czwartek, 7 września 2017

Imagine

"Fresh Prince of Bel-Air"(1990s tv show) via pinterest.com


Czy nie męczy Was czasem bycie dorosłym? Codzienne obowiązki i zmartwienia, a do tego te wszystkie konwenanse i zasady współżycia społecznego! Nie mówię, że to coś złego, że istnieją pewne zasady życia w cywilizowanym świecie, bo przecież one porządkują nasze życie i sprawiają, że nie jesteśmy nieokrzesanymi dzikusami, tylko ludźmi, którzy potrafią koegzystować bez większych konfliktów. Ostatnio jednak mam tyle rzeczy na głowie, że jedyne o czym marzę, to po prostu olać wszystko i spędzić choć jeden dzień na moich zasadach, a raczej wbrew wszystkim zasadom, tylko po to, by sobie ulżyć i zatęsknić za uporządkowanym "życiem dorosłych".  Generalnie wyobrażam go sobie tak:

Aren't you sometimes tired of being an adult? Everyday chores and worries, and all those principles of the social life! I'm not saying it's wrong there are certain rules of the so called civilized world as they put our lives in order and us instead of being crude savages, we are human beings who are able to co-exist without any major conflicts. Lately, however, I'm tackling so many problems at a time that the only thing I'm dreaming of right now is to not give a hang about anything and spend at least one day on my own rules or rather against the rules, just to regain the urge to be adult again.
Generally I imagine it'd go like this: 

niedziela, 3 września 2017

Moodboarding


Kiedy planowałam metamorfozę naszego salonu zaczęłam od stworzenia tzw. tablicy inspiracji (ang. mood board). Oto co powstało. Myślę, że to świetny sposób by sprawdzić czy przedmioty i kolory, które nam się podobają, będą do siebie pasować. Już niedługo podzielę się z Wami tym, jak w rzeczywistości wygląda mój salon. A w międzyczasie mam do przygotowania kilka tablic dla moich przyjaciół (też wkrótce na blogu :)

When I was planning the whole living room makeover I started with creating a mood board. Here's what I made. I think it's a great way to check whether the items and colors we like go well with each other. I will share my living room with you soon on the blog and in the meantime I have some mood boards to prepare for my friends (also soon on the blog :)

czwartek, 31 sierpnia 2017

Summer sadness



Ostatni dzień sierpnia zawsze napawa mnie smutkiem. Powodów jest kilka.
Po pierwsze minęły dwa miesiące lenistwa, które jak to oczywiście u mnie bywa, miałam plan wykorzystać troszeczkę inaczej hehe. Miałam oczywiście zrobić dużo więcej dla siebie i mojej rodziny, dużo lepiej wykorzystać czas i spożytkować go na coś dużo bardziej produktywnego.
Po drugie koniec sierpnia zawsze oznacza, że lato zaczyna powoli nas opuszczać. Ciepłe wieczory (których w tym roku było jak na lekarstwo!) zaczynają się ochładzać, a dni stają się coraz krótsze.
Lato zawsze kojarzyło mi się z beztroską. Mój zawód mi trochę na to pozwala, muszę przyznać. Od skończenia studiów nigdy nie musiałam się martwić, że mam tylko dwa tygodnie wolnego, bo zawsze było to długie dwa miesiące (prawie!). Zawsze gdy lato się kończy, muszę zrobić w swojej głowie porządek i przywrócić całe swoje życie do ładu, bo po lecie nic nie jest na swoim miejscu.
Po trzecie, koniec sierpnia zawsze oznacza, że przybył mi kolejny rok w metryce. Jestem znów starsza o rok, czas płynie nieubłaganie, a ja...muszę się z tym pogodzić i zacząć funkcjonować na starych zasadach... ;)
Ale już wkrótce melancholia mnie opuści, a ja zacznę się cieszyć z pięknej złotej jesieni i całkiem nowego sezonu...;)

