czwartek, 13 października 2016

We don't get bored when it's raining ;)










No cóż za oknem jesienna szaruga, bez przerwy pada, a człowiek z dwójką dzieci uwięziony w domu musi sobie jakoś radzić ;) Wojtek został w domu, złapał infekcję i choć już dziś czuł się już bardzo dobrze, nie poszedł do przedszkola. Rano byłam w sumie szczęśliwa, że nie muszę wychodzić z dziećmi na to zimno, by zawieźć Wojtka do przedszkola jak co rano. Nie musiałam nas wszystkich ubierać i szykować.
Nie było opcji leżenia na kanapie czy wykonywania jakichkolwiek prac domowych (no może poza ugotowaniem obiadu), dzieci domagały się zabawy z mamą, no to cóż było robić. Wiecie jak to mówią, jak nie możesz zwalczyć, przyłącz się! haha
Było skakanie po łóżkach (także w sypialni rodziców), rzucanie piłkami, zabawa wyścigówkami, słowem istne szaleństwo. Były nawet ćwiczenia z podnoszeniem, hehe ;) Majka ostatnio jedyne co lubi to noszenie na rękach albo zabawę w Wojtka pokoju.
Bałagan jak na załączonym obrazku, ale myślę, że nie to było dziś najważniejsze. Czasami się łapię na tym, że zapominam jak ważny jest taki czas spędzony z dziećmi na beztroskiej zabawie. Obowiązki domowe, zmęczenie i inne wymówki czasem biorą górę. Dzisiaj wyluzowałam totalnie i choć teraz czuję wszechogarniające zmęczenie (od czubka głowy aż po końcówki palców!), to jestem szczęśliwa, że ten ponury, szary dzień minął nam właśnie tak.

P.S. Zdjęcia zamazane, co pokazuje jak dynamiczny to był dzień :)

Well, behind the window it's gloomy and rainy, and me closed in our house with the littles had to figure out how to survive the whole day ;) Wojtek stayed at home, he caught some infection and though he felt OK today I didn't send him to the kindergarten. In the morning I must admit I was pretty happy I didn't have to go outside to this cold weather to take Wojtek to the kindergarten. I didn't have to prepare and dress up the three of us.
The was no chance of lying on the couch or doing the housework (maybe except for dinner), the kiddos wanted their mommy to play with them, and so I did. If you can't beat them join them! haha
There was jumping on the beds (also in our bedroom), throwing balls, car racing, total craziness. There were even elevating activities, haha ;) The only things Maja loves now are being held by soemone and palying in her older brother's bedroom.
The mess as you can see was Huge, but that wasn't the most important thing. I sometimes forget how great it is to spend some time with the kids and just play with them carelessly. Domestic chores, being exhausted and other excuses sometimes win. Today I totally chilled out and even though I'm freakin' exhausted, I'm happy we managed to spend the day exactly like that.

P.S. The photos are blurry to show you how dynamic it was :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz