poniedziałek, 30 maja 2016

Cherish the joy:)


Kolejny długi weekend za nami, było wspaniale. Pogoda dopisała, a nam udało się spędzić trochę czasu całą naszą czwórką (mogliśmy się skupić tylko na sobie :) W piątek wybraliśmy się nad jezioro Malta w Poznaniu. Polecam, można tam spędzić cały dzień. Zobaczcie naszą relację. Tak często zapomina się o tym jak przyjemne jest coś tak prostego jak zabawa na placu zabaw, czy widok dziecka uśmiechniętego od ucha do ucha. Na myśl przychodzi mi tu piosenka Madonny Cherish (wiem, że dotyczy raczej miłości między kobietą i mężczyzną, ale myślę, że pasuje też do miłości do rodziny, ludzi nam bliskich). 

Another long weekend is over and it was great. The weather was beautiful and us four managed to spend some time together (we could focus on us only :). On Friday we went to the Malta Lake in Poznań. It's a great place where you can spend the whole day and not get bored. Check out our snaps! We tend to forget how great it is to see your child smile and play. Here Madonna's song comes to my mind Cherish (I know it's about love between man and woman, but I guess it also suits family love :).


Ja też jechałam z Wojtkiem, ale zdjęcie nie nadaje się do publikacji, lol. Świetna zabawa!!! 
Poniżej wracamy z toru :)

I also had a ride with Wojtek but the photo wasn't good enough to be published (to say the least!,lol). Great fun!!! And here we're getting back from the track :)



Czas chłopaków :)

Daddy-son time :)


Nasza Królewna większość wypadu spała spokojnie w wózku :) 

Our little princess slept in her pram for most of the time :)



Rowerek biegowy, na który cały czas próbujemy namówić Wojtka... Czasami się uda, czasami nie ;) 

Balance bike which we're trying to convince Wojtek to... Sometimes we do, sometimes not ;)




Cudowne place zabaw!!! 

Great playgrounds!!!


Bawimy się sukienką...;) 

Playing with the dress...;)



Mój synuś :) 

Momma's boy :)


Malta to świetne miejsce na wypad rodzinny! Chwile niezapomniane, a zdjęcia to zawsze miła pamiątka :)

Malta lake is a fantastic place for a family trip! Preciuos moments and the pics are to remind us about them :)

piątek, 27 maja 2016

Mother's Day treat

Od ponad trzech lat jestem mamą, od czterech miesięcy jestem mamą dwójki małych skarbów. To cudowne uczucie, wspaniała przygoda i prawdziwe powołanie. Uwielbiam być ich mamą. To naprawdę fajne uczucie gdy Twoje dziecko tuli się do Ciebie, patrzy ufnie w Twoje oczy, śmieje się i gdy chce wspólnie spędzać czas. Wszystko to wymaga od nas rodziców siły i psychicznej i fizycznej. No właśnie jeśli chodzi o tą ostatnią... W tym roku najbardziej praktycznym prezentem, jaki dostałam od moich dzieci i męża (oprócz kwiatów itd.) była możliwość drzemki w ciągu dnia! Ha! Wiem, brzmi beznadziejnie, ale od ponad 4 miesięcy nie przespałam jeszcze całej nocy... W ciągu zwykłego dnia tez nie mam kiedy spać, bo przecież jest tyle rzeczy do zrobienia w domu, że szkoda na to czasu. No więc, możliwość zrobienia sobie drzemki w ciągu dnia to dla mnie naprawdę niezły rarytas :) Było super (pomijając fakt, że nasze małe radyjko Wojtek nie ustawał w nadawaniu ;). Dzięki Kochani, jesteście moimi bohaterami!

I've been a mom for over 3 years, and for 4 months a mom of two little gems. It's a great feeling, cannot be topped, awesome adventure and a real calling. I love being a mom. You cannot compare it to any other feeling when your child cuddles you, looks trustfully in your eyes, laughs and wants to spend time with you. All that requires lots of strenght, mental and physical. Right, the psychical... This year the best present I've gotten from my babies and hubby (other than flowers, etc.) was the moment when I could take a nap in the middle of the day! Ha! I know it sounds lame but I haven't slept the whole night for over 4 months... I don't have the time to sleep in the middle of a regular day since there are so many things to be done at home that it would be a waste of time. So, a nap during the day was a huge treat for me :) It was great (despite the fact that our small radio called Wojtek did not stop bringing ;) Thanks Babes, you're my heros!

poniedziałek, 23 maja 2016

I wanna know!!

Znacie to uczucie: wydaje Ci się, że wyglądasz OK, wszystko pod kontrolą, wychodzisz z domu, spotykasz kilka osób (panią w sklepie, koleżankę ze szkoły, pana na stacji benzynowej, kogo tam sobie chcesz), wracasz do domu, spojrzenie w lustro i bum! Jest daleko od OK, bo Twój tusz (nie kupujesz wodoodpornego, bo komu by się chciało go zmywać wacikiem?!) zamiast na oku znajduje się pod nim! 
Dlaczego nikt Ci nie powiedział?! - myślisz sobie.
Niedawno wróciliśmy ze spaceru, po drodze spotkaliśmy znajomych, wracamy do domu, patrzę w lustro (mamy je tuż przy drzwiach wejściowych) i (bam!) czarny ślep! Kurde, czemu mi nikt nie powiedział! Marek!? Hehe, gdzie miałeś oczy?
To samo się tyczy innych rzeczy: pietruszki na zębach, maku między zębami, ucha, które wychyla Ci się z między włosów, podwiniętej spódnicy (po wyjściu z toalety (ekstremalne!), na szczęście nigdy mnie nie spotkało, ha!), pomadki na zębach, wystającego stanika, wszystkiego, co "może" Wam się wydawać niezamierzone (delikatnie mówiąc!). Błagam, nie wahajcie się tego mówić. Nie zachowujcie tego dla siebie (broń Boże nie śmiejcie się z czyjegoś nieszczęścia!), trzeba mówić prawdę, mama mi mówiła, lol!
Pamiętajcie jednak, że bywają sytuacje, w których nie wiadomo, czy to zamierzone, czy nie, wtedy lepiej przemilczeć, bo można zaliczyć niezłą gafę (jak jedna pani w aptece, która chyba dwa tygodnie PO porodzie, kazała mnie przepuścić w kolejce do kasy...musiałam wyglądać cudownie, haha!)

Do you know the feeling when you think you look OK, everything's under control, you leave home, meet bunch of people (lady in the store, one of your former classmates, the guy at a gas station, whoever you want), you come back home, take a look in the mirror and bam! It's far from OK since your mascara (you don't buy waterproof , who'd want to wipe it with a cotton pad?!) instead of staying on your lashes stays under them!
Why has nobody told you?! - you're thinking.
A couple of weeks ago we went for a walk where we met some friends, then came home where I looked in the mirror (we have it right next to the door) and bam! black eye! Damn, why has nobody told me! Marek?! Haha, what were you thinking?
The same goes with: parsley on you teeth, poppy seeds between your teeth, your ears peeking out from your hair, your skirt is tucked up (after you leave the ladies room (extreme one!), luckily this doesn't concern me, ha!), lipstick on your teeth, your bra sticking out, anything you might think was unintended (to say the least!). Please, don't hesitate (and for God's sake don't laugh behind people's back!), you need to tell the truth, mama told me, lol!
But remember there might be some situations when you can't be sure whether it was intended or not as you may goof up (like one lady at the pharmasist 2 weeks after the delivery who asked others to yield to me...haha! - I must have looked awesome, lol)  

P.S. Moją dość długą przerwę w nadawaniu wytłumaczę Wam później.

P.S. My long silence on the blog I'll explain soon.


wtorek, 17 maja 2016

Detoxing myself

 Pewnie zauważyliście, że nie było mnie jakiś czas na blogu i w ogóle w mediach społecznościowych. To ze zmęczenia! Ale zacznijmy od początku. No więc początki były niewinne. Najpierw zwyczajnie, facebook na kompie, a potem to już lawina!!! Szczególnie jeśli chodzi o telefon: facebook, messenger, whatsup, instagram i snapchat...a i jeszcze gmail! Uff, sporo tego nie? I wyobraźcie sobie, że te wszystkie rzeczy wyskakują mi na telefonie, i pikają i mrugają i kuszą, by na nie spojrzeć! A ja popadam jak w amok, ciągle z telefonem pod ręką, a raczej w ręku! 
W piątek nadszedł kres... powiedziałam basta! Odcięłam internet w telefonie i poczułam spokój. Od czasu do czasu myślałam tylko czy coś mnie omija, czy ktoś próbuje się ze mną skontaktować, co tam w naszej grupie na whatsupie... Ale byłam silna. No dobra, złamałam się dwa razy, zajrzałam co w mailu (czekałam na wiadomość) i znów odłączyłam sieć. Poza tym czułam się wolna i szczęśliwa, że telefon milczy i nie mruga do mnie z blatu wyspy.
Na bloga też nie zaglądałam, przyznaję szczerze i było mi z tym dobrze. 
Kiedyś chyba żyło nam się łatwiej bez tym wszystkich rzeczy... Jeśli ktoś chciał się z kimś skontaktować, robił to pomimo braku internetu (tak tak to możliwe!) i tych wszystkich aplikacji zatruwających nam życie. A może one są OK, tylko my nie potrafimy z nich racjonalnie korzystać? Nie wiem, ale ja doszłam do wniosku, że nie mogę dać się zwariować i muszę być tu i teraz dla moich bliskich i samej siebie. To dało mi wewnętrzny spokój...:) Zobaczymy co dalej...

You must have noticed my absense on my blog and in the social media lately. It's because I was tote exhausted! But let's start from the beginning. So the beginning was pretty innocent. First, there was facebook (of course) on my computer and then came this whole bunch of other stuff!!! Especially on my phone: facebook, messenger, whatsup, instagram and snapchat... and gmail too! Wow, quite a lot, huh? And imagine how it all shows up on my cell, beeping and winking and wanting me to take a look! And me all chaotic, with my hand full of my cell, ha!
And this past Friday I was done.. I said OVER! I turned off my internet and it felt sooo good. There were moments when I was wondering if there was anything that I was missing on and whether someone wanted to contact me, and what was new in our whatsup group... But I stayed strong. OK, I cracked two times, I checked my email (I was waiting for a message) and then turned the net off back again. Except for that, I felt free and happy that my phone stayed silent instead of winking to me from my kitchen island (as usual ;).
I didn't check out the blog either and it felt really good.
I guess it used to be much easier without all these things... If somebody wanted to contact you, they did it anyway although they didn't have the net (yes yes, that's possible!) and all those nerve-wracking apps.
Or are they OK and it's us who can't use them wisely. I don't know but I realized I should be present with my whole self here and now with the ones I love. I helped me get an inner peace...:) Lets' see what comes next...

środa, 11 maja 2016

Spring must-haves :)

Nowy sezon już w pełni. W sklepach pojawiło się wiele nowości, wiele z nich to hity jednego sezonu. By uniknąć wpadek czy zakupów "na jeden raz" przygotowałam dla was dziś selekcję tzw. must-haves (czyt. musisz-je-mieć ;), które dzięki klasycznym krojom, szlachetnym materiałom nigdy nie stracą na aktualności.
Przygotowałam je dla Was wraz z Spring (zajrzyj!), nowojorskim sklepem skupiającym ponad 900 marek!
Poniżej moje wiosenne must-haves firmy Everlane (zerknij tutaj) :) 

The new season's on. Shop are full of new arrivals, some one-season hits. That's why I prepared a selection of "every-season" must-haves which thatnks to classic cut and great fabrics never become outdated. This week I've teamed up with Spring (check it out!), an NY based shop where you can find clothes and accessories from more than 900 brands!
Below my spring must-haves from Everlane (look here) :)

Granatowe spodnie do kostek / Navy crop trouser


Jedwabny top / Silk camisole


Granatowa sukienka z jedwabiu / Navy silk dress


Czarny bawełniany T-shirt (skórzane spodnie też!!)

Black cotton tee (leather pants too!!)


Biały wełniany kardigan / White wool cardigan


 
Dość jednolita kolorystyka, wszystko z wszystkim pasuje (moje marzenie, szczególnie, że moja garderoba wygląda tak  :) Ostatnio staram się nie kupować tak impulsywnie jak kiedyś ;) 
Takie ciuchy mogłabym mieć :)))

P.S. Tak, granat to moja słabość...lol.

 Pretty monochromatic palette, everything goes well with with everything (my dream since my wardrobe looks like this! :) I've been trying to avoid impulsive shopping lately ;)
These clothes here I would love to have :))

P.S. Yep, navy is my weak spot...lol.

poniedziałek, 9 maja 2016

Do you like yourself?


Pamiętacie siebie 10 lat temu? Co widzicie?
Metryka jest nieubłagana, czas szybko leci, z roku na rok przybywa nam lat. Zmieniamy się pod wieloma względami, ale czy to kojarzy Wam się wyłącznie negatywnie? Owszem zmienia się nasze ciało, przybywa zmarszczek, siwych włosów (sic!), wiadomo. A co z resztą? Każdy wiek ma swoje prawa. Każda dekada przynosi coś nowego. I ja mam wrażenie, że dopiero teraz gdy mam już 3 z przodu ;) jestem bardziej świadoma tego jaka jestem, czego chcę od życia (przez większość czasu, ha!), wielu rzeczy się już nie boję, mam w sobie więcej odwagi i bardziej lubię samą siebie. Wcześniej, te kilka lat temu, wiele rzeczy robiłam po omacku, nie będąc za bardzo świadoma jak to wszystko ma w moim życiu wyglądać. Wiele moich ówczesnych zachowań teraz wydaje mi się dziwnych, śmiesznych, infantylnych. Choć kilku decyzji, które wtedy podjęłam nigdy bym nie zmieniła. Nie jest oczywiście tak, że po przekroczeniu 30-stki nagle spłynęła na mnie jakaś życiowa mądrość i jestem wszystko wiedząca. Po prostu zmieniłam się i myślę, że lubię to, jaką stałam się osobą. To wszystko czego wtedy doświadczyłam wpływało na mnie i doprowadziło mnie do punktu, w którym jestem :) Chyba w życiu musi być taki czas odkrywania i poszukiwania swojej własnej tożsamości. Pamiętajcie, że warto być przyzwoitym człowiekiem na każdym etapie swojego życia, bo nigdy nie wiesz czy za kilka lat nie spotkasz ludzi, którzy mogliby to pamiętać  :))
Jedno co się u mnie nie zmieniło to poczucie humoru i pozytywne podejście do życia :)

P.S. Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką, która musiała mi udowadniać, że nie mam 31 lat, a 32 i że już wkrótce, w sierpniu 33! Wyobraźcie sobie moją minę... lol.

Remember yourself 10 years ago? What do you see?
Birth certificate is clear, time flies and we get older every year. We change in many ways, but is it all bad? Obviously our body changes, we get wrinkles, gray hair, you know. But what about the rest? Every time of life has its own rights, every decade brings something new. And me with a 3 in front ;) I'm more aware of who I am, what I want from life (for most of the time, ha!), there are many things I'm not afraid anymore, I have more courage and like myself more. Before, a couple of years ago, I did a lot of things knowing very little about how I want my life to be like. Many of my past actions seem stupid, childish or just weird now. Although there are certain decisions I wouldn't change. Of course, it's not that now when I'm over 30 I've become so wise and know everything. I've changed and I'm happy with it. All the things I've experienced made the person I am now :) It seems there has to be such time in our lives when we explore and seek our own identity. Remeber though you should always be a decent person as you never know who you see later on :))
One thing that hasn't changed is my sense of humor and positive thinking :)

P.S. I was talking to a friend the other day and she had to explain to me I'm not 31 but 32 and soon, in August, I'll be 33! Imagine my face then...lol.

