wykończenie. Siedzisko natomiast, no cóż zostało oddane w ręce profesjonalnego tapicera (obawiałam się, że moje umiejętności mogą okazać się niewystarczające). Materiał na obicie w jodełkę, według mnie, dodał mu współczesnego sznytu.
No tak, fotel jest gotowy, piękny i wygodny i... szukam dla niego miejsca w domu. Wiem jak wzrosła jego cena (zapłaciłam za niego 100 zł, teraz kosztuje od 600 zł :), dlatego szukam godnego dla niego miejsca. Czasami warto zainwestować w stare graty :)

I remember these chairs from the times when I was a child. They were very popular and were nothing special at all. But to me, they have always been interesting due to their shape (on top of that they're sooo comfortable).
Bunny chair type 300-177, which is the protagonist of my today's post (apart from my cat, who did not let me take the photos - basically it's his chair now, period ;).The chair was produced by Lubuskie Fabryki Mebli (a furniture factory) in the 1960s and 70s in Poland.
Some time ago me and my friend, we went on a sale of old furniture organized by the guys from Politura (read here). We went there with some very specific objectives, me to get the Bunny ;), and my friend to get a chair by  R. Hałas. We ended up with two more chairs (our way back home looked like we were moving, but we were also so happy ;). I always dreamed of having a chair like that, of you know, of getting an old one and then of giving it a totally new entourage.
Before the makeover the chair had a thick layer of varnish and an upholstery which made it obvious its best days are long over. We've sanded down the wooden frame of the chair and then treated  it with wax. We wanted it to have a raw finish, hence the growth rings visible and a matte finish. The seat was handed over to a professional upholsterer (I was afraid my skills wouldn't be enough to make it look good). The herringbone fabric gives the chair a modern look, I guess.
 OK, so the chair is ready, beautiful and comfy and ... now I'm looking for the right place to put it. I know its price went up (I paid PLN 100 and now it costs from PLN600 and more :), that's why it needs a nice spot. Sometimes it's worth investing in old junk :)

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

What happiness means to me



Czym jest szczęście? To odwieczne pytanie zadają sobie ludzie od wieków, jednak nie padła na nie jeszcze żadna jednoznaczna odpowiedź. Nie ma uniwersalnej recepty na szczęście. Dla jednych szczęście oznacza rodzinę, dla innych zdrowie, dla jeszcze innych stabilizacja finansowa.
Jeśli o mnie chodzi... No tak... Szczęście to na pewno zdrowie moich najbliższych, bez tego nic inne nie jest ważne. To dla mnie fundament szczęścia, na którym mogę budować resztę (bo tak na co dzień człowiek potrzebuje tych małych rzeczy, które sprawiają, że żyje ;). No tak, jaką resztę? Co daje mi radość, tak na co dzień? Co sprawia, że czuję się szczęśliwa? Stopień skomplikowania kobiecej natury, jakim mogę się (niestety? hehe) pochwalić, nie pozwala mi jednoznacznie odpowiedzieć na to skomplikowane pytanie.
Mianowicie, ostatnio doszłam do wniosku, że poczucie szczęścia każdego dnia odczuwam z innego powodu. Jednego dnia jest to dzień spędzony z dziećmi na zabawie w domowych pieleszach, innego jest to pół godziny w samotności (i ciszy) z kubkiem kawy. Innym razem fakt, że udało mi się osiągnąć mały sukces w pracy, jeszcze innym widok moich chłopaków bawiących się razem. Codziennie staram się znaleźć taką rzecz, chwilę, czynność, widok, osobę, za które jestem wdzięczna. Trudno jest być szczęśliwym 24 godziny na dobę (ciężko jest być wdzięcznym za stanie w kolejce w sklepie, gdy wiesz, że w domu czeka Cię całe mnóstwo spraw do-zrobienia-na-wczoraj!). Dlatego każdego dnia staram się doceniać małe sprawy, pojedynczo, bez przymusu, bo to z nich składa się nasza codzienność. Wojciech Młynarski powiedział kiedyś, że każdy z nas powinien stworzyć sobie swoją małą intymność. To właśnie moja mała własna intymność. Dzięki niej czuję, że w moim życiu trochę tego szczęścia się jednak zdarza, hehe.

What is happiness? This age-long question has been asked forever, nevertheless, no clear-cut answer has been given so far There's no one universal recipe for happiness. For some, it is the family, for others health, and for some other people it is the financial safety that makes them happy. 
As far as I'm concerned... Well... Happiness to me is health of my family, without it, nothing matters. It's a foundation which I can build the rest on (well, yeah because you need all those small things day by day that make you feel alive ;) Mmmm, right... what rest? What makes me feel happy every day? The level of the complexity of female nature, which characterizes me (unfortunately? haha) doesn't let me give you one simple answer.
Namely, I realized lately that each day I feel happy from a different reason. Sometimes it's a day spent playing with my kiddos in our sweet home, some other time it's half hour alone in silence with a cup of coffee. One day it may be a small success at work, the other day it's the sight f my boys playing together. Every day I try to find a thing, a moment, an activity, a sight or a person which I can be thankful for. It's hard to be happy 24/7 (especially for standing in a line while you know these's a whole lotta things waiting to be done at home!). That is why, I try to appreciate small things, one at a time, without pressure, since they go to make our everydayness. Wojciech Młynarski (a Polish songwriter and a poet) once said that each of us should create their own intimacy. So that is my very own small intimacy. It gives me the feeling that luck occurs in my life sometimes, haha. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Let yourself...

Dziewczyny, nie ma nic gorszego niż udawać kogoś kim nie jesteśmy. Dziś podrzucam Wam garść inspiracji i zachęcam do bycia najlepszą wersją samej siebie...:)

Ladies, there's nothing worse than pretending to be someone else. Today I wanted to inspire you to be the best versions of yourselves...:)


Pozwól sobie na odrobinę szaleństwa

Let yourself get wild


Pozwól sobie na wygodę

Let yourself stay comfortable






Pozwól by Cię zauważono

Let others see you


Pozwól sobie na zachwyt

Let yourself get marvelled


Pozwól sobie na bycie sobą

Let yourself just be yourself


Pozwól sobie być inspiracją dla innych

Let yourself inspire others


Pozwól sobie na doskonałość w swojej niedoskonałości

Let yourself be perfect in your imperfection




 Pozwól sobie na chwilę refleksji

Let yourself reflect on things


Pozwól promieniom słońca otulać Twoją twarz

Let the sunshine mantle your face

xo

Source: All pictures via pinterest.com belong to their respective owners

niedziela, 26 marca 2017

Simplicity, again ;)


Nadszedł nowy sezon, a wraz z nim znów zaczęłam się zastanawiać, jaki jest mój styl. Czy ja go w ogóle mam? Czy może nadal błądzę? Co jest moim znakiem rozpoznawczym? Już kiedyś pisałam, że moja garderoba jest bardzo różnorodna. I choć wcześniej miałam postanowienie, że postaram się stworzyć pewną prosta bazę, nadal najtrudniej kupuje mi się ubrania proste, w stonowanej kolorystyce. Wiem, dziwne. Ale jeszcze dziwniejsze jest to, że najchętniej ubieram właśnie te rzeczy. Ostatnio zauważyłam, że stojąc w garderobie i ubierając się wybieram te proste swetry, T-shirty i spodnie, a pomimo, że uwielbiam ubrania kolorowe i nietypowe, omijam je wzrokiem i ubieram z goła inne.
Dlatego od pewnego czasu inwestuję w proste rzeczy, w proste marynarki, kupiłam też kilka prostych topów i spodni. Jestem też o krok od pozbycia się tych wszystkich ubrań WOW (wiecie o moim impulsywnym kupowaniu wzrokiem, hehe), których nie założyłam od dłuższego czasu (właśnie dlatego, że trudno było mi je z czymkolwiek zestawić).
Ta dwubiegunowość jest uciążliwa. Kupujesz ciuchy, które Ci się podobają, ale ich nie nosisz, za to nosisz ciuchy, które trudno Ci kupić... Coś chyba tu nie gra ;)
To znaczy, powoli mnie ta choroba opuszcza, hehe... Mam nadzieję... ;)

A new season has come and together with it I started thinking over my style, again. Do I have one? Or am I still looking for it? What's my signature look? I already wrote how colorful my wardrobe was. And even though I wanted to make a simple base I still find it hard to buy simple clothes in a soft color scheme. I know it sounds weird. But it's even weirder that I prefer wearing the latter. I realized that every time I'm in my wardrobe trying to put something on, I most often go for the simple sweaters, tees and pants and despite the fact I love buying unusual and colorful clothes, I keep avoiding wearing them.
That's why for some time now I've been investing in simpler items, simpler jackets, I've bought some simple tops and pants, too. And I'm within an ace of getting rid of all those WOW items (you know I'm an impulsive buyer, haha), which I haven't worn for a long time.
Being such 'bipolar' when it comes to dressing is a real nuissance. You buy clothes which you love but you don't wear them, and at the same time you wear clothes which you don't feel like buying...There's something wrong with me ;)
I mean, hopefully I'm recovering from this weird state, haha... Hopefully...;)

niedziela, 19 marca 2017

Doing the splits

Ostatnio wszystko robię w pośpiechu, na nic nie mam czasu. Manicure... no dobra zrobię jutro, pościeram kurze... jutro, napiszę posta.... jutro? Matko, jestem jak na rollercoasterze. Dzisiejsza kąpiel tez miała być ekspresowa, nie ma co tracić czasu na zbędne przyjemności. Jednak gdy tylko usiadłam w wannie, spojrzałam tęsknym wzrokiem na magazyny leżące tuż przy niej i było po mnie... Zatopiłam się w lekturze (i wodzie), a moje plany na zrobienie 1238 rzeczy tego wieczoru... no cóż, legły w gruzach. Jednak nie żałuję. Przeczytałam kilka mądrych słów, świętych słów.

Everything I've been doing lately I've been doing in a rush, there's always lack of time. Manicure... OK I'll do it tomorrow, dusting... maybe tomorrow, writing a post...tomorrow? Gosh, I feel like on a rollercoaster. This evening bath was also supposed to be quick, there's no time for trivial pleasures. But as soon as I got into the bath and looked at the pile of magazines laying next to it, busted...

niedziela, 12 marca 2017

A day out

Po dwóch tygodniach choroby w końcu wyszliśmy poza dom. To było nam bardzo potrzebne i myślę, że dobrze nam zrobiło :) W sobotę, bardzo spontaniczną decyzją, pojechaliśmy do Poznania. Miał być spacer po Starym Rynku i wizyta w kawiarni. Ale udało nam się zrobić znacznie więcej. Zobaczcie sami :)

After two weeks of being ill we finally went out. It was something we really needed and I know it did us good :) On Saturday, on a whim, we went to Poznań. We wanted to have a walk around the old market and then pop in to a coffee house. But we managed to do a lot more. Take a look :)

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy na Starym Rynku (jednak nie trwało to długo, nawet nie dotarliśmy do Ratusza... hehe). Zdążyliśmy zobaczyć makietę miasta, przejść jeszcze troszeczkę i .... Majka "zmusiła" nas do zmiany planów ;) Wyjeżdżając z dziećmi trzeba być bardzo elastycznym :)

Our trip we started on the old market (but we didn't stay long there, we didn't even get to the city hall...haha). We managed to take a look at the miniature model, have a little stroll and... Maja "made" us change the plan ;) When going out with the kids you need to be very flexible ;)


niedziela, 5 marca 2017

Lamp makeover

Już od pewnego czasu polowałam na dużą lampę stołową, którą mogłabym odnowić i ustawić w pokoju Wojtka. Chciałam, żeby to była lampa ceramiczna, z dużą podstawą i dużym abażurem. No i znalazłam w końcu taką. Była taka jaka miała być, oprócz tego była brzydka jak nie powiem co, brązowa (nakrapiana ;) i do tego miała abażur mocno nadgryziony zębem czasu. Była idealna!

For some time I've been looking for a table lamp which I could redo and put in Wojtek's bedroom. I wanted it to have a ceramic base and a large lampshade. And I finally got one. It was exactly what I wanted it to be even though it was ugly as ...., brownish with a shade that had seen a lot. It was perfect!


Projektując pokój Wojtka zawsze zakładałam, że będzie pełen odważnych barw. Brakowało mi w nim więcej czerwonych akcentów. Kupiłam więc czerwona farbę w sprayu oraz grubą białą tkaninę przypominającą len. Podstawę lampy "malowałam" kilka razy, trzeba nabrać wprawy, bo przy sprayu robią się zacieki. Dlatego trwało to kilka dni zanim wyszło to co chciałam.

When I was thinking of Wojtek's bedroom I knew I wanted it to have vibrant colors. And red was the color it craved for. So I bought a red spray paint and a white thick linen-like fabric. I put several layers of paint, you need to know how to spray, otherwise you get dam patches. That's why it took me several days to get the right effect. 




Z abażurem było więcej zachodu. Na youtube znalazłam sposób na jego odnowienie (myślę, że nie będziecie mieli problemu, żeby znaleźć tam to, co Was interesuje). Wystarczy taśma klejąca dwustronna, klej na ciepło, materiał i nożyczki. Wyszło to, co widzicie :) 

The lapmshade was more problematic. On youtube I found out how to redo it (I'm sure you'll find everything you are interested in there). All you need is a double-sided sticky tape, hot glue, fabric and scissors. The result you can see in the photos :) 
 


xo