wtorek, 30 sierpnia 2016

Respect Mom!





Macierzyństwo nie jest łatwe. Do niedawna mówiło się tylko o jego blaskach, o cieniach jakby mniej. Ukazywanie jego prawdziwego oblicza było źle widziane, a może zwyczajnie, żadna z kobiet nie wpadła na to, że o tym też należy mówić głośno. Tak było do niedawna...
Obecnie, aż roi się od wpisów w internecie na temat tego, jak naprawdę to wszystko wygląda. Macierzyństwo zostało pozbawione lukru, jakim do tej pory bywało okraszone. To bardzo wyzwalające, uważam, i dobrze, że tak się stało, jednak mi przychodzi w tym momencie do głowy jedno - pokolenie naszych mam.
Wyobraźcie sobie, jak to wyglądało trzydzieści parę lat temu... Pomijając fakt, że były to czasy, gdy życie toczyło się jakby wolniej. Nasze mamy musiały obejść się bez wielu rzeczy, bez których my nie wyobrażamy sobie codziennego funkcjonowania.
Przede wszystkim pieluchy tetrowe!!! Aaaaaaa, to musiał być KOSZMAR! Każdego wieczoru, po całym dniu orki, następowało moczenie, gotowanie, pranie, suszenie, prasowanie pieluch w ilości 40 (z relacji mojej własnej mamy!). Czy któraś z nas wyobraża sobie taki wieczór? Co tam wieczór, a w dzień wieczne przebieranie zasiusianych pieluszek i ubranek po 150 razy???? No i te pralki i proszki...lol
Po drugie, gotowanie! Zero słoiczków, żadnej pomocy nawet na jeden dzień, w którym można byłoby sobie odpuścić gotowanie. Wiem, że miało to też swoje dobre strony, jadło się przede wszystkim zdrowo, w ugotowanym własnoręcznie jedzeniu nie było chemii, której teraz pełno, nawet w jedzeniu dla niemowląt. Chodzi mi przede wszystkim o fakt, że kobieta nie miała wyboru, trzeba było przecierać zupki i tyle.
Trzecia sprawa to pomoc tatusia. Co tu dużo mówić, faceci przeszli od tamtych czasów totalną przemianę  i zaczęli się bardziej angażować w wychowywanie dzieci, gotowanie, itd. Kiedyś? Haha, zadaniem kobiety było zadbać o dom i dzieci, oprócz tego często też o pracę zawodową. Tata wychodził do pracy rano i wracał późnym popołudniem na gotowe - jedzenie ugotowane, dzieci czyste, najedzone, a dom posprzątany i oprany itp. Na szczęście trochę się w tej materii zmieniło, mężczyzna bardzo często bierze czynny udział w życiu domu, rodziny. Chętniej niż pokolenie naszych ojców, bierze bardzo czynny udział w życiu dziecka już od jego narodzin (przemawia za tym choćby fakt, że faceci uczestniczą w porodach!). Oczywiście nadal kobieta kręci tym wszystkim, ale już nie sama ;)
A brak bajek w telewizji? OK, znów miało to wiele zalet, ale umówmy się, czasami bajka jest wybawieniem! Nie uważam, że fajnie jest posadzić dziecko przed telewizorem, byle mieć spokój. Jednak są momenty, w których nie ma innego wyjścia, baja (wykorzystywana z umiarem!) robi dobrze i dziecku i mamie!
Poza tym, że czasy były spokojne, i były rzeczy, za którymi teraz tęsknimy, to jednak, trzeba przyznać to szczerze, jest nam o wiele łatwiej. I w momentach, kiedy myślę, jak to mi źle i że chyba jestem kiepską matką i gospodynią (!), próbuję sobie wyobrazić jakby to było, gdybym miała być mamą wtedy, kiedy sama byłam dzieckiem, i ta myśl od razu stawia mnie do pionu. Oczywiście można sobie popsioczyć, ponarzekać, pogadać jak to jest ciężko i generalnie beznadziejnie, ale trzeba też przyznać, że ciężko to miały, ale nasze mamy! :))

P.S. Szacunek dla wszystkich naszych mam, można powiedzieć "fighterek" (wojowniczek :)


Motherhood is not a piece of cake. And not so long ago, nobody really wanted to talk about its bad sides, only the good ones. Showing the real picture of motherhood wasn't socially appoved, or maybe, women just didn't know they could talk about it out loud. That's what it used to be...
Now, there are tons of articles and posts about it on the internet. Motherhood has been striped of the sweet icing which was very often covered with. It's very refreshing and it's great it all happened, though there's this one thought that comes to my mind when I think of it - our moms' generation.   
Imagine life 30 or so years ago... Despite the fact that life wasn't as fast as it is now, our moms had to live without many things we don't even think we might do without.
First of all, muslin square diapers!!! Ough, this must have been a NIGHTMARE! Every evening, after a whole day of hard work, our moms had to soak, boil, wash, dry, iron about 40 diapers (my mom told me!). Can you imagine such evenings? Leaving the evening aside, what about daytime and changing the diapers and clothes like 150 times a day!!!! And those washing machines and the washing powders...lol.
Second of all, cooking! No ready made 'jars', no help, not even one day without cooking. I know it had its advantages, the homemade food was healthy, without all those chemical additions which now we can find even in food for babies. It's just the fact that women didn't have any choice, they had to cook every single day, period.
The third thing is the daddy's help. Well, enough said, men have gone through a major makeover and started to take active part in raising the kids, cooking, etc. In the past? Hahah, it was mom's chore to take care of the house and kids, very often professional work too. And dad went out for work in the morning and came back in the late afternoon when everything was ready - food, kids clean and full, and the house cleaned and washed, etc. Luckily, it's changed and men very often take active part in the family life. They take part in the life of their kids from the day they are born, more willingly than the generation of our fathers (they are present when their children are born!). Of course, the woman's still the head of it, but she has some back up ;) 
What about no cartoons on tv? It had some pros, but let's be honest, sometimes a cartoon is a godsend! I'm not a fan of children watching tv all day long. However, there are moments, when we don't have a choice, a cartoon is good for the kid and the mom!
Times were calm and there were things which now we long for, but we need to face the fact that now it's way easier. And at moments when I feel miserable and think I'm a bad mom and housewife (!), I try to imagine how it would be to go back and be a mom in the past, and that thought keeps me straight and clear right away! We can always get to complain how it's hard to be a mom, but let's face it, our moms could say it, not us! :)) 

P.S. Respect to all our moms - we might call'em fighters! :)

sobota, 27 sierpnia 2016

OMG, I'm 33!



Nie mogę w to uwierzyć, że mam już 33 lata (serio, czy to dzieje się naprawdę??). Czas pędzi nieubłaganie. Nie będę tu jakoś bardzo biadolić, jak to jest strasznie i jak bardzo nie mogę się z tym pogodzić (zrobię to po cichu, bez świadków, lol ;). Mam 33 lata i wiele udało mi się dokonać, i choć nie było mi łatwo, pewnie tak to wygląda z zewnątrz. Może się tak wydawać dlatego, że takie mam podejście do życia i patrzę na to co jest, a nie czego nie ma. Szklanka do połowy pełna, itd. :)
Przede wszystkim udało mi się stworzyć fajną rodzinę. Mam kochającego męża, cudowne dzieci. Tworzymy zgraną paczkę. Przez większość czasu udaje mi się wszystko kontrolować (no dobra, tak na 60% z tendencją spadkową ;), ale życie musi być troszkę spontaniczne i poza kontrolą. Poza tym mam pasję (lub też pasje ;). Lubię moją małą pisaninę i to, że w mojej głowie ciągle rodzą się nowe pomysły. Ciągle coś czytam, poszukuję, rozmyślam i nadal nie wiem, co będzie za kilka, kilkanaście lat. To co osiągnęłam do tej pory jest moją dumą. Wieczorem, gdy cały dom śpi (tylko ja, jedna nocna sowa upaja się ciszą ;), dziękuję Bogu, że jest jak jest. Cieszę się tym i modlę, by rano nie obudzić się w innej rzeczywistości. 
A ponieważ jestem nieustannym poszukiwaczem (świętego gralla? lol ;), non stop mam apetyt na więcej. Nie chcę obudzić się za kilka lat, spojrzeć wstecz i pomyśleć, dlaczego straciłaś tyle lat? Jak to się mogło stać, że nie wykorzystałaś najbardziej produktywnego czasu w swoim życiu, by zrobić coś niesamowitego, coś nieprzeciętnego. Wiem, że są wśród nas tacy, którym wystarczy spokojne normalne życie. To, co chciałam osiągnęłam i zamierzam to pielęgnować, ale i realizować się na innych polach. Chcę kiedyś o sobie pomyśleć, no tak udało Ci się, wykonałaś kawał dobrej roboty. Mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda. 
Tymczasem dziękuję, że czytacie moje wypociny. Mam nadzieję, że czasami udaje mi się Was zainspirować, pobudzić do działania lub choć rozśmieszyć. 
Chciałam też podziękować mojemu kochanemu Mężusiowi, za to jak bardzo mnie wspiera :*

I can't believe I'm 33 (seriously, is it for real??). Time flies and I won't go on and on how it sucks and how I can't deal with my age (I'll do it behind closed door without witnesses, lol ;). I'm 33 and I managed to achieve quite a lot. It wasn't that easy though from the outside it might look like it was. It's because I'm a positive person whose glass is always half full, if you know what I mean. Most importantly I have a family, a loving husband and wonderful kids. We make a great team. For most of the time I control what's going on in our life ( OK, for 60% and less ;), but life should be a bit crazy a bit spontaneous. Anyway I have a passion (or should I say passions ;) I like my writing and the fact there are so many new ideas in my head every day. I'm a constant seeker, reader and thinker (I heard it!), and I don't know what it's gonna be in several years but what I've had so far is my pride. In the evening when the whole house is asleep (and me, a night owl, enjoy the silence:) I thank God for what it is and how it is. I cherish what I have and pray to wake up in the morning in the same old reality.
And because I'm a constant seeker (again!) I constatly want more. I don't want to wake up in a couple of years, look back and think "why did I lose so many years? How come I lost the most productive time of my life to make something exciting something unusual?" I know there are people who just want to live their simple life. Me, I want to foster what I have and pursue my dreams. In the future I want to look back and be able to think I did a good job. I hope I'll do it.
But for now on, I want to thank you for reading my small blog. I hope I can inspire you sometimes and make you laugh.
I also want to thank my hubby, who's realy suportive at whatever I'm up to :*

środa, 24 sierpnia 2016

#Inspiration


Moje stopy są w raju! Najwygodniejsze buty świata. Nareszcie moje! 
Trochę ortopedyczne, ale nie całkiem :)) Birkenstocks rock!

My feet are in heaven! The most comfortable footwear ever. Finally mine!
Look a bit orthopedic but not entirely :)) Birkenstocks rock!

niedziela, 21 sierpnia 2016

A day with my boy :)


Love Love Love

















Mój syn ma już prawie 4 lata. Przez większość swojego życia był jedynakiem. Był dla nas pępkiem świata. Nie miał konkurencji, a wolny czas spędzaliśmy w trójkę. Odkąd pojawiła się Majka, troszkę w jego życiu się zmieniło. Wiadomo jak to jest, kiedy pojawia się maleństwo w domu, to pierwsze dziecko, które przecież nadal jest małe, nam automatycznie wydaje się starsze, więc wymagamy od niego więcej. Oczekujemy, że będzie wyrozumiałe na płacz tego młodszego, że będzie rozumiało, że to młodsze ma potrzeby, których samo nie jest w stanie zaspokoić, więc mamusia czy tatuś muszą mu poświęcać więcej czasu. A to przecież nadal małe dziecko, taki 4-latek, to mała istota, która widzi każdy nasz ruch, jest wrażliwe i czuje, że już nic nie jest tak samo. Możemy mu mówić jak bardzo jest dla nas ważny, jak go kochamy, jaki jest wspaniały, ale nie oszukujmy się, skoro przed narodzinami rodzeństwa był sam, było mu lepiej, miał rodziców na wyłączność. Teraz musi się nami dzielić. A my możemy się dwoić i troić, a dziecko i tak będzie się czuło (momentami, ale jednak!) opuszczone, z czym chyba będę musiała się pogodzić.
Dlatego w weekend postanowiłam spędzić z moim synem fajny dzień. Wybraliśmy się wraz z przyjacielem Wojtka i jego mamą, a moją przyjaciółką nad jezioro. W naszej okolicy w letnie weekendy kursuje zabytkowa kolejka wąskotorowa (zobacz tutaj) na trasie Środa Wielkopolska (gdzie mieszkamy) - Zaniemyśl (nieduża miejscowość letniskowa z dwoma jeziorami oraz wyspą!). Podróż taką "ciuchcią" z otwartymi wagonami to nie lada frajda dla takich szkrabów jak Wojtek! Podróż 14km trwała około godziny ;), ale drobne przekąski i atrakcje wokół torów umilały nam drogę. Potem plaża, zabawa w piasku, piknik. Pomimo, że Wojtek miał towarzystwo swojego przyjaciela, miał tez mamę, która była na każde skinienie. Wiem, jak to brzmi, ale chciałam, by tak było. To jednak nie koniec atrakcji. Nieopodal plaży miejskiej znajduje się wyspa, na którą można się dostać niewielkim promem, więc popłynęliśmy. Na wyspie był obiad i dalsze zabawy już w towarzystwie taty i Mai oraz wujka ;)
 Gdy wróciliśmy do domu dopadło nas totalne zmęczenie. Ale oprócz zmęczenia, miałam też poczucie, że spędziłam ten dzień z moim synem tak, jak chciałam. Gdy jesteśmy w domu, gdy nie wiem w co ręce włożyć, Maja płacze, w domu bałagan, a Wojtek chce się ze mną bawić, serce mnie boli i marzę o tym, by się rozdwoić i móc ogarnąć wszystko. A ponieważ nie mam żadnych magicznych mocy (sic!), jest jak jest. Czasami trudno jest zaspokoić potrzeby wszystkich naraz. No, ale chyba wszyscy, którzy mają rodzeństwo wzrastali w domach, w których nie było to łatwe ;) Tym się pocieszam, że to może naturalne! Hehe :)
Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie coraz łatwiej (tylko nie mówcie mi, że nie!;) Każda matka chce dla swoich dzieci jak najlepiej, ale bądźmy szczerzy, każda z nas robi to troszkę po omacku...ja też ;)

My son is almost four. For most of his life he was the only child. He was the apple of our eyes. He didn't have to compete with anyone and would spend free time with just the two of us. But since Maja was born his life has changed a bit. You know how it goes when a new baby is born, the first child who's still little, automatically seems older so we demand more from them. We expect them to be understanding of the younger's crying, of the younger's needs which mommy or daddy have to satisfy. But a 4-year-old is still a small child who's sensitive and feels nothing's as it used to be. And we can go on and on how much we love them, how great they are, but let's be honest if they were alone before, everything was better, easier for them. Now they have to go shares on parents. We can try our best but the child will (at moments - but still!) feel lonely, which I think will have to deal with.
That's why on the weekend I decided to spend a great day with my son. We went on a trip to the lake with Wojtek's best friend and his mom (and my friend). In the area we live in there's an old narrow-gauge railroad (see here) which goes between Środa Wielkopolska (our home town) and Zaniemyśl (a small summer resort with two lakes and an island!). The journey in an open train car is a treat for tots like Wojtek. The 14-kilometer journey took almost an hour but snacks and the views outside made it really fun. And then the beach, playing in the sand and a picnic. Although Wojtek had a companion I wanted him to feel there's his mom too, only for him. I know how it sounds but I wanted it that way. 
And that wasn't the end of the attractions that day. Nearby, there's a small island on one of the lakes with a small ferry, so there we went. We had lunch and more fun there together with daddy, Maja and uncle ;)
When we got back home, we were totally exhausted. But other than that I felt I did my best and spent the day how I wanted. When we're at home I've lots to do, Maja's crying, the house is a mess, and Wojtek wants me to play with him, I dream of being able to become two persons and fix everything. And since I don't have any magical powers (sic!) it goes like this. Sometimes it's difficult to satisfy the needs of all the people around us. But I guess anyone who has siblings has grown in homes where it wasn't easy ;) and that thought warms my heart, haha!
But I believe it's going to be better (dont' tell me I'm wrong! ;) Every mom wants the best for her kids, but let's be honest, we all do that a bit blindfold... me too;)

czwartek, 18 sierpnia 2016

Weekend is going to be WoooHooo!

Generalnie od kilku dni nie za bardzo panuję nad tym co się dzieje w naszym domu, ale o tym w następnym poście. A ponieważ nadchodzi weekend (a w weekend człowiek powinien się wyluzować!), stąd poniższe zdjęcia. Z góry przepraszam za ich poziom ;) lmao

For a couple of days now I have been out of control as far as our home goes, but I'll tell you more in the next post. And since the weekend is about to start (and on the weekend you need to chill!), here are some nice pics. Sorry in advance for them ;) lmao


Nie jestem rannym ptaszkiem ani nocną sową, a jakąś formą nieustannie zmęczonego gołębia.



Kiedy w miejscu publicznym padnie Ci telefon i nie wiesz co masz ze sobą zrobić.



Głowa do góry Księżniczko bo Ci korona spadnie.




Kiedy słyszysz jak ludzie niemający dzieci mówią, że nie zrobią tego czy tamtego, gdy będą już je mieć.



Moje serce podpowiada mi czekoladę i wino ale moje dżinsy mówią, 
na miłość boską kobieto, zjedz sałatkę.


I ostatnie, ale najlepsze...

And last but not least....


Gdy chciałeś czekoladowe, a trafiłeś na owsiane z rodzynkami.



Source: pinterest.com

Tego nie trzeba tłumaczyć...Buahahaha... Wiem, mam 32 lata! Hehe...Nadal! 
Żałujcie, że nie widzicie mojej miny!!!

I don't need to translate that....Buahahahaha...I'm 32, I know! Hahah... Still! 
I wish you could see my face!!!






poniedziałek, 15 sierpnia 2016

What do you think of secondhand clothes?





No właśnie, co powiecie o ciuchach z lumpeksu (OK, ze sklepu z używaną odzieżą ;)...? Dla niektórych to wstyd, używane ciuchy to przecież coś, co ktoś już kiedyś nosił, używał (jak sama nazwa wskazuje, lol). Samo wejście do takiego miejsca im nie pasuje, obawiają się opinii innych. Przecież kilka lat wstecz w lumpeksach ubierali się ludzie, którzy robili to z konieczności, nie z wyboru i bardzo często się tego wstydzili. Teraz, hmmm no właśnie... 
Czy to już taki trend? W niektórych kręgach modnie jest mówić, że coś jest secondhand, co często uosabiane jest z czymś niepowtarzalnym, innym, wyjątkowym. Czy zwyczajnie odezwał się w nas głos rozsądku i wybieramy ciuchy używane, ale tak samo dobre (oczywiście trzeba umieć wybierać ubrania niezniszczone) i to kilkanaście razy tańsze niż w sklepie? 
Myślę, że dla wielu to nadal konieczność (ceny w sklepach z używanymi ubraniami są naprawdę boskie!). Dla wielu to trend, super jest się pochwalić, że upolowałyśmy świetny ciuch (często znanego projektanta!!) za kilka złotych. Jednak w wielu z nas po prostu budzi się instynkt łowcy. Szafa pełna ubrań w domu, a my rozsądek chowamy w kieszeń i wyruszamy szukać czegoś... czegokolwiek, co nam się spodoba! A ponieważ cena jest bardzo niska, ewentualne straty też. Najwyżej kupioną rzecz dowiesimy do wiszących już w szafie innych ubrań (a następnie wrzucimy do pojemników na ubrania dla potrzebujących, albo oddamy przyjaciółce, która lepiej w nim wygląda!). I tyle!
Lubię od czasu do czasu chodzić w takie miejsca (mam dwa ulubione). Można znaleźć w nich naprawdę świetne ubrania, a pralka czy pralnia chemiczna zrobi co trzeba. Kilkakrotnie udało mi się upolować kilka perełek ze znanych domów mody :)) Nie wstydzę się tego, szczególnie po przeczytaniu książki Sophii Amoruso "Szefowa. Najseksowniejszy prezes świata", która opisuje jak szperała w wielkich worach z używanymi ubraniami i dzięki temu zbiła fortunę. Ja nie chodzę do lumpeksów, by się wzbogacić, ale by zaspokoić swój instynkt łowcy z niewielkim nakładem :) Czy powiedzielibyście, że na zdjęciu dżinsy i żakiet mam z lumpeksu? xo

Right, what do you think of secondhand clothes...? Some people are embarassed to buy and wear clothes which have been worn and used by others. Some are ashamed and too afraid of opinions of other people to visit such places. Several years ago charity shops were for poeple who bought secondhand clothes not because they wanted to but because they had to and most often were ashamed of that. And now...yeah... what's it like...
Has it become trendy? In some circles it's fashionably to say something's secondhand which makes the item inimitable, different and special. Or is it just a sign of common sense which makes us buy used but equally good clothes at a very reasonable price?
I think for many of us it's still a necessity (prices there are awesome!). But but for a huge majority it's just great to tell your friends you found a great item (very often designer!) for a dime. And for women - it's instinct of a hunter. Closet full of clothes and us dropping our common sense in pursuit of something... whatever we like! And while the prices are low, so are the losings. At most we just put it in our closet (and after some time we just give it away for charity purposes or just give it to our friend who looks way better than us in it!). And that's it!
I like to visit charity shops from time to time (I've two faves). You can find really great items in such places, and the washing machine or just the dry cleaner do their job. I even managed to find several designer things in there :)) I'm not ashamed of going there especially having read Sophia Amoruso's book #Girlboss. where she describes how she rummaged containers with used clothes and how that made her rich. I don't go there to make money but to find something nice for smaller money and just feel satisfied :) Would you say my jeans and blazer in the photos are from a charity shop? xo 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Healthy snacking


Od pewnego czasu zaczęłam bardzo zwracać uwagę na to, co jem (przez większość czasu! ;). Czytam etykiety na produktach i staram się włączać do swojej diety produkty, które pozytywnie wpływają na mój organizm. To co dajesz swojemu ciału jest tak samo ważne, jak to co wkładasz na nie, staram się trzymać tej zasady. Dlatego włączyłam do swojej diety nasiona chia, jagody goji oraz suszone figi, gdy mam ochotę na coś słodkiego :)

For some time now I've been paying more attention to what I eat (for most of the time!). I've been reading labels on products I buy and trying to incorporate healthy food in my diet. What you put into your body is as important as what you put on it, I try to keep that in mind. That's why I started eating chia seeds, goji berries and dried figs when I crave for something sweet :)

Nasiona Chia (to te małe szare kuleczki :) to bomba! Zawierają ogromne ilości Omega-3, więcej np. niż łosoś (Omega-3 to kwasy odpowiedzialne np. za zapobieganie chorobom serca). Te niepozorne nasionka pomagają w utracie wagi, są lekkostrawne i co interesujące, mają wpływ na strukturę naszej skóry, a więc można powiedzieć, że pomagają w walce ze zmarszczkami (nie bez znaczenia po 30!). Mają jeszcze kilka innych zalet! Polecam! Ja dodaję je do swojej porannej owsianki, można je jeść na surowo, więc po prostu posypuję je ugotowaną owsiankę. Można je dodawać do smoothie, można zalać sokiem, mlekiem... według uznania. Bardzo je lubię, a że mają tyle zalet to już trochę się uzależniłam... ;)

Chia seeds are an ice! They contain lots of Omega-3, more than for example salmon (Omega-3 is responsible for preventing from heart diseases). Those small seeds help weight loss, are easy to digest and what's interesting, influence our skin structure, so we may say they fight wrinkles (good news for those over 30! ;) They have some other pluses too! I highly recommend them! I add them to my morning oatmeal, you can eat them raw so I just sprinkle them over my oatmeal. You can add them to smoothies, they can be soaked in juice, milk... as you wish. I really like them and because they are so great I got addicted a liitle bit...;)

Jagody Goji (to te czerwone nasionka :) to przekąski, które stoją u nas na stole i tak sobie skubiemy, gdy mamy ochotę na coś niewielkiego, coś słodkiego, coś zdrowego :) Jagody goji nazywane super antyoksydantem, przeciwdziałają nowotworom, procesom starzenia, pozytywnie wpływają na układ odpornościowy, wątrobę, itd., serio mogłabym tu napisać cały referat na temat ich właściwości! My skubiemy je na sucho, ale jest wiele sposobów by je przygotować, np. jako dodatek do napojów.

 Goji berries are snacks which we keep on our coffee table and we nibble them whenever we crave something small, something sweet, something healthy :) Goji berries are called superantioxidants, they fight cancer, aging processes, they boost the immune system, liver, etc., seriously I could go on and on about their benefits! We eat them raw but there are many ways you can have them, for example with beverages.

Suszone figi (to te niezbyt ciekawie wyglądające suszki ;) to moja ulubiona przekąska, gdy mam ochotę na coś słodkiego!! Lubię także świeże figi, ale w Polsce łatwiej jest o te suszone :). Gdy zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to co jem, odkryłam, że suszone figi są nieocenionym źródłem wapnia (co jest dla mnie bardzo ważne, ponieważ karmię Majkę piersią, a że ma skazę białkową, unikam nabiału, a niedobory wapnia uzupełniam choćby suszonymi figami :)). Owoce te pozytywnie wpływają na pracę układu sercowo naczyniowego, pokarmowego, nerwowego i hormonalnego. Zawierają też dużo potasu, który wpływa na obniżenie ciśnienia.

