czwartek, 10 listopada 2016

Fall day in the park













Wczoraj miałyśmy z Majką dziwny dzień. Wojtuś poszedł zadowolony do przedszkola, a my zostałyśmy same w tych naszych czterech ścianach. Humory miałyśmy takie sobie, szczególnie Majka. Jest na etapie ząbkowania, więc wszystko jest na nie, najchętniej spędzałaby całe dnie u mamy na rękach (a mamy ramiona wkrótce mogłyby konkurować z ramionami Popeye'a!). A ponieważ za oknem świeciło piękne słońce postanowiłam zrobić wypad do parku, by nacieszyć się tą naszą piękną polską jesienią. W parku nie było nikogo, co było dość szokujące przy tak pięknej pogodzie (było dość chłodno, ale gdy świeciło słońce było bardzo przyjemnie!). Pochodziłyśmy troszkę, pooglądałyśmy troszkę jesiennych liści. Było bardzo fajnie. Dotleniłam swoje szare komórki (nie ma to jak świeża porcja tlenu ;)
Teraz gdy jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim mogę w taki sposób spędzać czas z Mają. Mogę cieszyć się tym czasem spędzonym tylko ze swoim dzieckiem, patrzeć jak rośnie, jak z dnia na dzień nabiera nowych umiejętności... Gdy Wojtek był mały, urlop macierzyński trwał tylko pół roku, więc ominęło mnie wiele takich właśnie chwil i bardzo tego żałuję. Teraz gdy czasami mam już dość tego siedzenia w domu, gdy Maja płacze, nie chce spać lub gdy ja już mam zwyczajnie dość, myślę sobie, że powinnam wyluzować i doceniać to, że nie muszę jeszcze pracować, że mogę poświęcić ten czas tylko mojemu dziecku. Wielkimi krokami zbliża się moment, w którym będę musiała wrócić do pracy zawodowej i trochę mnie to przeraża... Jak to będzie? Czy uda mi się to wszystko pogodzić? Czy moje dzieci na tym nie ucierpią? Czy ja dam sobie z tym radę? Ech, trzeba być dobrej myśli. Tylu kobietom udaje się pogodzić obowiązki domowo-rodzinne z pracą, pewnie mi też się uda, co? ;)

Yesterday was a weird day. Wojtek went to kindergarten willingly, and us, we stayed at home feeling rather low, especially Maja. She's teething so she's moody and all she'd love to do is to spend all day long in her moma's arms (and moma's arms are getting similar to the Popeye's!). And since the weather was sunny I decided to go out to the park to enjoy the Polish golden fall. We were the only ones in the park, which was strange regarding this beautiful weather we had (it was quite chilly but when the sun was shining it was really pleasant!). We took a walk, we observed the falling leaves and really enjoyed it. I got some fresh air (there's no better way to feel better than to get some fresh portion of oxygen ;)
Now that I'm still on my maternity leave I can spend my days like that. I can enjoy the time spent with my babygirl, see how she grows, how she learns new things... When Wojtek was little the maternity leave lasted only 6 months, so I missed out on so many precious moments and I regret that so much. 
And sometimes when I feel I've had enough of all that, when Maja's crying, doesn't want to nap or I just feel I'm done, I think to myself I should take a deep breath and enjoy the way things are and the fact that I don't have to work and that I can spend my time only with my little one. The moment when I'll have to go back to work is getting closer and it freaks me out to be honest... How will we manage everything? What about my kiddos? What about me? Oh, I need to think positive. There are so many women who reconcile domestic and family chores with work, and hoepfully so will I, right? ;)

1 komentarz:

  1. Ach te ciągłe matczyne rozterki: z dziećmi źle, bez dzieci jeszcze gorzej ;-) A niedługo jak dzieci trochę podrosną to będzie nam brakowało tego jak były takie malutkie i oczywiście już nie będziemy pamiętały tych gorszych chwil - takie życie :-) Pozostaje nam tylko cieszyć się chwilą i spacerami po parku ;-)

    OdpowiedzUsuń