piątek, 6 maja 2016

Check!

Wczoraj w końcu zebrałam się w sobie i zrobiłam coś, co miałam zrobić już bardzo dawno temu. Chodzi o przesadzenie roślin, które mam w domu. Dobrze, że wcześniej nie padły ;)

Yesterday I did something I've been trying to do for a very long time. Transplanting plants which grow in my house. It's good they survived ;)

Stanowisko do pracy rozstawiłam sobie na tarasie. Zanim wszystko uszykowałam, minęła chwila, ale dałam radę. Majka kwiliła sobie w wózeczku obok, a chłopaki "bawiły się" w garażu. Jestem taka szczęśliwa, że pogoda dopisuje i że możemy spędzać czas na dworze. Majka nie znosi czapki, więc bardzo się cieszę, że czasami, gdy jest w wózku, może być bez niej :)

I made my working station on our terrace. It took me quite a moment to prepare everything. Maja was calm in her pram (wow!) and my boys were "playing" in the garage. I'm so happy the weather's so great lately and we can spend time outside. Maja hates her hat so I love that she can stay without it when she's in the pram :)


Moje rośliny miały już naprawdę kiepskie warunki (szczerze mówiąc mocno je zaniedbałam). Potrzebowały świeżej ziemi oraz jedna z nich nowej donicy. Poza tym trzeba było usunąć suche liście.

My plants were in a really poor condition (I've neglected them for way too long!). They needed new soil and one of them a new pot. Also some dry leaves had to be removed.




Oczywiście zapomniałam o rękawiczkach... Ale co tam, dużych strat nie było :) 

Obviously I forgot about gloves.... But whatever nothing bad happened :)



Było naprawdę przyjemnie. Było ciepło, miałam spokój (nikt do mnie nie mówił, wiem jak to brzmi, ale jak ma się 3-latka w domu, niepotrzebne jest radio, jeśli wiecie co mam na myśli ;). Zrobiłam sobie kawkę, robiłam też oczywiście zdjęcia (tylko kilka zrobił Marek, który na chwilę pojawił się na horyzoncie), oprócz Mai towarzyszył nam nasz kot vel Kitek, który na dworze zachowuje się jak szpieg z krainy deszczowców :) przemyka i czai się za krzakami ;) 

It was lovely. It was warm, peaceful (nobody was talking to me, I know how it sounds, but when you have a 3-year-old around, you don't need a radio, if ya'll know what I mean ;). I had a coffee, I took some pics (Marek took some too when he showed up for a moment), there was also our cat aka Kitek who behaves like a spy outside :) skulks and moves like a crab ;)


A tak rośliny wyglądają w swoich miejscach docelowych. Teraz na pewno im lepiej, a i ja czuję się lepiej, bo jedna rzecz z listy do zrobienia może zostać odhaczona. Niestety lista jest nadal długa (aha, ostatnio też odgruzowałam swój gabinet, więc to już dwie rzeczy ;) Czuję dużą satysfakcję jak coś takiego uda mi się zrobić. A Wam jak idzie odświeżanie domu na nowy sezon? 

And that's how the plants look like in their right places. I'm sure they're better now and I feel better too since one of the things from my 'to-do-list' is checked. Unfortunately the list is still too long (wait, I managed to declutter my home office, so it's two things ;) I feel so glad when I do something like that. And how is your decluttering for the new season?




2 komentarze:

  1. Jeszcze dracena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona już chyba musi zostać spisana na straty, hehe

      Usuń