wtorek, 27 grudnia 2016

Sales galore!


Święta, święta i po świętach (jak to mówią ;) W drugi dzień świąt zawsze jest mi troszkę przykro, że cały ten młyn, na który tak długo czekałam i tak długo się przygotowywałam minął bezpowrotnie. W dobrym humorze trzyma mnie wtedy fakt, że jeszcze cały tydzień laby, a w oddali tli się Sylwester (którego ostatnio nie lubię, bo robię się zbyt sentymentalna i z lekka smęcę). Jednak to nadal jakaś świąteczna okazja, hehe.
Korzystając z tego, że Marek miał dziś dzień wolny, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie rodzinną wycieczkę na wyprzedaże (nie wiem, czy wyjazd na zakupy można nazwać rodzinną wycieczką, ale uznajmy, że tak ;) Na miejscu okazało się, że wszyscy mieli taki pomysł (dosłownie!!!) Były tłumy.
Wzięliśmy głęboki wdech i zaczęliśmy polowanie. No i tak, w wielu sklepach przywitało nas niemałe rozczarowanie. Polskie sklepy mają to do siebie, że niby wyprzedaż, a jednak ceny w niewielkim stopniu różnią się od wcześniejszych. Obniżka ceny wyjściowej o 10zł to kiepska okazja. Niektóre sklepy jednak rzeczywiście oferują spore obniżki ok. 50%, wtedy warto rozważyć kupno. Jeśli cena została obniżona o 10zł, trzeba naprawdę być pewnym, że to jest właśnie to, na czym nam zależy, bo jeśli jesteśmy w stanie poczekać na lepszą okazję lub wybrać inny produkt, to znaczy, że... nie warto tego brać ;) Jeśli jednak produkt jest przeceniony o połowę, wtedy łatwiej jest się skusić. Czasami jednak sklepy oszukują i przeklejają metki z ceną przed przeceną... Ale to już inna para kaloszy.
Poza tym tłumy.... Oj słuchajcie, kolejka w pewnym sieciowym sklepie to ok. 50 min czekania!!!
Kolejna rzecz to bałagan... Rzeczy porozrzucane, chaos totalny... Chciałam kupić dżinsy, no nie udało się... Nie mogłam nic znaleźć.
Z każdymi wyprzedażami dowiaduję się o sobie czegoś nowego. Nie ma to jak zakupy online. Zawsze jak jadę do centrum handlowego z całą listą "do kupienia", wracam z niczym (lub prawie niczym). Przeglądam, chodzę, zastanawiam się jakby to była decyzja życia lub śmierci... Jakby mi mózg się przegrzał. Wracam do domu i wieczorem, z kubkiem herbaty, siadam przed komputerem i dopiero wtedy jestem w stanie podjąć jakąś decyzję i coś kupić.
Przed świętami wybrałam się z mamą na zakupy (prezenty miałam już wcześniej kupione online) i wiecie jak przyjemnie spędziłam ten czas? Wchodziłyśmy tylko do niektórych sklepów, nie czułam presji, nie miałam całej listy w głowie (która potem najczęściej jakoś dziwnym trafem się zamazuje, a ja zachodzę w głowę, co to ja miałam jeszcze kupić...;)
Dziś było fajnie, wyluzowałam z dziećmi, nie narzucałam sobie żadnego planu (no może jakiś był, ale gdyby nawet nie udało mi się go zrealizować, byłoby OK). Wyjazd się udał, zakupy też, ale wiem już na pewno, że stałam się dużą zwolenniczką zakupów przez internet. Ciuch zawsze można oddać, zazwyczaj za darmo, więc nie ma wielkiego ryzyka. Przed komputerem człowiek ma czas by przemyśleć i wiedzieć, czego naprawdę chce i potrzebuje :)

P.S. Święta były cudownie męczące, ale nadal cudowne :))


Holidays are officially over. When Boxing Day (in Poland it's the third day of Christmas celebrations, after the Christmas Eve and Christmas Day) is getting to its end, I'm always sad that all of the bustle I've been waiting for so long is gone. What cheers me up then is the fact that the whole week ahead is off and we're expecting the New Years Eve (which lately I haven't been a great fan of, as I get too sentimental and sobby). But still, it's a festive time whatsoever haha.
As we were trying to make use of Marek's day off today, we decided to have a family sale shopping trip (but I'm not sure I can call that a family trip, but let's assume I can ;) On the spot it turned out everybody had the same idea as we did (literally!). There were crowds. So we took a deep breath and started hunting. And of course we got disappointed in some of the stores. Polish stores are good at calling a sale something which in fact isn't one. A $3 discount is not really a sale and is not a bargain at all. Some stores had some good deals though, for example a 50% discount is I think worth considering. If the price is reduced by $3, then you need to be sure this is what you really want and need, but if you're willing to wait or just choose something else, it means... it's not worth buying ;) A 50% price off is a good reason for considering the purchase.  However, some stores cheat with the price tags and the regular prices... But that's totally different kettle of fish.
Other than that, crowds all over... In one of the well-known chainstores the line took about 50 mins waiting!!! Another thing, total mess... clothes lying everywhere, total chaos... I wanted to buy jeans it didn't work out... I couldn't find anything.
With every sale I get to know something new about myself. And now I know there's nothing better than doing shopping online. Every time I go to a mall with a whole "to-buy" list I end up with nothing (or almost nothing). I browse through, walk around and weigh up things as if it was a matter of life and death... As if my brain got overheated. And then I get back home and in the evening, with a cup of tea, I sit at my computer and am ready to make a decision what I really want.
Before Christmas I took my mom for a Christmas shopping (I had ordered all the presents online) and you know how great it was for me? We only entered the stores we wanted, I didn't feel pressure, there was no "to-buy" list (which mostly gets blurred and I have the hardest time remembering it... ;)
Today I had fun, I totally kicked back with the kiddos, there was no plan (OK, there was but I wouldn't be angry it I didn't realize it). The trip was a success, and so was the shopping, but what I'm sure now is that I'm totally in favor of online shopping. You can always send the ordered item back, most often charge free, so there's not much risks. In front of your computer you have the time to think things through and be sure what you want and need :)

BTW, Christmas was wonderfully exhausting, but still wonderful :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz