poniedziałek, 31 października 2016

#Inspiration


Moje tegoroczne plany na Halloween to przetrwać. Nie potrzebuję dodatkowej charakteryzacji, Majka zadbała bym po 3 godzinach snu wyglądała i czuła się (??) dokładnie jak zombie ;) Poza tym plany na wieczór jak na załączonym obrazku. A wy?? Pozdrawiam :)

My this year's plan for Halloween is to survive. I don't need additional makeup, Maja took good care of my Zombiesh look (after a 3-hour sleep, go figure! ;) Anyway, my plan is to do exactly what's in the photo. What about you??? XO :)

poniedziałek, 24 października 2016

The strange things I do lately






Total look: Mango

Od pewnego czasu zauważyłam jak bardzo się zmieniłam. Od czterech lat jestem mamą i zmiany te łączę z pojawieniem się dzieci, ale może to wcale nie one były przyczyną?

Recently I realized how much I've changed. I became a mom 4 years ago and I guess the changes are a result of that, but maybe it has nothing to do with that?

Po pierwsze z bardzo wielu rzeczy zrezygnowałam... Dopiero teraz do mnie dociera, że niektórych z nich zaczyna mi bardzo brakować. Są to bardzo różne rzeczy, niektóre bardziej fundamentalne, inne bardzo niewielkie, mało znaczące, a jednak takie, które gdzieś mnie definiowały.  Brakuje mi np. czytania dokumentów i biografii, które przenosiły mnie w inną rzeczywistość. Lubiłam je wyszukiwać, kupować, by jak najszybciej się w nich zagłębić. Zrezygnowałam też z noszenia szpilek (mówiłam Wam, że będą to bardzo różne rzeczy!!). Nie wiem czy z wygody czy się starzeję? ;) Jeszcze niedawno potrafiłam spędzić cały dzień w szpilkach. Potrafiłam w nich chodzić, biegać, robić zakupy, jeździć samochodem. Jednym słowem był to trochę mój znak rozpoznawczy. Teraz wskakuję w botki lub mokasyny i jestem najszczęśliwsza! Ostatnio kupiłam sobie niewysokie czółenka, żeby choć trochę dodać sobie kobiecości ;) Wygasła też moja miłość do kupowania torebek. Stałam się taka praktyczna, aż czasami jestem na siebie zła. Kiedyś potrafiłam codziennie przekładać wszystkie klamoty do innej torebki, która akurat pasowała mi do stroju. Dziś mam jedną, kropka (ciekawe dlaczego, hehe). Co tam jeszcze, o!, zapomniałam już jak wielką radość sprawiało mi kiedyś oglądanie starych filmów. To dzięki nim przenosiłam się w lata 50-te, 60-te, to z nich czerpałam inspirację. Oglądałam Audrey Hepburn, Humphreya Bogarta, Grace Kelly i Freda Astaire'a. Teraz jedyne na co mam czas i siły to oglądanie Przyjaciół, których znam już na pamięć ;) (i nadal tak samo mnie bawią!) Zaszły we mnie też ogromne zmiany w myśleniu, postrzeganiu świata. Nawet trudno mi to opisać, ale cieszę się, że tak jest, teraz lubię siebie bardziej niż kiedyś :)

First of all, I gave up on so many things... And I've been realizing this lately that some of them I miss very much. These are very random things, some more fundamental, some very trivial, nevertheless things that somehow defined me. I miss, for instance, reading documentaries and biographies which helped me travel in time to another reality. I loved pursuing them, buying and delving into them. I also quit wearing heels (I told'ya these were very random things!!) And I'm not sure whether I did it for my comfort or because I'm getting old? ;) Not so long ago I would run around in heels all day long. I would walk, run, shop, drive in them. It was kind of my identification mark. Now I'm the happiest when I can put on my booties or loafers! Lately I bought low-heel pumps to add some feminity into my look :) Also, I don't buy so many bags anymore. I became so painfully practical. I used to change bags every day to match them to my outfits. Today I'm good with just one, period. What else, oh I know, I forgot how I loved watching old movies. They adjourned me to the 1950's and 60's and inspired me. I watched Audrey Hepburn, Humphrey Bogart, Grace Kelly and Fred Astaire. Now the only thing I have time and energy for is watching Friends, which I already know by heart :) (and even so I still find them best tv show ever!) I also changed mentally, the way I think of and perceive the world. It's even hard to describe that in just few words, but I'm grateful for how I feel with myself now, I like myself more than I used to :)

Po drugie, zaczęłam robić bardzo dziwne rzeczy. Serio, chyba coś mi się poprzestawiało w głowie, bo ostatnio zdarzyło mi się zrobić kilka bardzo dziwnych rzeczy. Mylę imiona dzieci (notorycznie), na Majkę mówię Wojtek. Dobrze, że biedna Majka jeszcze nie rozumie;) Ostatnio zamiast nakarmić Majkę, włożyłam Wojtkowi do ust jej papkowaty obiadek (wyobraźcie sobie jego minę!). A niedawno myjąc zęby, zamiast pasty na szczoteczkę nałożyłam sobie krem! Mówię Wam, zrobiło się bardzo dziwnie ;)!!
Ale wisienką na torcie jest fakt, że polubiłam robienie prania! Segregowanie, pranie (oczywiście w pralce!), wieszanie, zbieranie, znów segregowanie, prasowanie (zazwyczaj ;), to wszystko sprawia mi przyjemność i satysfakcję, że czyste pachnące ubrania znajdują się w szafach, a ja następnego dnia nie będę stała w garderobie i myślała: "Dobra to nie, bo jest w praniu, tego nie bo się suszy, hehe". Tu już zalatuje dziwactwem, lol.

Second of all, I started doing some weird things, too. Seriously, there must be something wrong with me since I've been doing some strange things lately. I confuse my children's names (notoriously!), I call Wojtek instead of Maja. It's good Maja's too small to get it ;) The other day I was feeding Maja and put her pappy food into Wojtek's mouth (imagine his face then!). And instead of putting toothpaste onto my toothbrush I put my face cream! I'm telling ya, it's getting weirder and weirder ;) And last but definitely not least, I became to liking doing laundry! Sorting, washing (in the washing machine of course!), hanging, collecting, again sorting, ironing (mostly ;), all that makes me feel good and satisfied that I can put clean and fragrant clothes into the closets and thanks to that avoid standing in my walk in and think: OK, I can't wear this, it's dirty, and that, it's still wet, hahah ;) I'm a weirdo!

Wiem, że zostałam mamą dwójki dzieci i niektóre z tych zmian były nieuniknione. A te dziwne rzeczy można złożyć na karb wiecznego niewyspania (od ponad 9 miesięcy nie spałam całej nocy!). Człowiek przystosowuje się do nowych warunków, w imię wygody i dobra swojego i bliskich potrafi zrezygnować z wielu rzeczy. Jednak Wojtek ma 4 lata, Majka 9 miesięcy, pora więc może powoli wracać do swoich przyzwyczajeń, do tego co kiedyś sprawiało mi przyjemność? A może te wszystkie zmiany to nie rezultat tego, że pojawiły się dzieci, a zwyczajnie to ja się zmieniłam? Jestem na etapie poszukiwania części swojej tożsamości na nowo. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie :) szczerze przyznaję, że trochę się cieszę...

P.S. Stwierdziłam, że zdjęcia z gry w golfa w butach na obcasie będą idealnie pasować do tematyki ;) Obiecuję, że to już ostatnie zdjęcia z Grecji!

I know I'm a mom of two and some of the changes were inevitable, and the strange things I've been doing may be a result of my permanent lack of sleep (I haven't slept the whole night for over 9 months!). You get accustomed to new conditions, for the sake of your and your family's comfort and interest you are ready for far-reaching changes. But since Wojtek is 4 years old and Maja is 9 months, maybe it's time to move on and get back to the things I liked before? Maybe it's not the motherhood that changed me? Maybe it's just me? I'm trying to figure out what the lost part of my identity realy is. Stay tuned to get to know the outcome :) I must admit I'm excited about it...

P.S. I decided that photos of me playing golf in heels are a perfect match to the subject ;) I promise these are the last photos from Greece! 

środa, 19 października 2016

Seasonal wardrobe transition

Nadeszła jesień, nie ma co ukrywać. Zrobiło się zimno, więc nie ma zmiłuj trzeba wyciągnąć z szafy cieplejsze ciuchy. Gdy nadchodzi jesień zawsze z żalem rozstaję się z letnimi ubraniami. Dlatego dziś postanowiłam Wam pokazać w jaki sposób można nosić letnią sukienkę nawet zimą.
Oto moja bardzo lekka sukienka z Dressfo, której nie udało mi się ubrać latem, a ponieważ nie chcę czekać do wiosny, postanowiłam wymyślić coś, co pozwoli mi nosić ją cały rok. Koszulowe sukienki są świetne, ale i też dość cienkie. Dlatego wpadłam na pomysł połączenia jej z długą kamizelką!
Świetny patent. Ja moją kamizelkę kupiłam będąc w ciąży, żeby troszkę zakryć swoje pokaźne kształty. Jednak dopiero teraz noszę ją z przyjemnością, bo wyglądam w niej zdecydowanie lepiej niż wtedy (ciekawe czemu, haha).

Fall has come, there's no doubt. It's getting colder and we have to take our warmer clothes out. I always feel sad when I have to put the summer clothes deep in the closet. That's why today I decided to show you how I manage to wear a summer dress also in the colder seasons.
This is my shirt dress from Dressfo which I didn't have the chance to wear in summer, and since I don't want to wait until spring, I decided to do something to transform it into a perfect fall dress. Shirt dresses are great but they're very often made of very delicate fabrics. And there comes a long vest to the rescue ;) It's great! I bought my vest when I was pregnant and tried to hide my way to curvy body. Now I came to like it more and I guess I look better in it now (go figure why, haha).



Kamizelka i mokasyny/Vest and loafers - ZARA











P.S. Mój "gabinet" (szumna nazwa!) i ja przygotowująca się powoli do powrotu do pracy. W mojej pracy strój musi być przede wszystkim wygodny (pamiętacie, że ubieram tylko miękkie i wygodne ciuchy ;).

P.S. My office (so called!) and me preparing to get back to work after my maternity leave. In my work my outfit has to be comfortable (remember I only wear soft and comfy clothes ;)

poniedziałek, 17 października 2016

#Aboutlastweekend


Ten weekend był dla nas wyjątkowy, ponieważ właśnie w tą sobotę postanowiliśmy uczcić naszą 9. rocznicę ślubu. Wieczór był wyjątkowy, bo bez dzieci. Nawet nie wiecie jak bardzo czekałam na ten wieczór. Kocham nasze dzieci nad życie, ale bardzo potrzebowałam choć jednego wieczoru bez nich, na mieście, tylko z Markiem. (Choć muszę przyznać, że przeszło nam przez myśl, by odwieźć dzieci do dziadków i po prostu iść spać! hihi) Ale dzięki Bogu, rozsądek zwyciężył (odpoczywać będziemy na emeryturze!) No i było bardzo fajnie. Było trochę śmiesznie, trochę romantycznie, trochę tanecznie. Cieszę się, że po 16 latach razem nadal umiemy się dobrze bawić tylko we dwoje. Cudowny wieczór! Dzięki kochanie :)

Last weekend was special for us since we decided to celebrate our 9th wedding anniversary on Saturday. The evening was unusual because we spent it without our kids. You can't even imagine how I'd been waiting for this evening. I love our children more than words can say, but I really craved at least one eveving without them, in the city just with Marek. (Though I must say we were considering staying at home and sleeping! Haha) But thank God, we gave it up (we'll get rest when we retire!) And it was great! It was a bit funny, a bit romantic, a bit dancing (can I say that? lol). I'm so happy that after 16 years of being together we can still have so much fun just the two of us. Amazing night! Thanks babe :)

czwartek, 13 października 2016

We don't get bored when it's raining ;)










No cóż za oknem jesienna szaruga, bez przerwy pada, a człowiek z dwójką dzieci uwięziony w domu musi sobie jakoś radzić ;) Wojtek został w domu, złapał infekcję i choć już dziś czuł się już bardzo dobrze, nie poszedł do przedszkola. Rano byłam w sumie szczęśliwa, że nie muszę wychodzić z dziećmi na to zimno, by zawieźć Wojtka do przedszkola jak co rano. Nie musiałam nas wszystkich ubierać i szykować.
Nie było opcji leżenia na kanapie czy wykonywania jakichkolwiek prac domowych (no może poza ugotowaniem obiadu), dzieci domagały się zabawy z mamą, no to cóż było robić. Wiecie jak to mówią, jak nie możesz zwalczyć, przyłącz się! haha
Było skakanie po łóżkach (także w sypialni rodziców), rzucanie piłkami, zabawa wyścigówkami, słowem istne szaleństwo. Były nawet ćwiczenia z podnoszeniem, hehe ;) Majka ostatnio jedyne co lubi to noszenie na rękach albo zabawę w Wojtka pokoju.
Bałagan jak na załączonym obrazku, ale myślę, że nie to było dziś najważniejsze. Czasami się łapię na tym, że zapominam jak ważny jest taki czas spędzony z dziećmi na beztroskiej zabawie. Obowiązki domowe, zmęczenie i inne wymówki czasem biorą górę. Dzisiaj wyluzowałam totalnie i choć teraz czuję wszechogarniające zmęczenie (od czubka głowy aż po końcówki palców!), to jestem szczęśliwa, że ten ponury, szary dzień minął nam właśnie tak.

P.S. Zdjęcia zamazane, co pokazuje jak dynamiczny to był dzień :)

Well, behind the window it's gloomy and rainy, and me closed in our house with the littles had to figure out how to survive the whole day ;) Wojtek stayed at home, he caught some infection and though he felt OK today I didn't send him to the kindergarten. In the morning I must admit I was pretty happy I didn't have to go outside to this cold weather to take Wojtek to the kindergarten. I didn't have to prepare and dress up the three of us.
The was no chance of lying on the couch or doing the housework (maybe except for dinner), the kiddos wanted their mommy to play with them, and so I did. If you can't beat them join them! haha
There was jumping on the beds (also in our bedroom), throwing balls, car racing, total craziness. There were even elevating activities, haha ;) The only things Maja loves now are being held by soemone and palying in her older brother's bedroom.
The mess as you can see was Huge, but that wasn't the most important thing. I sometimes forget how great it is to spend some time with the kids and just play with them carelessly. Domestic chores, being exhausted and other excuses sometimes win. Today I totally chilled out and even though I'm freakin' exhausted, I'm happy we managed to spend the day exactly like that.

P.S. The photos are blurry to show you how dynamic it was :) 

piątek, 7 października 2016

Black and white





Wiecie, że moja szklanka jest zawsze do połowy pełna, nigdy na odwrót, OK, prawie nigdy. W życiu zdarzają się momenty, w których nie zawsze myślisz pozytywnie i masz ochotę sobie ponarzekać. Haha, tak tak, nawet ja narzekam. Ojej, robię to wprost po mistrzowsku! Potrafię truć bez końca, jak ktoś lub coś zajdzie mi za skórę. Zdarzyło się Wam kiedyś znaleźć w sytuacji, w której w sumie nie wiadomo jak i dlaczego się znaleźliście i na domiar złego, nic nie można zrobić, by ją naprawić? Hmm, nie cierpię, gdy nie mam wpływu na to, co dzieje się w moim życiu, gdy czuję, że tracę nad czymś kontrolę, szczególnie gdy mleko się rozlało, nie ma winnych, ale niesmak pozostaje. No tak, i takie sytuacje się w życiu zdarzają, a ja z każdym takim momentem staję się bardziej nieufna, ostrożna i czuję, jak przybieram tzw. "grubą skórę", by w przyszłości w mniejszym stopniu to wszystko odczuwać. W takich momentach sił, spokoju oraz poczucia bezpieczeństwa dodaje mi dom (w każdym możliwym znaczeniu tego słowa).

You know my glass is always half full, never half empty. OK, almost never. But there are moments in life when you don't feel like positive thinking and all you want is to sit and whine. Oh yes, even I do it. And I can be a real master of whining! I can grumble like crazy when somebody or something gets under my skin. Have you ever found yourself in a situation which you've no idea how the hell you got into, and to cap it all off there's nothing you can do about it? Gosh I hate when I can't do anything about my life, when I lose control over my life, especially when the milk has spilt, nobody's guilty but the disgust stays. Well, such situations in a grown up world are inevitable but every time something like that happens I become more distrustful, cautious and tougher to be less vulnerable next time. In such moments I seek comfort, strenght and serenity in my home (in any way you understand that).


wtorek, 4 października 2016

Project #3

 Pamiętacie jakiś czas temu wspomniałam Wam o trzech projektach, których się podjęliśmy w naszym domu. Projekt pierwszy to kolorowa ściana w kuchni, projekt drugi to stołek do pianina mojej siostry. Dziś przedstawiam Wam projekt trzeci, zdecydowanie największy, dlatego jego realizacja trwała tak długo. Oto nasza łazienka! Projekt Ola, wykonawstwo Marek, zgrany z nas duet!

Łazienka od samego początku miała być inna, niestandardowa. Płytki tylko tam gdzie to konieczne, w dodatku nie od kompletu. Poza tym chodziło o to, by było lekko i nowocześnie.
 
Poszukiwania idealnej komody/szafki i blatu do łazienki trwały wieki. W końcu stanęło na Ikei. Komoda została prawie zupełnie przerobiona w środku i zabezpieczona przed wilgocią. Jeśli chodzi o blat, mieliśmy już wybrany inny z tworzywa przypominającego kamień (Corian), ale cena zwaliła nas z nóg. Paradoksalnie kamień naturalny był tańszy. Taki obrót sprawy był mi bardzo na rękę, uwielbiam marmur Carrara Bianco! Blat z naturalnego kamienia naprawdę robi wrażenie.  

Remember how I told you about three projects I'd be doing in my home? Project one was our color-blocking wall in our kitchen, project two was a piano stool for my sister. Today I'd like to show you project three, definitely the biggest one that's why it took us so long to complete it. Here's our bathroom! Project by Ola, realization Marek, we're a power couple!

The bathroom from the very beggining was supposed to be different, non-standard. Tiles only where necessary, and on top of that from totally different manufacturers. Basically, I wanted it to be modern and airy.

I was looking for a perfect bathroom cabinet and countertop like forever. We ended up with Ikea. The drawers (that's what it is) has been totally rebuilt inside and damp-proof. When it comes to the countertop, we even chose an artificial one (Corian), but the price was way to high. Paradoxically, natural stone was cheaper, which I found very exciting. I love Carrara Bianco marble! Natural stone makes an impression.


Ceramiczne akcesoria HM home (pasują do płytek :) 

Ceramic accessories from HM home (they match the tiles :)


Kolejnym moim marzeniem była wolnostojąca nowoczesna wanna. Ta jest cudowna, kąpiele w niej to jak wizyta w spa ;) Wanna jest ruchoma, więc można ją odsunąć by np. umyć za nią podłogę! Stołek (Tine K Home) obok służy jako stolik na gazetę, szklankę, ręcznik, ale i jako taboret do siedzenia, kupiony (podobnie jak kosz Bloomingville na zdjęciu powyżej) w Antrejce - cudowny i przepiękny sklep :)) Pozdrawiam!

Another dream of mine was a freestanding modern bath. This one is just stunning, each bath in it feels like a spa visit ;) It's movable so I can clean the floor behind it! The stool (Tine K Home) serves as a table for a magazine, a glass or towel, and as a seat. The basket above is from Bloomingville.





Płytki na ściany miałam wybrane chyba od zawsze ;) Wiedziałam, że mają być jak w metrze (położenie ich trwało wieki, podobnie jak bardzo pracochłonne fugowanie!). Podłoga to hiszpańskie płytki kupione w internecie (można zamówić darmowe próbki zanim złożysz finalne zamówienie). Wszystko odbyło się bez problemu. Płytki są świetne, robią wrażenie i świetnie kontrastują z bielą ścian i dodatków.

I always knew I'd have the white metro-style tiles on the walls (laying them and grouting was quite a challenge!). The floor tiles are Spanish, bought on the Internet (you can order free samples before you place your final order), we had no problems with that. The tiles are great, they make the WOW effect and make a contrast with the white color surrounding them.



Ogromne lustro było moim marzeniem. Codziennie rano czuję się w niej jak w mojej prywatnej strefie wellness. Łazienka jest taka jaką sobie wymarzyłam. Pisząc o niej nie mogę zapomnieć o Marku, który zrobił w niej wszystko sam (od położenia płytek do podłączenia armatury!). Włożył w nią ogromną pracę i widzę jaką ma z tego satysfakcję, a ja kolejny zrealizowany projekt!

A huge mirror was also my dream. Every morning I feel like in my private wellness zone. It's the bathroom of my dreams. Writing about it I cannot miss out on Marek who did everything by himself (with tiling and getting the fixtures ready!). He put a lot of effort in it and I see how satisfied he is now. And me, I got another project done!