The last day of August always makes me sad. There are a few reasons.
First, two months of doing nothing have passed, and me, as usual, I was planning to make use of them in a totally different way, in a more productive way, to be honest haha. 
Second, the end of August always means that summer is coming to an end. The warm evenings (which this year were a rarity!) are becoming cooler, and the days are becoming shorter. Summer has always been the time of total easefulness for me, it's beacuse of my job I must admit. Since I graduated from university I haven't had to worry about short vacay because it's always been two long months a year (almost!). Every year when the summer ends, I need to make some order in my head and tidy up my whole life as after summmer nothing's in the right place.
Third, the end of August always means that I am one year older than I was. I'm older, time is unrelenting and me... I need to figure it all out and start living my normal life... ;)
But pretty soon the melancholy will pass and I will start to enjoy the beautiful Polish autumn and the brand new season... ;)

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Birthday Girl

Sierpień nie był dla mnie zbyt łaskawy. Wydarzyło się kilka przykrych rzeczy, które mocno się na mnie odbiły. W międzyczasie jeszcze przytrafił nam się remont...(o którym później).
27 sierpnia skończyłam 34 lata. Należało to uczcić. Wszystko zostało zaplanowane wcześniej, zanim to wszystko się zdarzyło, nie było więc odwrotu. I chyba dobrze się stało :)

August hasn't been too kind for me. Some sad things have happened which took a toll on me. In the meantime we had this living room makeover.. (I'll tell you about soon).
On 27 August I had my 34th birthday. It required some serious celebration. I had planned all that before all of that happened, so I didn't have much choice. And I guess it's great ;)



poniedziałek, 21 sierpnia 2017

New is not always better

Ostatnio czytając Bądź Paryżanką gdziekolwiek jesteś (tak na marginesie, bardzo fajna książka :) natknęłam się na ciekawy fragment, w którym znalazłam kilka złotych zasad Paryżanek. Istnieje u nich, nadal, coś takiego, jak przekazywanie z pokolenia na pokolenie pewnych złotych zasad lub jak kto woli, porad dotyczących różnych aspektów ich życia (kuchni, urody, itd.).
Między innymi:

"Na połysk włosów: przy ostatnim spłukiwaniu dodaj do naczynia z wodą pół szklanki octu.

Raz w tygodniu szoruj zęby sodą oczyszczoną. Efekt bieli murowany.

Gazety to świetna szmatka do mycia szyb. Bardziej ekologiczna niż papierowe ręczniki.

Po wyciśnięciu soku z cytryny przetrzyj nią, przed wyrzuceniem do śmieci, paznokcie: wzmacnia je i wybiela."

I wiecie co, zasady te wydały mi się jakoś dziwnie znajome... Przecież pamiętam jak kiedyś mama zawsze mi potarzała, że ostatnie płukanie włosów powinno się robić roztworem octu, by dodać im blasku. Pamiętam też, jak myła okna używając szarych gazet...
I naszła mnie refleksja. W Polsce lata 90-te zrobiły swoje. Przedtem nie było nic i nagle, po 1989 roku przyszło do nas NOWE. Każdy z nas zachłysnął się tym, co do tej pory było nieosiągalne. Zalała nas fala kolorowych reklam, złotych środków na każdą okazję i trudno się nam dziwić. Cieszyliśmy się, że my też mamy pastę Colgate i szampon z odżywką, której używa sama Claudia Schiffer (a od jej włosów aż bije po oczach).
Zasady naszych babć i mam poszły troszkę w odstawkę. Każdy chciał być nowoczesny, więc powoli zasady stosowane od wielu pokoleń, odeszły w zapomnienie.
Jak widać jednak, nie były one takie złe, skoro nadal są przekazywane z matki na córkę przez Paryżanki. Czasami warto się zatrzymać i zastanowić, czy to co nowe jest zawsze lepsze. Warto też mieć odwagę trzymać się tego co sprawdzone i niewymagające od nas nadmiernego wysiłku...

A wy macie jakieś zasady, które przekazała Wam mama, a jej, jej własna mama?

fificheek.blogspot.com via pinterest.com


Some time ago while I was reading How to be Parisian whenever you are (btw, a really good book), I came across an interesting passage with some golden rules on different aspects of their lives (cooking, beauty, etc.) which Parisians pass on from generation to generation.
Some are: