piątek, 29 lipca 2016

wtorek, 26 lipca 2016

There's no place like home

Kilka dni temu stwierdziłam, że spędzę cały dzień z dziećmi u rodziców. Chciałam, żeby było spokojnie, bez pośpiechu, na zewnątrz pod ogromną wierzbą w ogrodzie. W domu zawsze jest coś do zrobienia, zawsze coś rozprasza. No więc zapakowałam pół naszego domu (koc piknikowy, zabawki, wózek, aparat, stroje kąpielowe, książkę, itd.) i pojechaliśmy. Pogoda dopisywała, a mój dom rodzinny jak zwykle mnie nie zawiódł, jest miejscem, w którym naprawdę potrafię się wyciszyć i poddać powolnemu rytmowi dnia.

A couple of days ago I decided to spend the whole day at my parents'. I wanted it to be calm, no rush, outside under a huge willow in the garden. At home there's always something to be done, there's too much distraction. So I packed hlf our home into the car (picnic blanket, toys, stroller, camera, swimsuits, a book, etc.) and off we went. The weather was great, and my family home was as good as always, was a place where I can calm down and give in to the slow rythm of the day.

Poniżej nasze wspólne selfie - moje dwa Skarby i ja :) Totalny luz - no make up!

Here's our selfie - my two Gems and me :) Total chill - no make up!

 

Leżąc na kocu miałam widok na piękne drzewo i  promienie słońca... 

From the blanket perspective I could see this beautiful tree and the sunbeams....


Majka na kocu i ulubiona przez nią książeczka, którą "czyta" gryząc ;) Ząbkowanie potrafi nam naprawdę uprzykrzyć życie! Drzewo stanowiło przyjemne schronienie, trochę słońca, trochę cienia. 

Maja on the blanket and her fave book which she chews instead ;) Teething is a real pain in the ass right now! The tree made a nice shelter for us, a bit of sun and a bit of shadow.


Wojtuś u dziadków nie potrzebuje wielu zabawek, a w sumie nie potrzebuje ich wcale (choć w moim dawnym pokoju teraz mieści się bawialnia dla dzieci pełna zabawek!). Najlepszą zabawą okazało się przelewanie wody i kombinowanie różnych konfiguracji z pojemników ;) Do innych ulubionych zabaw należy zbieranie kamyczków i kuleczek z roślin i strzelanie nimi z różnych wynalazków ;)  

Wojtek at his grandparents doesn't need to many toys, basically he doesn't need them at all (even though in my former bedroom there's a playroom for the kids full of toys right now!). Here the best fun was to play with pouring water into different containers ;) Another Wojtek's fave activity is collecting pebbles and little balls from plants and shooting them ;)



Nasz towarzysz - najbardziej przyjazny pies świata. Towarzyszył nam cały dzień.  

Our companion - the most friendly and socialble dog in the world. He spent the whole day with us.


Selfie z córunią :) Majka ma niebieskie oczy jak ja, chociaż coś, lol.

A selfie with my baby girl :) She's got blue eyes like me, at least something, lol.

 
W ogrodzie rodziców jest wiele pięknych roślin. Tutaj milin, a w tle i poniżej Kosmos podwójnie pierzasty (choć u mnie w domu mówi się o nich "panny w tańcu", ta nazwa o wiele bardziej mi się podoba :)

In my parents' garden there are many beautiful plants and flowers. Here trumpet vine and in the background and below Cosmos, though my mom calls them "dancing girls" and I like that more :)


Wojtuś w swoim żywiole, a Majka w swoim - obserwuje ukochanego brata i robi samolot ;) To  niesamowite jak ona obserwuje Wojtka, jak na niego reaguje. Już nie mogę się doczekać aż Maja zacznie mówić i zacznie się między nimi interakcja :) 

Wojtuś and Maja working hard ;) Maja looking at her beloved brother and making "a plane pose' ;) It's amazing how she observes Wojtek and how she reacts to him. Can't wait for them to interact more when Maja starts to speak :)


Podjęłam próbę z książką (przerywaną i nieudaną, więc po chwili odpuściłam, hehe ;) 
Oczywiście kawa w filiżance z porcelany z Ćmielowa, prawdziwy vintage :) 

I made an attempt with a book (which was distrupted and bugled so I gave in, haha ;)
And here coffee in a porcelain cup from Ćmielów, real vintage :) (typical Polish product)


Majka jedząca jabłko. Do karmienia przydał nam się fotelik samochodowy :) 

Maja eating apple. We took the carseat to feed her :)



Oczywiście nie obyło się bez małych grzeszków, jak lody i popcorn :) I oczywiście Ziko, który wykazywał wzmożone zainteresowanie gdy tylko pojawiało się jakieś jedzenie na horyzoncie ;)  

Of course we had some peccadillos, like ice-cream and popcorn :) And Ziko who got excited every time we had food there ;)



Były jeszcze kąpiele w basenie, pyszne jedzenie (nie ma jak mamina kuchnia!), pogaduchy przy kawie i pysznych babeczkach. Generalnie bardzo fajny dzień. Nie odpoczęłam ani chwili, jednak wieczorem miałam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Byłam w stu procentach dla dzieci. No i było jak zwykle u rodziców. Czasami siadam tam, czy w domu, czy to w ogrodzie, zamykam oczy, biorę głęboki oddech i wiem, że mam miejsce, do którego mogę wracać, kiedy tylko chcę. Nie muszę dzwonić, umawiać się, pytać. Po prostu jadę i czuję się nadal jak u siebie. Mam nadzieję, że moje dzieci będą tak przyjeżdżać do swojego domu rodzinnego jak ja i ładować akumulatory i cieszyć się każdą chwilą spędzoną w powolnym rytmie i z tymi, których kochają....

Besides, there was swimming in the pool, delicious food (there's nothing better than momma's food!), chatting by coffee and yummy muffins. It was such a fun day. I didn't rest but in the evening I felt really good like I did something good. I was there 100 percent for the kids. And it was just as usual at my parents'. I sometimes just sit there, close my eyes, take a deep breath and realize this is a place where I can go to whenever I want to. I don't have to call, arrange anything, ask for permission. I just go and it still feels like home. I hope my kids will come to their family home like I do to recharge batteries and appreciate moments spent at a slow pace with the beloved ones...

piątek, 22 lipca 2016

Not sure about ;)




 


Myślę, że każda z nas ma w swojej szafie ciuch, co do którego mamy jakieś wątpliwości. Wiemy, że jest ciekawy, ma coś w sobie... ale i też ma ...no właśnie.... O co chodzi....? Są to najczęściej ubrania, które kupimy pod wpływem impulsu, a potem wiszą w szafie i za każdym razem, gdy chcemy je założyć, wolimy wybrać coś innego, bo te: po pierwsze - za bardzo rzucają się w oczy (boimy się za bardzo wyróżniać na tle innych), po drugie - wyglądamy w nich OK, ale troszkę dodają nam kilogramów (sic!), po trzecie - są ciekawe, ale czy na pewno na tą okazję...itd. Można by jeszcze znaleźć kilka argumentów, które przychodzą nam do głowy, gdy mamy założyć daną rzecz. Tak też mam z tym kombinezonem (mam jeszcze kilka takich ubrań w swojej szafie!). Mam go od ponad roku i chyba miałam go na sobie ostatni raz. Podobno rzeczy, której nie założymy krótko po zakupie, tak naprawdę nie założymy nigdy! No więc, stwierdziłam, że choć raz muszę go założyć. No to założyłam, lol! Babska natura to natura zdobywcy ;)
Od dłuższego czasu myślę, czy nie skrócić mu nogawek, czy może zwęzić... Generalnie, nie jest to moja ulubiona rzecz. W ogóle kombinezony podobają mi się, ale u innych. Ja chyba nie jestem kombinezową dziewczyną ;) hehe. Macie takie ubrania, które zalegają w waszej szafie i nie wiecie w sumie po co?

P.S. Jeśli ktoś go chce odkupić to chętnie sprzedam, lol :)

I guess all of us have clothes which let's say have some kind of feature. We know there's something about them, but also have....right....mmmm... What's the deal? These are usually clothes we buy on some kind of impulse and later on they dangle in our closets and every time we're about to put them on, we tend to choose something else: first - they're too flamboyant (we don't want to stand out too much), second - we look OK but they may add some weight here and there (sic!), and third - they're great but maybe not for that occasion...etc. We might go on like this when dressing up. And that's the case with this jumpsuit (one of several things in my closet which are, let's say, 'problematic'). I've had it for over a year and that was the first and last time I actually wore it. They say that if you don't wear the clothes shorty after the purchase, you will never wear them. So I decided to put it on at least this one time. So there I go, lol. 
A woman is a conqueror ;)
For a long time I've been wondering whether I should cut the legs down or maybe take them in... Basically, it's not my fave thing. Generally, I'm not a jumsuit girl ;) hahaa. Do you own clothes which hang in your closet and you're not quite sure why...?  

P.S. If someone's interested I'm willing to sell it, lol :)



wtorek, 19 lipca 2016

Reminiscing past holidays :)

Ponieważ nasz wakacyjny wyjazd jeszcze przed nami, zebrało mi się na wspominki :) Fajnie było wrócić do starych zdjęć i przypomnieć sobie jak bardzo uwielbiam wakacyjne wyjazdy i uzmysłowić sobie, że wiele jeszcze takowych przed nami (mam nadzieję!). Każdy wyjazd, a w szczególności letni, potrafi mnie naładować energią na bardzo długi czas, tak jakby dosłownie słońce ładowało mi baterie ;) 
Jeśli chodzi o zdjęcia, to bardzo lubię je przeglądać (i je wywoływać!), szczególnie polecam tę czynność zimą, gdy za oknem plucha, wtedy fajnie jest wrócić myślami w te miłe ciepłe miejsca, które kojarzą się nam z beztroską i spokojem. Dziś chciałam się z Wami podzielić obrazami, które mam przed oczami, gdy myślę "Wakacje". Może uda Wam się rozpoznać miejsca ze zdjęć :)) Miłej zabawy!

Since our summer vacation is still ahead of us, I got to reminiscing :) It was a great idea to go back to some old photos of ours and remember how much I love summer trips and realize there'll be plenty of them in the future (I hope!). Every trip, especially a summer one, gives me lots of energy, seriosusly like sun-charged batteries ;)
When it comes to photos, I really love looking at them (and actually developing them!) especially in winter when it's damp it's good to go back to those nice and warm places. Today I wanted to share some photos with you which come to my mind when I think "vacation". Maybe you'll be able to figure out the places in the pics :)) Enjoy!





















Mmmmmmm.... rozmarzyłam się.... Gdy je oglądam, od razu robi mi się jakoś cieplej ;)
Ciekawe jak będzie w tym roku...:)

Awwww... I got carried away...But when I look at them I feel so good :)
I wonder how it's gonna be this year...:)

wtorek, 12 lipca 2016

Young mom's dilemmas


Kiedy dowiadujesz się, że zostaniesz mamą, oprócz ogromnej radości oraz lekkiego strachu, idealistycznie zakładasz, że oprócz tego, że na świecie pojawi się nowy człowiek, Twoje życie za wiele się nie zmieni. Wyobrażasz sobie, że wszystko zostanie po staremu, a Ty po krótkim połogu wrócisz do swoich starych nawyków i przyzwyczajeń. Po długiej ciąży marzysz o tym, że jak dawniej będziesz mogła np. wsiąść do samochodu i popędzić na zakupy połączone z kawą i pogaduchami z przyjaciółką, wolna jak ptak i lżejsza o jakieś 15 kilo! Pamiętaj jednak, gdy zostajesz mamą nic już nie jest takie samo :)
Ale po kolei...
Gdy masz jedno dziecko jesteś w stanie to ogarnąć. Powiedzmy... Z dwójką to już wyższa szkoła jazdy. Szczególnie gdy jedno z nich karmisz piersią! Życie staje się jednym wielkim chaosem. I nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam ten chaos (przez większość czasu!), kocham moje dzieci nad życie, ale czasami (jak mam nadzieję każda z Was!!) mam ochotę to wszystko rzucić i zwiewać gdzieś gdzie nikt nie będzie nic do mnie mówił, ani nic ode mnie chciał!
Pamiętacie to: porządek w domu? Zapomnijcie więc! To przyzwyczajenie musi na pewien czas odejść w zapomnienie. Bardzo lubiłam mieć porządek w domu, uwierzcie mi! Gdy uda mi się ogarnąć dom, jestem z siebie taka dumna (od razu lepiej funkcjonuję - serio, mam taką cechę, że w bałaganie źle mi się myśli, hehe!).
Pamiętacie to: spokojne zakupy? Teraz wygląda to mniej więcej tak: OK, mówisz sobie, dasz radę, wyluzuj. No to jedziesz, wózek, torba, pieluszki, zabawka, ubranka (gdyby zrobiło się chłodniej, czy coś), Twoja torebka, płaskie buty - lol! i w drogę. Zanim wejdziesz do sklepu musisz sobie to wszystko zmontować. OK, lekko spocona wchodzisz, uff! No i się zaczyna, chłodno jest - klimatyzacja działa, hmm nie jest jej za zimno? - myślisz. OK, ubierasz sweterek. Wjeżdżasz do sklepów, wąsko, przepychasz się, próbujesz oglądać, przymierzać....yyyy... Masz szczęście jak trafisz na dużą przymierzalnię, jeśli nie - przebierasz się na wpół odsłonięta! Następnie karmienie. Fajnie jeśli trafisz na pokój do tego przeznaczony (medal, dla tego kto to wymyślił!!), jeśli takiego nie ma, musisz sobie radzić i karmić w miejscu publicznym (ja doszłam do perfekcji - przepraszam wszystkich zniesmaczonych,lol). Cały czas myślisz, czy nie robisz dziecku tym krzywdy zabierając je w takie miejsca, czy nie złapie czegoś, czy jest zadowolone (nie daj Boże, gdy będzie płakać!). Jesteś spocona, zmęczona i trochę zła, że w ogóle pojechałaś, ale zaraz potem myślisz, że przecież też coś Ci się od życia należy. Bierzesz cały ten swój dobytek i idziesz na kawę. Pijesz kawę i ziuziasz wózek, zajmujesz dziecko, by nie przestało mu się podobać. No i oczywiście zerkasz na zegarek, bo to pierwsze pewnie już czeka na mamę... Fajnie jak uda Ci się coś kupić, wiesz, że nie pojechałaś na marne. Gorzej jeśli wracasz z niczym, hehe, wtedy towarzyszy Ci poczucie porażki ;)
A pamiętasz to: długi, nieprzerwany sen? Hmmm, nie spałam całej nocy od pół roku, hehe.
A i jeszcze to: impreza podczas której nie mówicie sobie "teraz Twoja kolej" :) HAHAHAHA
(Ogromny szacunek dla mam, które jeszcze pracują!) 
Tak to mniej więcej wygląda! Generalnie, będąc mamą albo rezygnujesz z własnych przyjemności na jakiś czas (chowasz je do szuflady NA PÓŹNIEJ), albo próbujesz jakoś te wszystkie rzeczy godzić i uszczknąć coś dla siebie. Myślę, że to drugie podejście jest zdrowsze, bez tego nie wiedziałabym, że żyję :)
Pocieszające jest to, że dzieci rosną, a my tym samym odzyskujemy naszą "wolność". Choć pewnie przyjdzie czas, gdy zatęsknię za tym całym chaosem, w którym teraz żyję :))
Kocham moje dzieci i nie narzekam. Nigdy w życiu nie chciałabym niczego zmieniać, naprawdę wiem, że jestem ogromną szczęściara mając moją małą kochaną rodzinę. Czasem tylko dopada mnie taki słabszy moment jak ten...;)
<3

P.S. Tekst nie miał na celu nikogo zniechęcać do macierzyństwa! Nadal jestem jego największą fanką <3




When you realize you’re about to become a mom, apart from being extremely happy and a bit anxious, you assume, apart from the fact a new human being is going to be born, that your life is not going to change that much. You imagine everything’s gonna stay the same, and you after a short childbirth period you’re gonna get back to your old habits. After a long pregnancy you dream about for instance getting into your car and going shopping and chatting with your gal pal as you used to, free as a bird and 15-kilo lighter! Remember, when you become a mom nothing’s the same :)
But first things first…
When you have one child let’s say it’s possible… With two, it’s a bit more complicated. Especially if one of them is breast-fed! Life becomes one big chaos. And don’t get me wrong, I love this chaos (for most of the time!), I love my kids more than anything in the world, but sometimes (as I hope all of you!!) I have this self-preservance thing and want to run away somewhere where nobody says a thing and just leaves me alone!
Remember this: clean house? Well, forget it! This dream has to be abandoned for some time. I really loved to have a clean house, believe me! When I manage to clean up my house I’m so proud of myself (I feel better right away, seriously, I have this thing that I don’t think clearly in a mess, hahah!)
Remember this: leisurely shopping? Now it looks like this: OK, you say, you’re gonna make it, chill. So you decide to go: pram, bag, diapers, toys, clothes (if it gets cooler or something), your bag, flats and off you go. Before you enter the shop you need to put all your stuff together. OK, sweaty a bit, you can go in! And then it all starts, air conditioning, isn’t it too cold, you think, so you put on a sweater on your baby. You enter a shop and try to go through those narrow isles trying to look on the clothes and try something on… Ha! You’re lucky if you get a bigger changing room, if not you try on the clothes half exposed! Next, feeding. It’s good if you find a room for mothers with babies (medal for someone who invented it!), if there’s no such place you need to breast-feed in public (I’m a real master in it – sorry to those disgusted ones, lol). You constantly worry whether you’re not doing any harm to your baby taking it to such places, whether it won’t catch anything, whether it’s happy (not to mention a crying baby!). You’re sweaty, tired and a bit angry that you came there, but then again you realize you deserve something from life. You take all your stuff and go for a coffee. You’re having your coffee and rocking the pram and playing with your baby to prevent it from crying. And of course you check the time because your second child is probably waiting for their momma… It’s good when you manage to buy something, worse if you get nothing, hahah, then you know this whole trip was a failure ;)
Remember this: long uninterrupted sleep? Hmm, I haven’t slept one whole night for about half a year, hahah.
And remember this: a get together with you friends when you don’t say “it’s your turn” J HAHAHA
(Respect to all working moms! - btw)
That’s how it more or less works! Generally, when you’re a mom you either put all your craving into one drawer called (LATER) or you try to work everything out so that you get something for yourself. I believe the latter option is better, you know you’re living right? J
It’s comforting to think that kids grow up and we’re about to get our “freedom” back. Though I can imagine I’ll be missing the chaos I live in now J
I love my kids and don’t complain. I wouldn’t change a thing, I know how blessed I am to have this small family of mine. It’s just that sometimes I have such a lame moment like this …;)
<3
P.S. I didn’t want to deter anyone from becoming a parent. I’m still a huge fan of becoming one <3

 

 

niedziela, 10 lipca 2016

#SummerFavorites

Dziś moje ulubione trendy tego lata :)

Today my favorite trends this summer :)  

#
Koronki (na sukienkach, bluzkach, spódnicach!)

Lace (all over on dresses, tops and skirts!)


#
Opuszczane ramiona (w bluzkach i sukienkach!)

Off shoulder trend (on tops and dresses!)


#
Falbanki (szczególnie w sukienkach retro!)

Frills (especially on retro dresses!)


#
Styl hippie (szydełkowe wstawki, luźne fasony, wiązania, pomponiki, itd.)

Hippie style (crochet elements, loose style, lace ups, tassels, pompoms, etc.)


#
Nagie plecy (w sukienkach i bluzkach!)

Bare back (in dresses and tops!)


#
Delikatne topy na cienkich ramiączkach

Delicate tops on thin straps


#
Złota biżuteria

Gold jewelry


#
Dżinsowe sukienki

Denim dresses


Source: pinterest.com

Jak Wam mija lato? U mnie wzloty i upadki, hehe. Wyprzedaże za mną, cieszę się, że okazały się dla mnie dość owocne, choć moralniak nie opuszczał mnie jeszcze tydzień po ;)) Większość odbyła się online, ostatnio nie umiem się odnaleźć w sklepie w realu (chyba dziczeję ;)
Pozdrawiam i życzę bardziej słonecznej i letniej pogody niż teraz! 

How's your summer going? I'm having some ups and downs, hahah. Sales are over for me, I'm glad they happened to be quite successful this year though I had some remorse for a week after ;)) 
Most of the sales I went for were online, lately I prefer it that way - I get lost in the stores - (I think I'm getting stir-crazy ;)
XOXO and wish a better and more summerlike weather to y'all!