piątek, 30 września 2016

A treat for you guys!

Ponieważ dziś Dzień Chłopca, post jest specjalnie dla Panów (jako rozrywka) oraz dla Pań (jako przestroga!). Każda z nas ma swój własny styl i, jestem cała za, żeby go pielęgnować i nie zbaczać z kursu tylko dlatego, że facetowi się nie podoba. Dziś jednak, ponieważ mamy Dzień Chłopca, przeprowadziłam mały rekonesans w poszukiwaniu rzeczy, których faceci nie trawią, a kobiety uwielbiają. Trzymajcie się fotela Panie i Panowie, zaczynamy!

Since it's Boys' Day (here in Poland we have it, not sure if we're the only on earth ;), so today's post is exclusively for you Guys (for your pleasure) and for you Ladies (as a guidance!). All of us, women, have their own styles, and I'm all for that we we hold on to that and not change it upon our men's whims. However today, since it's their day, I did small research in pursuit of the trends men really hate, and women love. So hold on ladies and gentlemen, here we go!


#1

Spodnie z opuszczonym krokiem (kurde, jak nazwać inaczej takie spodnie? O, może haremki?) Wygodne i mięciutkie, ale dzięki nim tracimy proporcje (no i faceci nie za bardzo wiedzą co chowamy w kroku ;)

Drop-crotch pants. Comfy and soft, but we lose our right proportions in them (and men are not pretty sure what is that we keep in our crotch ;)



#2

Mocno wymalowane usta, generalnie mocny makijaż jest dla facetów na nie. Boją się, że jak podejdą bliżej tynk spadnie, a całując nas zyskają nowe kolory na swojej facjacie ;))

Heavy make up and really bright lips are repelling to men. They're afraid the make up might fall down when they approach too close and while kissing us they might get a bit colored ;) 



#3

Panterki, zebry, leopardy, tygrysy, pióra - wszelkie konotacje zwierzęce odpadają - przykro mi drogie Panie (podobno Panowie na widok nas w takich deseniach mają ochotę strzelać! ;)

Panthers, zebras, leopards, tigers, feathers - all animalish prints and structures are off - sorry ladies (I heard they feel like shooting when they see us wearing the stuff! ;)




#4

Tipsy, sztuczne paznokcie. Tu akurat się z nimi zgadzam!

Fake nails. Here' I'm totally with them!




#5

Trend oversize, szczególnie jeśli chodzi o T-shirty i swetry (trudno im ocenić gabaryty i nasze intencje - idzie spać czy jest jej zimno ;) To samo z naszymi ogromnymi torbami (szczególnie gdy próbujemy znaleźć w nich klucze, a oni bardzo chcą tam gdzie król chodzi piechotą, hahah ;)

Oversize trend, especially T-shirts and sweaters (it's hard to reckon our measurements and our intentions - is she cold or sleepy ;) The same goes with our huge bags (especially when they want to pee and we're trying to find they keys in there, hahah ;)




#6

Buty motocyklowe z dużą ilością klamer i ćwieków 
(uważają, że jesteśmy w nich bardziej męskie niż oni!)

Biker boots with hundreds of buckles and studs
(they feel like we're more masculine wearing the boots than they are!)



#7

Peleryny i poncza, dla nich to dobre na Halloween lub zlot fanów Harry'ego Pottera!

Capes and ponchos, for them they're good for Halloween and Harry Potter's fans!





Taki żarcik ;)) Joke :))



#8

Sukienki z "ogonem" - kurde sama nie umiem ich nazwać. Faceci nie za bardzo wiedzą o co chodzi ;)

Mullet dress - the uneven ones. Men don't really get them ;)




#9

Piżamy na ulicach. Cytuję: "WTF?" ;)

PJ's on the street. Quote: "WTF?" ;)




#10

Dżinsy mamuśki, szczególnie marmurkowe!

Mom's jeans, especially marble ones!




Oto lista 10 trendów, których faceci PODOBNO nie trawią. Panowie, zgadza się???

This is the top 10 list of men repelling items. Guys, am I right???


P.S. Dobrze, że kobiety ubierają się dla siebie ;)

P.S. It's good women dress for themselves ;)




wtorek, 27 września 2016

I'm a dress kinda girl

Nie od dziś wiadomo, że jestem totalnie sukienkowa, bez względu na pogodę. Bezustannie poszukuję idealnej sukienki, ale jak już jakąś znajdę, to szukam kolejnej ;)  Lubię je na co dzień (wrzucasz na siebie jeden ciuch i już!) i od święta (w odpowiedniej sukience czuję się wyjątkowo).

Do napisania dzisiejszego posta zaprosił mnie Dressfo, świetny sklep internetowy dla kobiet szukających najnowszych trendów w baaardzo rozsądnych cenach (bezpłatna wysyłka na cały świat!). Dziś wybrałam dla Was sukienki, ale znajdziecie tam o wiele więcej (spodnie i spódnice, bluzki, koszule i swetry, odzież wierzchnia, stroje kąpielowe). A oto sukienkowe skarby, które dla Was wybrałam na najnowszy sezon (linki do sukienek pod zdjęciami)!

I've been known for my love to dresses, come rain or shine. I'm constantly seeking a perfect dress, and when I find one... I start looking for another one ;) I like wearing them on everyday basis (I put on one item and I'm ready to go!) and on special occasions (a good dress makes me feel fabulous). 

Today I'm teaming up with Dressfo, a great shopping website for women seeking cutting edge apparel and leading styles (free shipping worldwide!). Today I've chosen to show you dresses but you find there much more (bottoms,tops,outerwear,swimwear). Check out the dresses for the new fall season (click the links below)!




niedziela, 25 września 2016

Generation gap?







Nastały czasy, kiedy mężczyźni podejmują się opieką nad dziećmi, gotowaniem, sprzątaniem, itd., czasami każdego z w/w, a czasem tylko jednego. Grunt, że cokolwiek, bo to przecież typowo babskie zajęcia ;) Myślałam, że w sumie to normalne, że na faceta można liczyć, to przecież w sumie ojciec moich dzieci. Mnie to w naszym domu nie dziwi i generalnie jakoś przyjęłam to za dość naturalne, że Marek umie się zająć naszymi dziećmi. Wiadomo, że nie zawsze jest tak kolorowo, jak to w każdym normalnym domu, no ale przejdźmy do meritum sprawy.
Wakacje były świetne, ale na pewno nie wypoczynkowe, raczej rodzinne, co miało oczywiście swój urok :) Mamy dwoje małych dzieci i było co robić, nie ma co ściemniać. Obydwoje od samego rana zakasywaliśmy rękawy i staraliśmy się ogarnąć te nasze brzdące i korzystać z dnia tyle ile się tylko dało. Śniadanie, wyjście na plażę z całym ekwipunkiem, zabawy na plaży, drzemki Majki, jedzenie, itd. Wieczorem padaliśmy ze zmęczenia, a o 7 pobudka i wszystko na nowo ;) Oczywiście były chwile, w których udawało się nam w samotności popływać w morzu, poleżeć na leżaku, iść na kawę. Ale generalnie, było dość intensywnie i raczej w kupie ;)

Nowadays men take care of their kids, they cook, clean, do the housework, etc, sometimes all, sometimes just one. At least something since these are all woman's activities ;) I thought there was nothing special about the fact that you can count on your man. For God's sake this is the father of your children. It's such a natural thing for me that Marek can take care of our kids. Of course nothing's perfect in our home but I guess there are no perfect families, but let's go back to my story.
The vacation was great, but sure not relaxing, rather family-like which I believe was kind of adorable :) We have two small kids and we had a lot of work with them, there's no doubt. From the very morning we had to hunker down and deal with our littles to be able to take the best of the time there. Breakfast, going to the beach with all the stuff we needed, playing on the beach, Maja's naps, feeding and eating, etc. In the evening we were exhausted, and in the morning our kids woke us up at 7 and everything strted all over again ;) There were of course moments when we could swim alone in the sea, lie on the deckchair or just get coffee in silence. But overall it was pretty intensive and spent together ;)

Na plaży poznaliśmy bardzo miłe starsze małżeństwo, bardzo fajnie się z nimi rozmawiało. Spotykaliśmy się na plaży codziennie, no i pewnego dnia owa pani zahaczyła Marka i powiedziała mu jakim jest wspaniałym ojcem, że tak pięknie zajmuje się naszymi dziećmi i (!!) że marzyłaby o takim mężu dla swojej wnuczki! O! Nic dodać nic ująć. To nic, że zajmowaliśmy się dziećmi tak samo. Nadal facet zajmujący się własnymi (nie obcymi, a własnymi z krwi i kości!) dziećmi jest jak biały kruk! To co, że matka opiekuje się dziećmi, ma jęzor do pasa i kręgosłup krótszy o 5cm od noszenia dziecka na rękach. Nie, to ojciec jest bohaterem.
Czy to po prostu dla starszego pokolenia jest dziwne, że mężczyzna bierze czynny udział w wychowywaniu dzieci? Czy może takie przekonanie będzie już zawsze aktualne, że do kobiety należy wychowanie i opieka nad dziećmi i nie należą jej się słowa uznania, bo to przecież takie naturalne? Nie oczekuję, że ktoś będzie się rozpływał jaką to jestem cudowną matką. Chodzi o to by dzielenie opieki nad dziećmi był naturalne i już nikogo nie dziwiło...

One day we met a lovely elderly couple, we liked talking to them. We met on the beach every day and then one time the lady told Marek what great father he is, that he takes care of his children so well and!! that she would love her granddaughter had a husband like him! OMG! No comment. Leaving aside the fact that we were equaly involved in taking care of the kids. A man who takes care of his very own children (not some strangers!) is still as scarce as hen's teeth! So what the mother is run-down and she's pretty sure her spine is 5cm shorter due to carrying her baby all the time. No, the father's the hero.
Is it just the older generation that doesn't understand that the father should take active part in raising his kidds? Or is it just a general belief that it's mom's job to raise the kids without a word of appreciation? I'm not waiting to be told what great mother I am. What I mean is that tending to the children should be shared by both parents and shouldn't seem that strange...

środa, 21 września 2016

What about a date?

Jestem mężatką od 9 lat, robi wrażenie, co? ;) I choć ostatnio nie zdarza nam się to często (!!), bardzo lubię wychodzić z Markiem nazwijmy to "na randki" jakkolwiek to brzmi ;). Lubię wychodzić do kina, na kolację czy potańczyć (oj tak, to ostatnie lubię zdecydowanie najbardziej, a paradoksalnie zdarza się najrzadziej ;) Mam nadzieję, że gdy dzieci troszkę podrosną, my będziemy mogli wrócić do naszego życia towarzyskiego! A tymczasem przygotowałam dla Was trzy stylizacje na randkę :))  Może uda mi się Was zainspirować!

I've been married for 9 years, pretty impressive, huh? And seldom as it happens (!!) I love going out with my husband :) I like going to the movies, for dinner or dancing (Oh yess, the last one is my favorite but unfortunately hardly ever happens ;) I hope when the kids grow up we will get back to out dating thing! And in the meantime, I prepared 3 outfits for a date for you :)) check it out!

#1 

Wyjście do kina / Going to the movies


Date night in the movies



Marynarka, jeansy - ZARA (blazer, jeans)
Buty, top - Mango (shoes, top)
Naszyjniki - Parfois (chokers)
Bielizna - Adore Me (lingerie)


#2

Wyjście na romantyczną kolację we dwoje / Romantic dinner for two




Sukienka - ZARA (dress)
Trencz, buty - Mango (trench, shoes)
Torebka - Parfois (clutch)
Bielizna - Adore Me (lingerie)


#3

Wyjście do klubu / Going to a club


Sukienka, kurtka - ZARA (dress, jacket)
Buty, biżuteria, czapka - Mango (booties, jewelry, hat)
Bielizna - Adore Me (lingerie)

Bielizna wybrana przeze mnie do stylizacji pochodzi z Adore Me internetowego sklepu z piekną bielizną! Dziękuję Adore Me za zaproszenie do napisania posta :)

Lingerie in the post comes from Adore Me an online retailer specializing in beautiful lingerie! Thank you Adore Me for inviting me to write this post :)


P.S. Wszystkie z elementów stylizacji z obecnych kolekcji. Kolaże są efektem mojego debiutu z Polyvore (dziękuję Marek :)!

  

sobota, 17 września 2016

Our trip to Athens


Przy stacji metra Monastiraki

By the Monastiraki station



Uliczki prowadzące na Akropol

Streets leading to the Acropolis



Tradycyjne greckie "bamboszki" (kupiłam takie maleńkie Majce, będzie miała na pamiątkę)

Traditional greek slippers (I bought a pair of these for Maja, she's gonna have a souvenir)



Widok na miasto (nadal w drodze na szczyt)

View of the city (still on the track)


U podnoża

By the entrance


Prawie na samym szczycie (w tyle oraz na zdjęciu poniżej Teatr Dionizosa)

Almost on the top (behind and in the pic below the Theater of Dionysus)




Rodzinna fotka przy wejściu tzw. Propylejach (mistrz drugiego planu pan w zielonej koszulce ;)

Family picture by the Propylaea (the guy wearing a green t-shirt stealing our thunder ;)



Partenon / Parthenon


Erechtejon / Erechtheion

Nasza wycieczka do Aten to była prawdziwa wyprawa! Wybraliśmy się tam autobusem podmiejskim (mieszkaliśmy w niewielkiej miejscowości niedaleko Aten). Odradzono nam wynajęcie samochodu, choćby ze względu na korki i problemy z parkowaniem w mieście i rzeczywiście autobus okazał się optymalnym rozwiązaniem. Po dotarciu do miasta musieliśmy przejechać metrem dwie stacje, by znaleźć się u podnóża Akropolu (stacja Monastiraki). Akropol to był nasz jedyny cel w Atenach, z dziećmi to i tak był wyczyn. Oczywiście, gdybyśmy mieli jeszcze siły, w grę wchodziło zwiedzanie zabytkowych dzielnic miasta, no ale koniec końców zabrakło nam sił. No więc wracając do tego metra... spotkał nas tam niemiły incydent, Markowi ukradziono z kieszeni telefon. Naprawdę trzeba uważać na kieszonkowców (nawet wiem dokładnie jak wyglądali!). Z dwojga złego, lepiej telefon niż portfel, ale i tak morale nam troszkę spadło ;) Ale cóż było robić, stwierdziliśmy, że nie ma co rozpaczać, tylko korzystać z pięknego dnia.
Wyruszyliśmy w drogę, widok był niesamowity, ale troszkę nie wierzyłam, że uda nam się wejść na sam szczyt (z dołu wydaje się to bardzo wysoko!). Przypominam, że mieliśmy z sobą wózek, dlatego wybraliśmy trasę na Akropol bez schodów, miejscami łagodną, miejscami stromą. Po drodze mijaliśmy małe urokliwe knajpki, piękne domy (rudery też ;), sporo cienia (nasze wybawienie!), ale przede wszystkim piękne widoki na Ateny.
Po dotarciu do wejścia na sam szczyt okazało się, że po pierwsze kolejka jest OGROMNA, potem okazało się, że poruszała się dość szybko, więc nie należy się zrażać. Dzieci bezpłatnie, dorośli 20 euro, sporo, ale myślę, że warto. Po drugie, musieliśmy zostawić wózek na dole (jest tam specjalna wózkarnia, gdzie można zostawić to, czego nie można zabrać na górę). Dobrze, że mieliśmy ze sobą nosidełko dla Majki, która nota bene świetnie się w nim czuła :)
Muszę powiedzieć, że samo wejście od bramy na samą górę było już dość szybkie, choć Marek, który niósł Majkę i naszą torbę twierdzi zgoła inaczej ;) Widoki zapierały dech w piersiach, ilość ludzi też ;)
Fajnie jest mieć tam przewodnika, my chodziliśmy sami, ale i tak byliśmy zachwyceni. Poza tym cienia jak na lekarstwo, dlatego ważne jest dla dzieci nakrycie głowy i woda!!
Obecnie trwają prace nad odbudowaniem świątyń, dlatego znajdują się tam dźwigi. Pomimo tego, Akropol zachwyca. Polecam, nawet z dziećmi ;)
Podróżowanie z dziećmi jest męczące, nie ma co ściemniać. Gdy wróciliśmy do hotelu, byliśmy wykończeni (bardziej niż one!), ale jednocześnie bardzo szczęśliwi, że udało nam się zobaczyć i zdobyć Akropol. Kierując się zasadą "podróże kształcą" oraz "czym skorupka za młodu...", czuliśmy, że to właśnie trzeba było zrobić :)

Our trip to Athens was quite a challenge! We got there by a local bus (we stayed in a small town near Athens). We were advised not to rent a car due to heavy traffic and problems with parking the car in the center. The bus turned out to have been the best option. Having arrived there we had to take the subway (two stations) to get to the foot of the Acropolis (Monastiraki station). Acropolis was our main aim in Athens, with the kids it was quite a challenge anyway. We thought we might have some energy to sightsee the old part of the city after the Acropolis thing, but we didn't. So on the subway... Marek got his phone stolen. You should be very cautious on the subway, there are so many pickpockets (I exactly remember how these two looked like!). Better phone than for example the wallet, but our morale went through the floor for a moment ;) Nevertheless, we decided not to grieve too much and enjoy this beautiful day in the city. 
We started the climbing, the view was amazing. I must say I didn't believe we were gonna make it (it looked really huge from were we started). Remember we had our stroller so we chose the route without stairs, sometimes gradual, sometimes steep. We went by small picturesque cafes and restaurants, beatiful old buildings (hellholes too ;), a lot of shade (our lifesaver!), but most of all beautiful views of Athens. When we got to the entrance to the Acropolis the line was HUGE, but it was moving quite fast (so don't get discouraged). Kids for free, adults 20 euros. We had to leave our stroller there (it's forbidden to take strollers up the hill - there's a special place where you can leave the things you cannot take up). It's good we had our carrier for Maja, who by the way loved it :)
I must say the very last part of the climbing wasn't that hard, though Marek who was carrying Maja thinks quite the opposite ;) The views were breathtaking, the crowds too ;) It's good to have a guide there, we didn't but liked it anyway. There's very little shaddow so a hat and water for the kidds are a must-have!!
Currently there are some cranes there as they're trying to rebuilt the temples. Despite that, it's jaw-dropping. Even with the kidds on board ;)
Traveling with kidds is exhausting, there's no doubt. When we got to the hotel, we were more tired than them(!), but at the same time so happy we made it. Keeping in mind that "traveling educates" and "what youth is used to, age remembers" we felt it was something we had to do :)

środa, 14 września 2016

I'm back!












Wróciłam! Już zaczynałam odczuwać pewien niepokój, zniknęłam tak bez słowa, zostawiając bloga bez opieki, no ale cóż, czasami tak trzeba, bo zwyczajnie nie ma innego wyjścia ;) Ale teraz wracam do Was z głową pełną pomysłów, trochę bardziej opalona, troszkę bardziej zmęczona (!) wakacje z dziećmi to nie do końca wypoczynek ;), ale z pewnością naładowana nową energią! Wakacje na południu jak zwykle mnie nie zawiodły.
U góry ja pewnego ciepłego wieczora nad brzegiem morza. Miał to być zwykły spacer, a okazał się dość niezwykłym doświadczeniem. Tuż obok naszego hotelu na samej plaży znajdowała się mała kaplica (wiecie z serii greckiej biało-błękitnej :) i właśnie podczas tego naszego spaceru, okazało się, że odbywa się przy niej ślub. Scena iście filmowa.
Takie momenty uświadamiają mi, że czasami trzeba wyjść poza schematy, puścić troszkę wodze wyobraźni, działać troszkę pod prąd, słuchać własnego wewnętrznego głosu. Doszłam do takich wniosków widząc ten piękny moment, w którym dwoje ludzi przysięgało sobie miłość na zawsze w tak nietypowych i pięknych okolicznościach. Podróże kształcą i choć to brzmi banalnie, człowiek dzięki nim uczy się całe życie, bez względu na wiek. Możliwość obserwowania innych kultur, obcowania z innymi ludźmi, zawsze pozwala mi spojrzeć na własne życie z innej perspektywy i uświadomić sobie, że czasem trzeba zrobić coś szalonego, innego, na przekór innym. Czy wszystko musi być takie zwyczajne i nudne? Może warto czasem postawić na swoim i iść pod prąd...? ;)  

P.S. Sukienka też trochę pod prąd, vintage z lat 70-tych, totalnie przeze mnie przerobiona!

I'm back! I was getting anxious as I disappeared without a word, leaving my blog without attention, but what can I say, sometimes a girl needs to leave just like that ;) But now I'm back with my head full of new ideas, a bit more tanned, a bit more tired (!), vacation with kids ain't relax ;), but I sure am full of new energy! Summers in the south are always a good option.
In the photos you can see me on one warm evening by the sea shore. It was supposed to be just a walk, and turned out to be quite an experience. Just next to our hotel there was a small chapel (in the Greek style, blue and white) and as we were passing by we saw a wedding by a small altar outside it. A movie-like scene.
Moments like these make me realize that sometimes we need to think outside the box, follow our imagination, go against the flow and listen to our inner voice. I realized that seeing those two people who were taking their marriage vow in such an unusual scenery. Traveling educates and I know how cliche it sounds, we learn no matter how old we get. The opportunity to observe other cultures, to be surrounded by other people, let us look on our lives from a different perspective and realize that sometimes it's worth to do something crazy, different, something against all odds. Does everything has to be so normal and dull? Maybe it's worth to put your foot down and dance to a different beat...? ;)

P.S. The dress is one of such things, vintage from the 1970's, which I totally made over!

wtorek, 6 września 2016

#Inspiration



Ponieważ jestem jeszcze przed wakacjami znalazłam dla siebie wspaniałe źródło inspiracji by były jeszcze fajniejsze :)

sobota, 3 września 2016

A girl's bedroom

Maja ma już 7 miesięcy i myślę, że nadchodzi czas by wreszcie zasmakowała jak to jest mieć własny pokój. Przez to, że Majka śpi z nami, nasza sypialnia jest w opłakanym stanie. Ciuszki, pieluszki, zabawki...Generalnie, Maja zaanektowała nasz pokój dla siebie, czas na eksmisję ;)
W domu praca nad łazienką nadal w toku, a ja już myślę jak wykończymy pokój Mai. Na razie ten pokój to suszarnia prania, której swoją drogą będzie mi strasznie brakować! Gdybym mogła jeszcze raz budować dom, musiałaby się w nim znaleźć właśnie taka pralnio-suszarnia! Ale nie ma tego złego, może jak już wszystkie pokoje będą zagospodarowane w naszym domu, wtedy ja będę się musiała bardziej zmobilizować do bardziej systematycznej pracy w domu.
A tymczasem zobaczcie co mogłoby się znaleźć w takim dziewczęcym pokoju.

Maja is 7-months old and I think it's time she knew how it feels to have her own room. Our bedrrom is in really poor shape simply because it's still her room too. Clothes, diapers, toys... Basically, she took it over, so it's time for a small eviction ;)
The work in our bathroom is still in progress and me, I'm starting to think about a room for our babygirl. For now on this spare room that we have is my laundry room, which I must say I will miss a lot! If I could built another house I would definitely plan a big laundry room! Nevertheless, when I have no more spare rooms in my house, I will have to be more systematic with my housework ;)
And in the meantime, take a look what could make a girl's bedroom.
 



dawanda.pl
 
ikea.com

pakamera.pl

wallbeing.com

mustache.pl


ikea.pl

hm.com
hm.com

dawanda.pl

dawanda.pl

Oto kilka moich propozycji. Mam nadzieję, że się Wam podobają. Pokój dziecka powinien być jasny, kolorowy (pastelowy lub z bardziej zdecydowanymi dodatkami), ale przede wszystkim przytulny. Zobaczymy czy i kiedy uda mi się zrealizować moje plany. Najważniejsze, że gotowy plan już jest w mojej głowie :)

Just some suggestions of mine which I hope you like. A kid's bedroom should be lightt, colorful (pastel or with more dramatic pop of colors), and more importantly cozy. Will see how it goes with Maja's bedroom. What I like for now on is that I have a plan in my head :)