wtorek, 26 lipca 2016

There's no place like home

Kilka dni temu stwierdziłam, że spędzę cały dzień z dziećmi u rodziców. Chciałam, żeby było spokojnie, bez pośpiechu, na zewnątrz pod ogromną wierzbą w ogrodzie. W domu zawsze jest coś do zrobienia, zawsze coś rozprasza. No więc zapakowałam pół naszego domu (koc piknikowy, zabawki, wózek, aparat, stroje kąpielowe, książkę, itd.) i pojechaliśmy. Pogoda dopisywała, a mój dom rodzinny jak zwykle mnie nie zawiódł, jest miejscem, w którym naprawdę potrafię się wyciszyć i poddać powolnemu rytmowi dnia.

A couple of days ago I decided to spend the whole day at my parents'. I wanted it to be calm, no rush, outside under a huge willow in the garden. At home there's always something to be done, there's too much distraction. So I packed hlf our home into the car (picnic blanket, toys, stroller, camera, swimsuits, a book, etc.) and off we went. The weather was great, and my family home was as good as always, was a place where I can calm down and give in to the slow rythm of the day.

Poniżej nasze wspólne selfie - moje dwa Skarby i ja :) Totalny luz - no make up!

Here's our selfie - my two Gems and me :) Total chill - no make up!

 

Leżąc na kocu miałam widok na piękne drzewo i  promienie słońca... 

From the blanket perspective I could see this beautiful tree and the sunbeams....


Majka na kocu i ulubiona przez nią książeczka, którą "czyta" gryząc ;) Ząbkowanie potrafi nam naprawdę uprzykrzyć życie! Drzewo stanowiło przyjemne schronienie, trochę słońca, trochę cienia. 

Maja on the blanket and her fave book which she chews instead ;) Teething is a real pain in the ass right now! The tree made a nice shelter for us, a bit of sun and a bit of shadow.


Wojtuś u dziadków nie potrzebuje wielu zabawek, a w sumie nie potrzebuje ich wcale (choć w moim dawnym pokoju teraz mieści się bawialnia dla dzieci pełna zabawek!). Najlepszą zabawą okazało się przelewanie wody i kombinowanie różnych konfiguracji z pojemników ;) Do innych ulubionych zabaw należy zbieranie kamyczków i kuleczek z roślin i strzelanie nimi z różnych wynalazków ;)  

Wojtek at his grandparents doesn't need to many toys, basically he doesn't need them at all (even though in my former bedroom there's a playroom for the kids full of toys right now!). Here the best fun was to play with pouring water into different containers ;) Another Wojtek's fave activity is collecting pebbles and little balls from plants and shooting them ;)



Nasz towarzysz - najbardziej przyjazny pies świata. Towarzyszył nam cały dzień.  

Our companion - the most friendly and socialble dog in the world. He spent the whole day with us.


Selfie z córunią :) Majka ma niebieskie oczy jak ja, chociaż coś, lol.

A selfie with my baby girl :) She's got blue eyes like me, at least something, lol.

 
W ogrodzie rodziców jest wiele pięknych roślin. Tutaj milin, a w tle i poniżej Kosmos podwójnie pierzasty (choć u mnie w domu mówi się o nich "panny w tańcu", ta nazwa o wiele bardziej mi się podoba :)

In my parents' garden there are many beautiful plants and flowers. Here trumpet vine and in the background and below Cosmos, though my mom calls them "dancing girls" and I like that more :)


Wojtuś w swoim żywiole, a Majka w swoim - obserwuje ukochanego brata i robi samolot ;) To  niesamowite jak ona obserwuje Wojtka, jak na niego reaguje. Już nie mogę się doczekać aż Maja zacznie mówić i zacznie się między nimi interakcja :) 

Wojtuś and Maja working hard ;) Maja looking at her beloved brother and making "a plane pose' ;) It's amazing how she observes Wojtek and how she reacts to him. Can't wait for them to interact more when Maja starts to speak :)


Podjęłam próbę z książką (przerywaną i nieudaną, więc po chwili odpuściłam, hehe ;) 
Oczywiście kawa w filiżance z porcelany z Ćmielowa, prawdziwy vintage :) 

I made an attempt with a book (which was distrupted and bugled so I gave in, haha ;)
And here coffee in a porcelain cup from Ćmielów, real vintage :) (typical Polish product)


Majka jedząca jabłko. Do karmienia przydał nam się fotelik samochodowy :) 

Maja eating apple. We took the carseat to feed her :)



Oczywiście nie obyło się bez małych grzeszków, jak lody i popcorn :) I oczywiście Ziko, który wykazywał wzmożone zainteresowanie gdy tylko pojawiało się jakieś jedzenie na horyzoncie ;)  

Of course we had some peccadillos, like ice-cream and popcorn :) And Ziko who got excited every time we had food there ;)



Były jeszcze kąpiele w basenie, pyszne jedzenie (nie ma jak mamina kuchnia!), pogaduchy przy kawie i pysznych babeczkach. Generalnie bardzo fajny dzień. Nie odpoczęłam ani chwili, jednak wieczorem miałam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Byłam w stu procentach dla dzieci. No i było jak zwykle u rodziców. Czasami siadam tam, czy w domu, czy to w ogrodzie, zamykam oczy, biorę głęboki oddech i wiem, że mam miejsce, do którego mogę wracać, kiedy tylko chcę. Nie muszę dzwonić, umawiać się, pytać. Po prostu jadę i czuję się nadal jak u siebie. Mam nadzieję, że moje dzieci będą tak przyjeżdżać do swojego domu rodzinnego jak ja i ładować akumulatory i cieszyć się każdą chwilą spędzoną w powolnym rytmie i z tymi, których kochają....

Besides, there was swimming in the pool, delicious food (there's nothing better than momma's food!), chatting by coffee and yummy muffins. It was such a fun day. I didn't rest but in the evening I felt really good like I did something good. I was there 100 percent for the kids. And it was just as usual at my parents'. I sometimes just sit there, close my eyes, take a deep breath and realize this is a place where I can go to whenever I want to. I don't have to call, arrange anything, ask for permission. I just go and it still feels like home. I hope my kids will come to their family home like I do to recharge batteries and appreciate moments spent at a slow pace with the beloved ones...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz