sobota, 24 października 2015

It's the time...

Myślałam o tym od dawna. Jednak nigdy nie byłam na to gotowa. Rozstanie się z gromadzonymi latami ubraniami bywa trudne... Zajęło mi to kilka lat, by w końcu się za to zabrać.
Zacznę jednak od początku. Mam naprawdę dużo ciuchów, ale niekoniecznie są to ubrania, które rzeczywiście noszę. I od pewnego czasu czułam, że zaczynam się dusić, że tego wszystkiego jest za dużo. Czułam się jak zbieracz. Czasami podejmowałam próby pozbycia się części z nich. Moja przyjaciółka co pewien czas organizuje wymiany ciuchów (opowiem Wam o tym kiedyś) i za każdym razem coś wybierałam, ale zawsze ograniczałam się do kilku rzeczy. Nie byłam gotowa psychicznie ;)

I'd been thinking about it for a long time. But hadn't been ready. Parting ways with things gathered throughout the years can be tough... It took me a couple of years to get down to that.
But let's start from the beginning. I sure have a lot of clothes, but not necessarily clothes I actually wear. And for some time I had been feeling I was suffocating, like there was too much of them. I'd felt like a hoarder.
From time to time I had tried to get rid of some - my friend makes clothes swapping parties (I'll tell you about that later) and every time I had gone there I would always constrain to several items only. Obviously, I hadn't been psychologically ready :)
  
Jednak ostatnio coś we mnie drgnęło. Proces oczyszczania trwał tydzień. Któregoś wieczoru weszłam do garderoby i wybrałam te rzeczy, które mogłabym zabrać na kolejną wymianę, czyli fajne ciuchy, które dziewczyny chciałyby przymierzyć, zobaczyć i ewentualnie nosić. Ustawiłam w mojej malutkiej garderobie wielki wór, który zabrał sporą jej część (nadal tam stoi i mnie wkurza! :) Na tym się jednak nie skończyło...

But lately I broke out. My cleansing process lasted a week. One evening I entered my walk in and I picked the clothes I could take to the next swap, I mean clothes the girls would like to try on and wear. I set a huge bag in my walk in which took a large part of it (it's still there and it bugs me every time I go there! :) But that wasn't the end...

Po kilku dniach dopadł mnie szał dalszego wyrzucania na tzw. "5 minut przed". Nie wiem czy znacie takie zagrania. Nachodzi Cię moment, na przykład tuż przed pójściem spać, albo 5 minut przed przyjściem gości, a Ty zabierasz się za sprzątanie, albo właśnie za segregowanie ciuchów! To był właśnie taki zryw. Jeśli nachodzi Cię takie uczucie, płyń z prądem i nie walcz z tym!
Duży worek i do pracy! Komoda w sypialni opustoszała, w garderobie zyskałam sporo wieszaków (Marek też pozbył się kilku ubrań, nawet o tym nie wie ;). Zebrałam trzy worki ubrań, niezniszczonych, takich które innym mogą jeszcze posłużyć, ale nie mi. Oddałam je potrzebującym (mam nadzieję!). Zebrałam też spory worek czegoś, co już nie można było nazwać ubraniami, lol.

After a couple of days later I took the second step which I call "5 mins before deadline". I don't know if you're familiar with such moves. You just feel the urge to do something, like doing the cleaning or going over your wardrobe 5 minutes before going to bed or your guests coming over! That was it. So if such a rush comes to you, don't fight it, just go with the flow!
A huge bag and I got down to work. My dresser got empty and I gained some free hangers (my hubby also got rid of several items, which he doesn't know about yet ;) I gathered 3 bags of clothes in good state which somebody else can still use. I gave it to the poor (I hope!). I also got a bag of something which couldn't be called "clothing" anymore, lol.

Serio, było mi to potrzebne. I nie chodzi o to, że zrobiłam miejsce na nowe ubrania.
 Ostatnio po prostu żyję przeświadczeniem, że może czas ograniczyć ilość otaczających mnie rzeczy. Po co trzymać coś czego nie używam? Zabiera miejsce i nikomu nie służy. 
I tak w ogóle, może warto postawić nie na ilość, a jakość...?

Każdy powód jest dobry, jeśli wszyscy zyskują :) 

Seriously, this is what I really needed. And it's not about making room for new clothes to come.
It's just that lately I've been having this feeling I need to confine the number of things surrounding me.
Why do I keep things I do not use? They take room and are useless.
And btw, maybe it's time to stick to quality not quantity...?

Every reason is good and everybody wins :)
 

2 komentarze:

  1. Mnie kiedyś tez naszło na akcje typu "rozdaje nienoszone ciuchy" i niestety za kilkoma rzeczami tęsknie do dzisiaj :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czasami można się za bardzo pospieszyć z wydaniem czegoś za czym później tęsknimy :(
      Dlatego zajęło mi to kilka lat :) pozdrawiam!

      Usuń