niedziela, 25 września 2016

Generation gap?







Nastały czasy, kiedy mężczyźni podejmują się opieką nad dziećmi, gotowaniem, sprzątaniem, itd., czasami każdego z w/w, a czasem tylko jednego. Grunt, że cokolwiek, bo to przecież typowo babskie zajęcia ;) Myślałam, że w sumie to normalne, że na faceta można liczyć, to przecież w sumie ojciec moich dzieci. Mnie to w naszym domu nie dziwi i generalnie jakoś przyjęłam to za dość naturalne, że Marek umie się zająć naszymi dziećmi. Wiadomo, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak to w każdym normalnym domu, no ale przejdźmy do meritum sprawy.
Wakacje były świetne, ale na pewno nie wypoczynkowe, raczej rodzinne, co miało oczywiście swój urok :) Mamy dwoje małych dzieci i było co robić, nie ma co ściemniać. Obydwoje od samego rana zakasywaliśmy rękawy i staraliśmy się ogarnąć te nasze brzdące i korzystać z dnia tyle ile się tylko dało. Śniadanie, wyjście na plażę z całym ekwipunkiem, zabawy na plaży, drzemki Majki, jedzenie, itd. Wieczorem padaliśmy ze zmęczenia, a o 7 pobudka i wszystko na nowo ;) Oczywiście były chwile, w których udawało się nam w samotności popływać w morzu, poleżeć na leżaku, iść na kawę. Ale generalnie, było dość intensywnie i raczej w kupie ;)

Nowadays men take care of their kids, they cook, clean, do the housework, etc, sometimes all, sometimes just one. At least something since these are all woman's activities ;) I thought there was nothing special about the fact that you can count on your man. For God's sake this is the father of your children. It's such a natural thing for me that Marek can take care of our kids. Of course nothing's perfect in our home but I guess there are no perfect families, but let's go back to my story.
The vacation was great, but sure not relaxing, rather family-like which I believe was kind of adorable :) We have two small kids and we had a lot of work with them, there's no doubt. From the very morning we had to hunker down and deal with our littles to be able to take the best of the time there. Breakfast, going to the beach with all the stuff we needed, playing on the beach, Maja's naps, feeding and eating, etc. In the evening we were exhausted, and in the morning our kids woke us up at 7 and everything strted all over again ;) There were of course moments when we could swim alone in the sea, lie on the deckchair or just get coffee in silence. But overall it was pretty intensive and spent together ;)

Na plaży poznaliśmy bardzo miłe starsze małżeństwo, bardzo fajnie się z nimi rozmawiało. Spotykaliśmy się na plaży codziennie, no i pewnego dnia owa pani zahaczyła Marka i powiedziała mu jakim jest wspaniałym ojcem, że tak pięknie zajmuje się naszymi dziećmi i (!!) że marzyłaby o takim mężu dla swojej wnuczki! O! Nic dodać nic ująć. To nic, że zajmowaliśmy się dziećmi tak samo. Nadal facet zajmujący się własnymi (nie obcymi, a własnymi z krwi i kości!) dziećmi jest jak biały kruk! To co, że matka opiekuje się dziećmi, ma jęzor do pasa i kręgosłup krótszy o 5cm od noszenia dziecka na rękach. Nie, to ojciec jest bohaterem.
Czy to po prostu dla starszego pokolenia jest dziwne, że mężczyzna bierze czynny udział w wychowywaniu dzieci? Czy może takie przekonanie będzie już zawsze aktualne, że do kobiety należy wychowanie i opieka nad dziećmi i nie należą jej się słowa uznania, bo to przecież takie naturalne? Nie oczekuję, że ktoś będzie się rozpływał jaką to jestem cudowną matką. Chodzi o to by dzielenie opieki nad dziećmi był naturalne i już nikogo nie dziwiło...

One day we met a lovely elderly couple, we liked talking to them. We met on the beach every day and then one time the lady told Marek what great father he is, that he takes care of his children so well and!! that she would love her granddaughter had a husband like him! OMG! No comment. Leaving aside the fact that we were equaly involved in taking care of the kids. A man who takes care of his very own children (not some strangers!) is still as scarce as hen's teeth! So what the mother is run-down and she's pretty sure her spine is 5cm shorter due to carrying her baby all the time. No, the father's the hero.
Is it just the older generation that doesn't understand that the father should take active part in raising his kidds? Or is it just a general belief that it's mom's job to raise the kids without a word of appreciation? I'm not waiting to be told what great mother I am. What I mean is that tending to the children should be shared by both parents and shouldn't seem that strange...

4 komentarze:

  1. Tak to już jest ze, że tak naprawdę nikt i nic nie zastąpi dziecku kochającej mamy, jej
    instynktownej troski i miłości.
    Moze kiedyś, kiedy facet sam będzie w stanie urodzić :) role się naturalnie odwrócą :)
    Póki co, dzisiejszi mężczyźni poświęcający własnym dzieciom swój czas, cierpliwość i uwagę, pozostaną bohateramim i chwała im za to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja to racja ;) dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. wyręcz Marka w kładzeniu płytek to też będziesz bohaterką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobra sugestia ;) Pomagałam kłaść fugę! :*

      Usuń