 Dried figs are my fave snack when I want something sweet!! I also like fresh figs but the dried ones are more accessible :) When I began to change my eating habits I found out figs are a great source of calcium (which is very important for me as while I'm still breast-feeding Maja I need to keep out of dairy - she's allergic to it, so I try to make up for the deficit of calcium in my diet by eating figs :)). The fruit is great for the cardiovascular system, digestive system, nervous and endocrine systems. They contain lots of potassium which lowers blood pressure.

Odkąd jem zdrowiej, widzę, że mam więcej energii, generalnie dobrze się czuję! Polecam i pozdrawiam :*

Since I've changed the way I snack I have more energy, basically I feel better! You too should try, xo :*

niedziela, 7 sierpnia 2016

Polka dots








Ostatnio miałam kiepski okres, nerwy przeplatane kiepskim samopoczuciem. Nie będę Was zanudzać szczegółami ;) Sprawa, którą się tak martwiłam się wyjaśniła, a zdrowie, no cóż znów musiałam zacząć pracować nad swoim kręgosłupem, bo znów zaczął mi nawalać (Majka ma swoją wagę, a i ja zapominam trzymać poprawną postawę!) Wzięłam się w końcu w garść. Znów mam jakiś plan i staram się patrzeć na świat pozytywnie :))
Oprócz tego, życie toczy się normalnym torem, a czas przecieka mi przez palce. Dni mijają zdecydowanie za szybko! Budzimy się rano i zaraz jest wieczór!! Wieczór, który jest moją chwilą wytchnienia mija tak samo w ekspresowym tempie jak dni. I tak w kółko ;) 
Dziś chciałam się z Wami podzielić kilkoma cytatami z naszego życia:

Zasłyszane od męża: (na moją propozycję by zabrał gdzieś nasze maluchy) 
- "Nie dam rady.
- Ale ja daję.
- No tak, ale ty jesteś matką, ty to ogarniasz!"

Zasłyszane od przyjaciółki:
- "Co robisz?
- Nic. Udaję, że nie widzę, że dzieci biegają w samych majtkach i polewają się wodą."

Zasłyszane od syna:
- "Daj, też spróbuję strzelić.
- Nie mamo, daj bo kobiety nie wiedzą jak to robić!"

No tak to mniej więcej u nas wygląda :)
Sukienka z ZARY z wyprzedaży, jeden z moich lepszych zakupów :) Uwielbiam ją (generalnie ostatnio sukienki to mój ulubiony strój!) Pozdrawiam :)


So lately it wasn't my time, stress and health problems were killing me. I'm not gonna go into detail. But now the thing I was so worried about turned out to be OK and my health problems, well I had to go back to my spine exercise as it started to buffet me again (Maja is rather heavy and me I forget to keep straight!). So I got a grip and again have some plan in mind and try to think positive :)
Other than that, we live our normal life and time flies. Days go by defiinitely too fast! We wake up in the morning and there's the evening in the blink of an eye! The evening, which is my moment of relief, is definitely too short and then everything starts all over ;)
Today I wanted to share some quotes from our family life:

Heard from my hubby: (when I suggested him taking the kiddos outside)
- 'I won't make it.
- I do!
- But you're a mom, you crack it!'

Heard from my friend:
- 'What you're doing?
- Nothing, pretending I don't see my kids running in their underpants and hosing each other.'

Heard from my son:
-"Give me, I'll try to shoot with it.
- No mom, women don't know how to do it.'

Yeah, that's pretty much it :)
The dress is from ZARA sale, one of my best purchases lately :) I love it (dresses are generally the items I'm loving right now!) XO

środa, 3 sierpnia 2016

What we're working on


Uwielbiam chodzić boso, nie tylko latem...:) Ostatnio przypomniałam sobie jak w latach 90-tych nosiłam bransoletkę wokół kostki i pomyślałam, czemu by do tego nie wrócić. Trendy wracają :) Ha!
Pod moimi stopami coś nad czym pracujemy (a raczej Marek pracuje!) w naszym domu. Wkrótce się z Wami tym podzielę! Miłego dnia kochani :))

I love being barefoot not only in summer...:) Lately I remembered how I'd worn an ankle bracelet in the 1990s and thought I might go back to that. Trends make a big come back :) Ha!
Here I'm standing on something we're currently working on (or should I say Marek is working on!) in our house. I'll share it with you soon! Have a lovely day :))