#Inspiration


Monday look

piątek, 6 maja 2016

Check!

Wczoraj w końcu zebrałam się w sobie i zrobiłam coś, co miałam zrobić już bardzo dawno temu. Chodzi o przesadzenie roślin, które mam w domu. Dobrze, że wcześniej nie padły ;)

Yesterday I did something I've been trying to do for a very long time. Transplanting plants which grow in my house. It's good they survived ;)

czwartek, 5 maja 2016

Tough life ;)



Mam nadzieję, że nie jestem jedyna. A więc (wiem, że tak się zdania nie rozpoczyna!), zasiadam przed kompem (albo z tabletem w ręku) i szukam. Sama nie wiem czego, nie wiem po co przeszukuję ten internet. No dobra, załóżmy, że szukam sukienki (tak bez okazji!) jakiejś tam, zero wizji w głowie jak ma wyglądać i na jaką być okazję, więc filtry trudno ustalić. No więc zaznaczam "sukienki". Wyskakują 82 strony!!!!!! "Kto jest to w stanie przejrzeć" - od razu mi świta. No ale nic, jadę z tym koksem ;) 1,2,3...15...21 i szukam i w końcu w głowie mi świta, "dobra, to już ostatnia strona!", ale gdy zbliżam się do końca, znów klikam "Dalej"! To jest jak hipnoza, nie można skończyć! W końcu od nadmiaru, odpuszczam i nie kupuję nic! Nie wiem czy ze strachu, że tam dalej mogą być lepsze kąski, czy ze zmęczenia. Wiem jedno, po takim przeglądaniu mam sieczkę w głowie i oczy kręcą mi się jak kołowrotki :)

P.S. To samo mam z kupnem lakierów do paznokci, zawsze mówię "to już ostatni", a potem idę i znów kupuję, lol.


I hope I'm not the only one. So I take my laptop or my tablet and search the net. Not quite sure what I'm looking for. Well, OK let's say it's a dress (without any occasion!), some dress no idea how it's supposed to look like, so it's hard to chose the categories. So I click on dresses and I get 82 pages!!!!!!
"Who's gonna browse it" - it dawns on me. But whatever, I go with the flow (as they say ;) 1,2,3...15...21 and I keep searching until I decide "OK, this is the last one!", but when I get to the end of this page and I click on "Next"! This is insane, you can't stop! And then at last I quit and end up buying nothing! Not pretty sure is it because I'm afraid there might be something better on the rest of the pages or because I'm just too tired. All I know I end up with an empty head and my eyes mesmerized :)

P.S. The same goes with me buying nail polish, I always say, "this is the last one" and then I go and buy another one, lol.

poniedziałek, 2 maja 2016

Go outside!

Stało się! Sezon grilowo-tarasowy uznaje się za otwarty, dlatego dziś przygotowałam dla Was kilka pięknych gadżetów (zakładam, że meble już macie :), które upiększą wasze tarasy i balkony, a tym samym umilą Wam przebywanie na zewnątrz :) Zobaczcie sami!

So, this is it! The BBQ season's officialy open! That's why today I prepared some nice accessories (I assume you already have furniture :), which will make your terraces look better and your time there great :) Take a look yourselves! 

Piękne szklaneczki (wcale nie muszą być szklane, widziałam takie same także plastikowe, które przy większej imprezie nie potłuką się ;)

Beautiful cups (they don't have to be made of glass, there are plastic ones too which won't break in case of a wilder party ;)

zarahome.com