środa, 27 stycznia 2016

It's finally over!


Nawet nie wiem od czego zacząć! Mamy piękną córkę, Majkę :) Tego uczucia nie da się z niczym porównać! Jest śliczna, zdrowa (oby tak zostało!) i na razie bardzo grzeczna.
Ostatnio na blogu nic się nie działo, celowo. Końcowy okres ciąży był dla mnie naprawdę okropny i nie chciałam nikogo zamęczać swoimi problemami. Choroby, stres związany z porodem, przeciągający się stan, w którym czujesz się jak bania, serio, ta ciąża była bardzo dla mnie trudna. 
Kiedy przyszło co do czego, moje emocje sięgały zenitu! Moment, w którym pierwszy raz zobaczyłam córkę to uciął. Popłakałam się i wiedziałam, że teraz może być już tylko lepiej.
Otrzymałam ogromne wsparcie od moich bliskich (szczególnie kochanego Męża :), przyjaciół, którzy nasłuchali się jak to mi źle (obiecuję, już nie będę ;) oraz szpitala - całego personelu, czułam się wyjątkowo.
Teraz zaczynam powoli wracać do normalnego funkcjonowania. Wiadomo, obowiązków mi przybyło, ale wiem, że mam przy sobie moje kochane dzieci i męża i w gorszych chwilach będę starała się sobie przypomnieć ile to znaczy i że TRZEBA to doceniać w każdym momencie swojego życia.  

P.S. Zdjęcie przedstawia niespodziankę, która czekała na mnie w domciu :*

I even don't know where to start! We have a beautiful daughter, Maya :) This feeling cannot be compared! She's pretty, healthy (let it be that way!) and so far very calm.
For the last couple of weeks I stayed silent on my blog and did it on purpose. The final stage of my pregnancy was really awful and I didn't want to go about it on and on. Illnesses, stress connected with the delivery and the much too long state which makes you feel like a barrel, seriously this pregnancy was really difficult for me. 
When it all came to a final, my emotions reached the ceiling! The moment I gave birth to my baby girl ended it all up! I burst into tears and knew now it's going to be alright.
I got amazing support from my relatives (especially from my beloved Hubby :), friends, who I guess are sick and tired of listening how hard it was for me (I promise I'll stop now :), and the hospital, all the people who took care of me while there, it felt really great.
Now I'm getting back to my normal life. I got some new chores (go figure!), but I know I have my precious kids and husband, and on those harder moments I will always try to remember how important it is and that you NEED to appreciate it every day!

P.S. The photo shows what was waiting for me at home when we got back from hospital :*

2 komentarze: